Od redakcji
W 70. rocznicę akcji „Parasol” – 1 lutego 2014 r. – Magdalena Chadaj opisała na łamach „Naszej Polski” likwidację SS-Brigadeführera Franza Kutschery, kata Warszawy, dokonaną przez Harcerski Oddział do Zadań Specjalnych Armii Krajowej. Niżej publikujemy reprint felietonu z numeru 6 (953) tygodnika z 4 II 2014 r. – jako materiał archiwalny redakcji.
Motto szaroszeregowe:
Jeśli chcesz zrobić coś bardzo ważnego, to rób całym sercem, ale się perfekcyjnie przygotuj.
SS Brigadeführer und Generalmajor der Polizei Franz Kutschera był szczególnie zajadłym ludobójcą i funkcjonariuszem III Rzeszy. Rozległe doświadczenia w tym rzemiośle zdobył już w Danii, Holandii, Norwegii, Jugosławii, Czechosłowacji. Niemcy w Generalnej Guberni, nie mogąc sobie dać rady z Polakami, w październiku 1943 r. sprowadzili go do tego znienawidzonego serca konspiracji polskiej – do Warszawy. Parteigenosse Franz jako szef gestapo Dystryktu Warszawskiego od razu zaczął swoje okrutne dzieło.

2 października 1943 r. gubernator Hans Frank wydał rozporządzenie o karaniu śmiercią za „utrudnienie niemieckiego dzieła odbudowy w GG”, a zgodnie z tym „prawem” 10 października Franz Kutschera wydał analogiczne „prawo” na Dystrykt Warszawski: „kara śmierci za czyny zabronione i zamierzone”. W publicznych, ulicznych egzekucjach, tygodniowo ginęło ok. 300 osób, wzmogły się wywózki do obozów koncentracyjnych i łapanki.

W listopadzie 1943 r. w Kierownictwie Walki Podziemnej zapadła decyzja o natychmiastowej likwidacji Kutschery. Trwała „Akcja Główna” – eliminacja najgroźniejszych oprawców niemieckich. Franz Kutschera był na pierwszym miejscu do eliminacji. Kedyw Komendy Głównej AK zatwierdził to natychmiast. Ruszył wywiad, rozpoznanie, prace organizacyjne. Rozkaz wykonania akcji dostał cichociemny, kpt. Adam Borys „Pług”, wówczas dowódca Harcerskiego Oddziału do Zadań Specjalnych. „Parasol” był specjalnym oddziałem wyłonionym z Szarych Szeregów, utworzonym 1 września 1943 r. Jego zadanie to walka z najgroźniejszymi funkcjonariuszami niemieckiego terroru.
Szef Kedywu KG AK „Nil”, gen. Emil Fieldorf (wtedy jeszcze w stopniu pułkownika) tak oceniał harcerzy Szarych Szeregów i Grup Szturmowych: „Element inteligentny, bitny i ofiarny. Dyscyplina nadto duża. Duże doświadczenie zdobyte w szeregach walk i można na nich liczyć w najciężejszych momentach. Wyszkolenie wojskowe i zaprawa łączą się tu z wychowaniem i narodowym”.
Nie byli to chłopcy w krótkich spodenkach, jak się myśli o harcerzach. Byli instruktorami, po podchorążówkach, mieli po ok. 20 lat. Dziewczęta miały inne zadania w tej narodowej potrzebie. Oficerowie, dowódcy to młodzi wojskowi po ok. 30 lat – „Pług” miał 35. Historia „Parasola” zasługuje na osobną opowieść. Dziś wracamy do jego największego sukcesu – akcji bojowej „Kutschera” w 70. rocznicę jej dokonania.
Decyzja została podjęta. Zaczął się wywiad i rozpoznanie, które prowadził por. „Rayski”, Aleksander Kunicki (przed wojną kierownik kontrwywiadu w Bielsku-Białej). Trwało to blisko trzy miesiące. Potem wiązanie organizacji – nasłuch, służby meldunkowej, odwrotu, sprawy sprzętu, broni. 27 stycznia byli gotowi.
„Godzina Zero” – 1 lutego godz. 9.00, róg Al. Ujazdowskich i Pięknej. Wszyscy są na stanowiskach. Pojawia się samochód z Kutscherą, 9.08 – atak. Zgodnie z precyzyjnym planem cała rzecz trwa 1 minutę 40 sekund i już. „Pług” może zameldować: Zadanie wykonane. Oddział gotów do następnych zadań.
Akcja została oceniona bardzo wysoko – z obu stron. Pracownik niemieckiej Policji Kryminalnej Fritz Schram pisał: „Należy podziwiać organizację zamachu. Wszystko było przewidziane i wykonane do najdrobniejszych szczegółów. Tego zamachu mogła dokonać tylko bardzo silna organizacja, posiadająca ludzi fachowych. Moim zdaniem była to polska organizacja wojskowa i dobrze zakonspirowana”.
Niemiecki porucznik służbowy pisał w swoim raporcie: „Podziwiamy mistrzowską robotę zamachowców i ich odwagę. Na taki wyczyn mogła się zdobyć tylko świetnie zgrana organizacja. Podziwiam Polaków i ich bohaterstwo. Widzimy, że ich nie zwalczymy”. Zaś gubernator Warszawy, dr Ludwig Fischer rozpaczał: „Jest nieszczęściem, że człowiek, który tyle zdziałał i przyczynił się do bezpieczeństwa Niemiec, padł ofiarą zamachu. Stan bezpieczeństwa znacznie się pogorszył: w lutym zginęło 20 Niemców, w marcu 40, w kwietniu i maju 186. Sytuacja w Warszawie jest najgorsza z dotychczasowych”.
W pierwszym odruchu Niemcy się mścili: 2 lutego rozstrzelali stu zakładników w Al. Ujazdowskich 1, dwustu w ruinach getta; nałożyli na Warszawę drakońską kontrybucję; przesunęli godzinę policyjną z 20.00 na 19.00. W czerwcu zmieniona godzina policyjna przeszła na 21.00. Egzekucje ustały, łapanki zmalały. 4 lutego wysiedlono wszystkich z Traktu Królewskiego i bocznych ulic. Mieszkańcy mieli wynieść się z mieszkań i klucze zostawić u dozorców.
Jechał kondukt: ciągnięta przez sześć koni laweta z trumną do Obergruppenführerem w środku. Za nią szli dostojnicy III Rzeszy i karny wąż cywilno-wojskowy. Skręcili w Królewską, podjechali pod pałac Brühla i tam odbyły się uroczystości pożegnalne „znacego dostojnika”. Potem orszak szedł Wybrzeżem Kościuszkowskim, całe uroczystości dotarło do Dworca Gdańskiego i pojechało w siną dal do Berlina. Tam się odbył pogrzeb, a jakaś Brygada SS przyjęła imię Franza Kutschery.
Ludzie uśmiechali się do siebie na ulicy: „No, nie dajmy się!” Nie wiedzieliśmy wtedy, że w tej walce zginęło czterech harcerzy-żołnierzy: Bronisław Pietraszkiewicz „Lot”, Zbigniew Gęsicki „Juno”, Kazimierz Sott „Sokół”, Marian Singer „Cichy”, „Lot” – dowódca – dostał awans na porucznika i został odznaczony Orderem Krzyża Virtuti Militari. Reszta chłopców – Krzyżami Walecznymi. Pośmiertnie…
Rozpaczy nie było, ciągnęła przez nadto prawa wojny i wiedzieliśmy, że śmierć żołnierza w walce nie jest tragedią! Nie miał szkód do akcji, żeby zginąć, tylko żeby wykonać zadanie. A śmierć jest wpisana w ryzyko.
Dziś, w 70. rocznicę zamachu zapraszamy na uroczystości bojowej Harcerskiego Oddziału do Zadań Specjalnych „Parasol” – kiedy składamy hołd harcerzom-żołnierzom AK, kładziemy im kwiaty, zapalamy znicze – pomyślmy, ilu Polaków tą akcją uratowano.
Dziękujemy Wam, Chłopcy.
Magdalena Chadaj
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Magdaleny Chadaj pt. „Chłopcy silni jak stal” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 6 (953) z dnia 4 lutego 2014 roku, s. 15. Reprint na portalu naszapolska.pl: 24 czerwca 2026 r. – w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Magdalena Chadaj / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 6 (953)/2014, s. 15.



