Żmigrodzki: Problemy z progeniturą

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

12 listopada 2012 r.

4 min. czytania

Zbigniew Żmigrodzki

12 listopada 2012 r.

Komentarz Redakcji „Naszej Polski”

Zbigniew Żmigrodzki w felietonie z 4 września 2012 r. – u progu nowego roku szkolnego – bierze na warsztat edukację seksualną w polskich szkołach i szerszy problem antywychowawczej polityki państwa pod hasłem „Róbta, co chceta” propagowanym przez Jerzego Owsiaka. Autor przywołuje pokazane w TVN „lekcje” edukacji seksualnej z Łodzi i Warszawy, na których „profesjonalnie elokwentne” panie rozdawały uczniom prezerwatywy i atrapy penisa, uczyły „prawidłowego nakładania” oraz kazały wpisywać na kartkach wulgarne słowa. Przypomina, że koedukacja w polskich szkołach średnich została wprowadzona w 1950 r. „na wzór sowiecki” i pokazuje, jak niszczenie IV i VI Przykazania oraz katolickiej etyki jest strategicznym celem laicyzujących „reformatorów” oświaty.

Temat kontynuujemy w artykule: Uczyli córki w domu, usłyszeli wyrok. Brazylijski sąd skazał rodziców za edukację domową

Rozpoczynający się rok szkolny i zbliżający akademicki przywodzą na myśl kłopoty, jakie współczesny człowiek, a szczególnie Polak, ma z własnymi dziećmi poddawanymi od najmłodszych lat presji wspieranego przez nasze państwo antywychowawczego programu edukacji, pod hasłem “Róbta, co chceta”, głoszonym publicznie przez jego reprezentatywnego idola propagującego swą akcję i osobę pod pozorem działań charytatywnych, służących w znacznej części finansowaniu jego imprezowych poczynań. Problemy z potomstwem istniały w jakimś stopniu zawsze, ale nie aż takie: dzisiaj do destrukcyjnych działań “z góry” dochodzi negatywny wpływ otoczenia, a przede wszystkim “zaraza”, płynąca z mediów, z Internetem włącznie. Zaleca się wychowanie dzieci w zdrowej rodzinie i wpajanie im zasad moralnego, uczciwego życia. Jednak to nie zawsze skutkuje: środowisko rówieśnicze, atmosfera współczesnej rzeczywistości, “liberalna” szkoła – wszystko to potrafi nawet miłe, spokojne i porządne dziecko doprowadzić do zakłócenia wewnętrznej równowagi etycznej, a nawet do niegodziwych zachowań. Bywa, że obraca się to przeciw rodzicom: bunt wobec nich (gdy mają za mało pieniędzy, nie mogą kupić drogich ubrań i najnowszego sprzętu elektronicznego) przybiera często drastyczne formy. Nic nie znaczy fakt, że rodzice kochają, są rozsądni, dziecku życzliwi i nic im nie można zarzucić. “Małolat” staje się opryskliwy, potrafi nie odzywać się do matki i ojca, wywołuje awantury. Czasem schodzi na tzw. złą drogę: wybiera papierosy, alkohol, narkotyki; zdarzają mu się wykroczenia, a nawet przestępstwa. Zanim się coś z tego ujawni, rodziców czekają dramatyczne przejścia. Sytuacje drastyczne bywają stosunkowo rzadkie; gdy wychodzą na jaw, jest już za późno. Jednak i powszechnie występująca młodzieżowa “normalność” potrafi być nieprzyjemna, a niekiedy trudna do zniesienia. Wprowadzenie w latach 1950 – na wzór sowiecki – koedukacji w szkołach średnich oraz wspólnych dla obu płci domów akademickich, spowodowało szczególny klimat obyczajowy. Już w gimnazjum, nie mówiąc o liceum, tworzą się “pary” – i to niejednokrotnie o charakterze nagannym, gdy “niedojrzałki” po prostu żyją ze sobą, a przeciwko uczennicom i uczniom chcącym postępować przyzwoicie, wszczyna się złośliwości, organizuje akcje “koleżeńskie”, mające na celu namówienie na “seks”; uwiedzenie czy nawet gwałt. Nasze państwo, a przynajmniej dominujący w nim “nurt ideowy”, wyraźnie temu sprzyja. Choćby przez dążenie do wprowadzenia pojmowanego jako instruktaż “wychowania seksualnego”. W telewizji TVN pokazano taką przykładową “lekcję”, z rodzaju uruchamianych w szkołach Łodzi i Warszawy. Dwie paniusie, profesjonalnie elokwentne, rozdawały uczniom i uczennicom prezerwatywy oraz atrapy penisa, ucząc, jak je prawidłowo nakładać. “Partnerów” mają sprawdzać także dziewczęta, czy szczelnie nałożyli (!). Na koniec “nauczycielki” kazały całej klasie zapisywać na kartkach wulgarne wyrazy, dotyczące seksualnej sfery. Efekty polecenia okazały się imponujące: pokazano zawartość kartek – uciechy było co niemiara… Poddawani tego typu “edukacji” uczniowie przystępują zapewne poza szkołą do “ćwiczeń praktycznych”, a w stosunku do rodziców stają się jeszcze bardziej obcy i aroganccy. Realizatorom takich przedsięwzięć chodzi oczywiście o walkę z religią i uczciwą, kochającą się rodziną, poprzez niszczenie poczucia wstydu i podstaw katolickiej etyki. Czwarte Przykazanie Boskie, także szóste, a przy tym i wszystkie pozostałe, chce się za wszelką cenę wytrzebić – z życia i pamięci Polaków. Zbigniew Żmigrodzki Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 36 (879) z 4 września 2012 r.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Rozwój Plus pod progiem. Ile mandatów prawica traci przez rozłam w PiS

Bolek bez długopisu. Jak prokuratura obroniła Wałęsę, robiąc z niego człowieka, który nie pisał

Amerykanie zostają na dłużej. Co Polska oddaje w zamian

Rażące błędy, podejrzenie o plagiat i „przypisy z przyszłości”. Ekspert miażdży doktorat Jakuba Wiecha

Pokój uśpił czujność. Polska płaci dziś cenę wieloletnich zaniedbań w obronności

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Inne kategorie

Czytaj także