Zbigniew Żmigrodzki w felietonie z marca 2016 r. rozprawia się z komunistycznym terminem „wyzwolenie” na oznaczenie wkroczenia Armii Czerwonej na ziemie polskie w latach 1944–1945. Autor przypomina, że „jednego okupanta zastąpił drugi” – sowiecki, znany z lat 1939–1941 z „jeszcze bardziej zbrodniczego” zachowania na Kresach Wschodnich niż Hitlera. Sowieci umożliwili hitlerowcom hekatombę Powstania Warszawskiego, eliminowali Armię Krajową we Lwowie i Wilnie, mordowali „niebezpieczny, patriotyczny element”, więzili i wywozili do łagrów. Żmigrodzki przypomina metody UBP, katownie we Wronkach, Rawiczu i Fordonie „przewyższające udręki Gestapo” oraz emerytury oprawców pod ochroną „liberalnych demokratów” po 1989 r.
Temat kontynuujemy w artykule: „Chłopcy silni jak stal”
Używanie tego słowa na oznaczenie wydarzeń w 1944 i 1945 roku, kiedy armia sowiecka wkroczyła na terytorium Polski, ma miejsce jeszcze dzisiaj, choć budzi zasadnicze zastrzeżenia.
Zachęcamy do lektury: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – legendarny dowódca 5 Brygady Wileńskiej AK
Jednego okupanta zastąpił drugi, znany aż za dobrze z lat 1939 – 1941, gdy zachowywał się na polskich kresach wschodnich jeszcze bardziej zbrodniczo od Hitlera. Przygotował sobie drogę umożliwiając hitlerowcom dokonanie hekatomby Powstania Warszawskiego i eliminując walczące z Niemcami oddziały Armii Krajowej – zwłaszcza we Lwowie i w Wilnie. Po wkroczeniu, korzystając ze spisów sporządzonych przez rozsianą po kraju komunistyczną agenturę, mordował, więził i wywoził do Rosji „niebezpieczny”, patriotyczny element, aby „oczyścić grunt” pod instalację rządu złożonego z przywiezionych i krajowych komunistów. W polskim społeczeństwie obawiano się ustanowienia siedemnastej sowieckiej republiki, jednak Stalin nie zaakceptował tego życzenia czerwonych „Polaków”: atrapę samodzielności uznał za bezpieczniejszą, w obliczu walczących jeszcze przeciw nowej władzy licznych grup „żołnierzy niezłomnych”. Ze względów taktycznych utrzymywano jeszcze do 1950 roku fikcję normalności: w oficjalnych uroczystościach uczestniczyli księża, święcono nowe budynki i inne obiekty. W szkołach odmawiano przed lekcjami modlitwy, odbywała się nauka religii. Prowadzili ją wchodzący w skład grona nauczycielskiego księża prefekci, z reguły świetnie do tej roli przygotowani i nie zaabsorbowani pracą w parafiach. Począwszy od lat 50. wszystko się zmieniło: komunizm pokazał swoje prawdziwe oblicze. Trzeba było uważać nie tylko na to, co się mówi, ale i na zachowanie podczas rozlicznych parad, akademii i szkoleń. Rozwinął działalność Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, wypełniły się więzienia, w tym katownie we Wronkach, Rawiczu i Fordonie. Metody, stosowane w śledztwie, wzorowane na sowieckich, przewyższały nawet udręki Gestapo. Opuszczając siedziby UBP, jeżeli to się w ogóle udało, pozostawało się kaleką do końca życia. Oprawcy odchodzili na wysoko płatne emerytury; po zwycięstwie „Solidarności” przejęli władzę w Polsce „liberalni demokraci”, starający się, aby zbrodniarzom z tamtych lat włos z głowy nie spadł. Teraz, po przegranych wyborach, ci obrońcy i utrwalacze dawnego „porządku”, założywszy „Komitet Obrony Demokracji”, wyprowadzają ludzi na ulice przy wsparciu mediów, obsadzonych szczelnie potomkami minionego czasu i wyhodowanymi przez nich reprezentantami anarchicznego libertyństwa. Donoszą na Polskę do Unii Europejskiej, kłamiąc na potęgę. Szerzą oszczerstwa w zagranicznych środkach przekazu . Grożą rebelią, obaleniem Prezydenta i rządu. Aby tylko w tradycjach „Polski Ludowej”, PRL i Trzeciej RP wiecznie trwać.
Polecamy także: Stanisław Sojczyński „Warszyc” – twórca KWP, Żołnierz Wyklęty
Zbigniew Żmigrodzki




