Artykuł to rozmowa z maratończykiem Marcinem Chabowskim, który po 16 latach starań wystąpi na igrzyskach olimpijskich w Sapporo. Zawodnik STS Pomerania Szczecinek opowiada o obciążeniu psychicznym związanym z codziennymi testami na COVID-19, o życiu w „bańce” bez kibiców i możliwości opuszczania hotelu, o zmienionej i trudniejszej trasie maratonu oraz o celu, jaki sobie postawił.
„To nie są normalne igrzyska”
Marcin Chabowski przez 16 lat czekał i walczył o start olimpijski. Teraz marzenie staje się rzeczywistością – wystąpi w Sapporo, ale jego odczucia są… mieszane. „To nie są normalne igrzyska, a raczej coś na wzór zakładu karnego. Szkoda, ale i tak się cieszę” – powiedział PAP maratończyk.
35-letni lekkoatleta STS Pomerania Szczecinek martwi się codziennymi testami na COVID-19. Jego zdaniem stanowią one dodatkowe obciążenie psychiczne dla sportowców.
Zobacz, co jeszcze piszemy w dziale Świat…
„Ta niepewność, czy na pewno uda się wystąpić, jest ciągle z człowiekiem. Trzeba przejść tyle testów, że aż trudno je zliczyć. To spore obciążenie, bo nigdy nie można mieć pewności, że wynik będzie negatywny. No i potem zastanawianie się, co dalej? Czy wystąpię? Czy muszę iść na kwarantannę? Na jak długo? Tych pytań jest mnóstwo” – przyznał.
W Japonii zawodnicy badani są codziennie – to ich rytuał. Każdy sam pobiera próbki w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu i oddaje je do analizy.
Życie w „bańce”
Chabowski najbardziej żałuje jednak, że na trasie zabraknie kibiców. „To nie są normalne igrzyska. Nie ma kibiców, a my jako sportowcy nie możemy wejść na inne areny i kibicować kolegom. Cały czas w izolacji, zamknięci w +bańce+, nie można nawet wyjść normalnie na spacer. Nie jestem nawet pewien, czy dostanę możliwość kupienia jakichkolwiek pamiątek” – mówi.
Maratończycy i chodziarze spędzą w wiosce olimpijskiej w Tokio zaledwie jeden dzień. Muszą się w niej zameldować i przejść test na COVID-19, by następnie ruszyć do Sapporo, gdzie odbędą się ich konkurencje. Tam zostaną zakwaterowani w hotelu i nie poczują nawet klimatu igrzysk.
„A do tego będziemy się trochę czuć jak w zakładzie karnym, bo hotelu nie można opuszczać. Do tego wyznaczane strefy treningowe i każdy cię pilnuje, żebyś nie wyszedł nawet na metr poza ustalone miejsce” – powiedział.
Mimo wszystkich niedogodności zaznacza jednak, że igrzyska pozostają igrzyskami. „To nadal najważniejsza impreza sportowa na świecie, gdzie startują najlepsi zawodnicy. To zawsze było i jest wyróżnienie, by w nich rywalizować. Cieszę się, że wystąpię, czekałem na ten moment 16 lat, ale jednocześnie jest mi przykro, że będą jakie będą. Żal mi też tego, że nie będę z całą reprezentacją w Tokio. To dla nas – maratończyków i chodziarzy – będzie jak występ co najwyżej w jakimś prestiżowym maratonie. A nawet gorzej, bo nie będzie kibiców” – dodał.
Trudniejsza trasa i ekstremalna pogoda
Zmiana lokalizacji igrzysk pociągnęła za sobą również zmianę trasy maratonu. Zdaniem Chabowskiego będzie ona teraz trudniejsza.
„W Tokio miała być na małych pętlach, a teraz będzie na jednej dużej i dwóch mniejszych. To oznacza, że będą aż cztery punkty odświeżania, rozrzucone po całej trasie. To utrudnienie logistyczne. Spodziewamy się ekstremalnych warunków pogodowych – wysokiej temperatury i wilgotności. Najważniejsze w takiej sytuacji będzie odpowiednie nawadnianie i chłodzenie organizmu, a właśnie to zostało utrudnione” – skomentował.
Cel: bieg na własnym poziomie
Zawodnik podkreśla, że do Japonii nie przyjechał na wycieczkę i postawił sobie jasny cel. „Staram się do tego podejść analitycznie. Sukcesem będzie pobiegnięcie na swoim poziomie sportowym, biorąc pod uwagę warunki. Jeżeli najlepsi na świecie biegają 2:03 i oni stracą w Tokio do rekordu życiowego 10 minut i jeśli ja stracę tyle samo, to uznam swój start za dobry. A jeśli więcej, to będzie oznaczać, że nie zniosłem trudów pogody tak, jak powinienem i będę rozczarowany. Trudno teraz cokolwiek przewidzieć, bo na co dzień nie obcujemy z takimi warunkami – ani nie trenujemy, ani nie żyjemy. To będzie zatem loteria” – ocenił.
Jego zdaniem przewagę zyskają ci zawodnicy, którzy w podobnych warunkach już startowali. „Bo ich organizm kiedyś przeszedł już taką próbę i koduje w pewien sposób to doświadczenie. Zawodnik, który kilka razy wystąpił w Azji może mieć minimalną przewagę nad tymi, którzy w takich warunkach jeszcze nie startowali. To trochę jak z samym maratonem. Następuje pewnego rodzaju adaptacja. Im więcej człowiek maratonów przebiegnie, tym jest łatwiej ten dystans znieść” – stwierdził.
Maraton mężczyzn zaplanowano na ostatni dzień igrzysk – 8 sierpnia. (PAP)



