Wysiedlenia Niemców a wypędzenia Polaków – „to nie było to samo”

12 min. czytania

Leszek Żebrowski

16 czerwca 2026 r.

Kolumna wysiedlonej ludności z wozami na zaśnieżonej drodze — wypędzenia podczas II wojny światowej

12 min. czytania

Leszek Żebrowski

16 czerwca 2026 r.

Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Zdejmujemy z półki kolejny tekst Leszka Żebrowskiego z archiwum „Naszej Polski” i konfrontujemy go z tym, co przyniosły następne lata.

O czym jest ten tekst: niemieckie środowiska od lat próbują „przepisać” pamięć o II wojnie – przedstawić wysiedlonych po 1945 r. Niemców jako ofiary na równi z ofiarami ludobójstwa. Leszek Żebrowski odpowiada twardo: powojenne wysiedlenia Niemców (decyzje aliantów, Poczdam) i niemiecka, planowa eksterminacja oraz wypędzenia Polaków to nie jest to samo – ani moralnie, ani prawnie. Po latach zestawiamy jego tezy ze sporem o reparacje i niemiecką politykę pamięci.

Cztery tezy autora warto dziś sprawdzić:

  1. „To nie było to samo”. Wysiedlenia Niemców były konsekwencją przegranej wojny i ustaleń poczdamskich; niemieckie wypędzenia Polaków wynikały z „Generalnego Planu Wschodniego” (zakładał zagładę Żydów i ok. 85% Polaków), z Zamojszczyzny (ponad 100 tys. wysiedlonych, ok. 30 tys. dzieci) i z fizycznego zniszczenia Warszawy. Skala i intencja są nieporównywalne.
  2. Niemiecki rewizjonizm. Żebrowski wskazywał Erikę Steinbach i ideę „Centrum przeciwko Wypędzeniom”. Co przyniósł czas: w Berlinie działa od 2021 r. państwowe centrum dokumentacyjne „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, a sama Steinbach przeszła do środowiska niemieckiej skrajnej prawicy. Spór o ramę pamięci trwa.
  3. Reparacje. Najmocniejsze „sprawdzenie”: w 2022 r. Polska oszacowała straty wojenne na ok. 6,2 bln zł i skierowała do Berlina notę; Niemcy konsekwentnie uznają sprawę za zamkniętą, a rząd Donalda Tuska w 2025 r. mówi o „zadośćuczynieniu”, lecz formalnie traktuje reparacje jako temat zamknięty.
  4. „Jednoznaczna polityka historyczna”. Apel autora pozostaje niespełniony – Polska wciąż nie mówi w tej sprawie jednym głosem.

Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.


Poniżej oryginalny felieton Leszka Żebrowskiego – tekst archiwalny.

To nie było to samo. Wysiedlenia Niemców, wypędzenia Polaków

Leszek Żebrowski

Polecamy także: Polacy w Niemczech: jest nas 2,2 miliona. Od 1940 roku nie jesteśmy uznawani za mniejszość narodową

Narastają żądania niemieckich kręgów politycznych i opiniotwórczych w sprawie reinterpretacji najnowszej historii Europy. Nikomu do głowy nie przychodziło po zakończeniu II w. św., że wszystko można odwracać do góry nogami. Wina Niemców była bezsporna, ogromne zbrodnie przytłaczały skalą i okrucieństwem, więc denazyfikacja wydawała się jedynym możliwym rozwiązaniem. Wraz z klęską i przesunięciem granic wielu państw – co było wynikiem umów między aliantami i traktatów międzynarodowych – nastąpiły też ogromne przemieszczenia ludności. Najgorzej na tym wyszła Polska – utraciliśmy ponad połowę przedwojennego terytoriom RP i znaczną część ludności, mimo że byliśmy pierwszą ofiarą II w. św. i należeliśmy do obozu zwycięzców.

Teraz, po 70-ciu latach od wybuchu najstraszliwszej z wojen, Polska jest oskarżana przez Niemców o „współudział” w holokauście Żydów (przy czym ze strony Niemców sprawcami byli tylko Adolf Hitler i „naziści”) oraz o powojenne „wypędzenia” Niemców, które porównywane są z wojennym ludobójstwem ludności cywilnej. Natomiast przywódca frakcji NPD w parlamencie Saksonii nazwał wysiedlenia ludności niemieckiej po II wojnie światowej „holokaustem na narodzie niemieckim”. W samej zaś Polsce historyczka z Żydowskiego Instytutu Historycznego, dr Alina Cała, oskarża wszystkich Polaków o to, że „w pewnym sensie” są odpowiedzialni za zagładę Żydów. Można więc domniemywać, że „w pewnym sensie”, gdyby nie Polacy, Żydom nic by się nie stało? Tego głosu nie można lekceważyć. ŻIH nie jest peryferyjną instytucją prywatną, czerpie więc z zasobów budżetu naszego państwa i ma status „wyższej użyteczności”…

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Dom Göringa w Wilczym Szańcu stał na cmentarzu. Archeolodzy rozwiązali zagadkę szkieletów

Te dwie sprawy – niemieckie roszczenia z tytułu powojennych „wypędzeń” i gremialne oskarżenia pod adresem Polaków o współudział czy też sprawstwo holokaustu świadczą, jak bardzo potrzebna jest w Polsce jednoznaczna polityka historyczna. Takiej nie ma a główne siły polityczne toczą mało istotne (z naszego punktu widzenia, czyli obywateli) spory o kwestie drugo- czy trzeciorzędne…

To nie Hitler zaczął

Niemiecka polityka wobec wschodnich sąsiadów (czyli głównie Polski) po dojściu do władzy Adolfa Hitlera (przypomnijmy – wybranego w sposób całkowicie demokratyczny!) przechodziła różne fazy, ale w ogólnych zarysach była spójna od samego początku. Jej istotą było uznanie Słowian czy Żydów za „podludzi” oraz eksterminację i masowe wysiedlania. „Generalny Plan Wschodni” zakładał wymordowanie Żydów, ok. 85 proc. Polaków i większość Białorusinów czy Ukraińców. W dalszej kolejności mieli iść Rosjanie, Tatarzy Krymscy i wszyscy ci, którzy zamieszkiwali ziemie, przeznaczone do zdobycia i germanizacji. Był to precyzyjny plan, rozpisany na dziesięciolecia, a wiązał się z koncepcją zdobycia „przestrzeni życiowej” (Lebensraumu). Niemcy – jako „naród panów” (Herrenvolk) mieli sprawować absolutną władzę na zdobytych i zniemczonych terenach, zostawiając część ludności podbitej do ciężkiej pracy w charakterze niewolników, pozbawionych wszelkich praw.

Pierwszym etapem realizacji tej koncepcji było przeprowadzenie wypędzeń „tubylców” na wielką skalę i sprowadzenie na ich miejsce ludności niemieckiej (choćby z pochodzenia), zamieszkującej bardziej odległe terytoria, jak choćby Besarabię, Litwę, Łotwę i Estonię.

Trzeba przyznać, że praktyka przymusowych wypędzeń i przemieszczeń ludności nie była wymysłem III Rzeszy. Stosowała ją już Rzesza Niemiecka po zwycięskiej wojnie z Francją (1871 r.) w Alzacji, a kilkanaście lat później (w 1885 r.) pojawiły się tzw. rugi pruskie. Polegały one na przymusowym wysiedleniu poza granice Niemiec tych Żydów i Polaków, którzy mieli obywatelstwo rosyjskie oraz austriackie. Zostali oni uznani za „cudzoziemców niepożądanych” i wysiedlenia przeprowadzono brutalnie, pędząc kolumny nieszczęśników do granicy rosyjskiej w eskorcie żandarmerii. Dochodziło też do wypadków śmierci, albowiem wypędzani byli również starcy i małe dzieci, a przeprowadzano tę akcję także w warunkach zimowych. Łącznie wypędzono wówczas kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Ale kto wówczas mógł sobie zdawać sprawę z tego, że kilkadziesiąt lat później inni przywódcy tego kraju przeprowadzą akcję wypędzania i wytępiania do iście niemieckiej perfekcji?

Agresorzy realizowali wcześniejsze plany

Po podbiciu Polski we wrześniu-październiku 1939 r. (wespół ze Związkiem Sowieckim, o czym nie należy zapominać) obaj okupanci przystąpili do realizacji swych planów, w ogólnych zarysach polegających na wytępieniu części ludności (szczególnie elit, które stanowiły potencjalne zagrożenie i mogły stanowić zarzewie organizowania oporu) oraz wysiedlaniu całych obszarów w imię swych własnych interesów.

Niemcy wcielili część polskich ziem bezpośrednio do III Rzeszy (Pomorze, Śląsk, Wielkopolska), część podbitych terytoriów uzyskało status „szczególny” (Rejencja Ciechanowska, Białostocczyzna), a reszta stała się „Generalnym Gubernatorstwem”. Sowieci utworzyli zaś „Zachodnią Białoruś” i „Zachodnią Ukrainę”, których ludność „spontanicznie” wyraziła wolę „przyłączenia” do Związku Sowieckiego.

I natychmiast rozpoczęły się wypędzenia ludności polskiej, przeprowadzane przez okupantów na ogromną skalę, w sposób urągający wszelkim wyobrażeniom. Z obu stron granicy, a wiec w III Rzeszy i w Związku Sowieckim objęły one setki tysięcy ludzi, którym zostawiano bardzo mało czasu i pozwalano na zabranie niewielkiej partii bagażu. Nieszczęśnicy musieli zostawić dosłownie wszystko, nawet klucze do opuszczanych domów i mieszkań, bo na ich miejsce przychodzili zdobywcy.

Po stronie III Rzeszy realizowano koncepcję „Wielkich Niemiec”, czyli utworzenia jednolitego obszaru etnicznego, wraz z wybiegającymi dalej na wschód „wałami osadniczymi” oraz terenami kolonizacji „wyspiarskiej”. Był to pomysł Heinricha Himmlera, którego 7 października 1939 r. Hitler mianował „komisarzem Rzeszy do spraw umocnienia niemieckości”. Taką „wyspą” niemieckości miała się stać m.in. Zamojszczyzna.

Eksterminacja i wypędzanie Polaków trwały całą okupację

Ale pierwszą fazą niemieckiej akcji „oczyszczania” terenu była masowa eksterminacja ludności polskiej, przeprowadzana we wrześniu 1939 r. siłami „rycerskiego” Wehrmachtu oraz specjalnych „grup operacyjnych SS” (Einsatgruppen). To wtedy rozpoczęły się masowe egzekucje, łapanki, palenie ludzi w stodołach (tak!), co w późniejszym okresie stało się codziennością. Następne etapy masowej eksterminacji ludności przeprowadzano głównie na terenach wcielonych bezpośrednio do Rzeszy. Tu główną rolę odgrywały oddziały „samoobrony” (Selbschutz), składające się w znacznej mierze z miejscowych Niemców i Volksdeutschów, znających dobrze teren i lokalną społeczność. Z tego powodu egzekucje bardzo się nasiliły. Od lata 1940 r. prowadzona była tu już nieco inna polityka – dochodziło wprawdzie do bezpośrednich akcji terroru i masowych egzekucji, ale główny nacisk położono na inne formy terroru, w tym przede wszystkim na wypędzenia i zsyłkę do obozów koncentracyjnych.

Zanim Niemcy podjęli planową akcję wypędzeń na wielką skalę, poprzedziły ją akcje oddolne, przeprowadzane na polecenie lokalnych, często doraźnych władz. Wiązały się one z każdorazowo z rabunkiem mienia i zajmowaniem mieszkań. Kwartały ulic i całe dzielnice otaczano policyjnymi kordonami policji i wojska i wyrzucano mieszkańców, którym wolno było zabrać tylko nieco odzieży i żywności. Wspaniałomyślne władze niemieckie zgodziły się, aby nieszczęśnicy nie musieli… płacić za transporty pociągami na wschód.

Pierwszym większym miastem, z którego rozpoczęto usuwanie ludności polskiej, była Gdynia. Zbudowana od podstaw w II RP jako bardzo ważny port morski (i baza Marynarki Wojennej RP), nie miała praktycznie mieszkańców pochodzenia niemieckiego. W planach III Rzeszy miała się zaś stać ważnym węzłem przemysłu wojennego (Gotenhaven), dlatego Polacy – oprócz jeńców o statusie robotników przymusowych – nie mieli prawa tam przebywać. Ci więc, którzy nie trafili do obozów koncentracyjnych i obozów pracy, zostali wywiezieni w trzech kierunkach: Częstochowa-Kielce, Siedlce i Lublin, gdzie musieli znaleźć sobie nowe miejsce do życia.

Przeczytaj artykuł o tym, IPN wznowił ekshumacje na Wołyniu. W Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej odnaleziono szczątki kilkudziesięciu ofiar

Eksterminacja i masowe wypędzenia ludności polskiej trwały do końca okupacji ziem polskich przez Niemców.

Dramat Zamojszczyzny

Szczególnym eksperymentem w ramach „Generalnego Planu Wschodniego” stała się Zamojszczyzna. Tu podjęto akcję wypędzania ludności polskiej w listopadzie 1942 r. do sierpnia 1943 r. W sumie dotknęło to ponad 100 tys. ludzi, w tym ok. 30 tys. dzieci, z których znaczną część po prostu zrabowano, odbierając je przemocą rodzicom i przeznaczając je do germanizacji. III Rzesza potrzebowała bowiem coraz większego przyrostu naturalnego, a Niemki – wobec m.in. mobilizacji młodych mężczyzn do wojska czy policji – nie były w stanie wykonać wyśrubowanych „planów” prokreacji.

Na miejsce częściowo opróżnionej Zamojszczyzny zamierzano sprowadzić 60 tys. kolonistów niemieckich. Na szczęście udało się to tylko częściowo. Z takich to „przybyszów” pochodzi np. obecny prezydent Niemiec, Horst Koechler.

Jedną z ostatnich zrealizowanych wielkich akcji wypędzania była eksterminacja Warszawy. Ludność cywilna, która przeżyła dramatyczne dni Powstania Warszawskiego, została posegregowana na kategorie. Jedni trafili wprost do obozów koncentracyjnych, inni do obozów pracy i na roboty przymusowe, reszta została po prostu wyrzucona. W sumie setki tysięcy osób! Stolica europejskiego kraju przestała istnieć fizycznie.

„Wypędzona” Erika Steinbach i nauczanie w szkołach

Dziś demokratyczne Niemcy, które są przecież formalno-prawnym spadkobiercą III Rzeszy, próbują zrewidować narzucone im powojenne ograniczenia. Z racji potęgi politycznej i gospodarczej, są główną siłą Unii Europejskiej, do której Polska należy zaledwie od pięciu lat i ma w niej status „ubogiego krewnego”. Przede wszystkim polega to na nowej edukacji własnego społeczeństwa. Istniejące od początku „ziomkostwa” i inne organizacje rewizjonistyczne nabrały nowych sił, wydatnie wzmacniane przez własne państwo w nowej Europie. Ale najważniejszy jest Związek Wypędzonych, kierowany od lat przez Erikę Steinbach, która urodziła się 25 lipca 1943 r. w polskiej Rumii na Pomorzu, z której wypędzono prawowitych mieszkańców i sprowadzono najeźdźców wraz z rodzinami. W styczniu 1945 r. jej matka postanowiła uciekać z córeczką przed Armią Czerwoną dalej na zachód, na tereny rdzennej Rzeszy. Dziś ma nie tylko status „wypędzonej”, ale szefuje całemu Związkowi o takiej nazwie i jest inicjatorką budowy „Centrum przeciwko Wypędzeniom” w Berlinie, aby podkreślić dramatyczny los ludności niemieckiej pod koniec wojny i po jej zakończeniu.

Poszczególne landy niemieckie wprowadzają do szkół (podstawowych i gimnazjalnych) nowy przedmiot nauczania: „Ucieczka i wypędzenie z niemieckich obszarów wschodnich” (Flucht und Vertriebung aus den deutschen Ostgebiten). Jak sama nazwa wskazuje, ma to dotyczyć wyłącznie ludności niemieckiej a status uciekinierów jest tu zrównany z wysiedleniami! A należy pamiętać, że Niemcy udawali się na zachód w trzech fazach. Pierwszą była spontaniczna ucieczka przed zbliżającym się frontem wschodnim. Przyczyną była propaganda niemiecka o tym, co zrobią z nimi „bolszewicy”, jeśli pozostaną na miejscu. Ponadto bardzo ważne znaczenie miał fakt, że zbrodnie niemieckie, popełnione podczas wojny i okupacji, w 1945 r. były już znane praktycznie wszystkim dotychczasowym poddanym Hitlera. Mogli się więc spodziewać srogiego odwetu. Drugą grupą byli wypędzeni przez niemieckie władze wojskowe i administracyjne, co było zgodne z kategorycznymi rozkazami Fuehrera. Wobec opornych stosowano brutalną przemoc, dochodziło też do wykonywania wyroków wobec opornych i zbytnio opieszałych. Trzecią grupą byli wysiedlani na mocy układów poczdamskich z 1945 r. Pomysłodawcą takiej polityki byli Brytyjczycy, którzy – nie chcąc zostawiać zarzewia konfliktów na przyszłość – wzorowali się na wymianie ludności, dokonanej po I w. św. między Grecją i Turcją.

Były jeszcze inne wypędzenia Polaków

Wypędzenia i deportacje, powiązane z eksterminacją, dokonywane przez okupantów (niemieckich i sowieckich), nie były jedynymi konsekwencjami tego typu podczas wojny i okupacji. Należy bowiem pamiętać również o ludobójstwie i wypędzeniach Polaków z Kresów Południowo-Wschodnich, dokonywanych w ramach „czystek etnicznych” przez OUN-UPA. Zginęło wówczas ponad 100 tys. ludzi a setki tysięcy wypędzono na zawsze z ich siedzib, grabiąc cały ich dobytek.

W latach 1944–1945 dalszych wypędzeń ludności dokonywali Sowieci, zarówno na terenach przez siebie anektowanych, jak też z Pomorza czy Śląska. Wśród nich było bardzo wielu Polaków. Do tego należy doliczyć również „wypędzenia wewnętrzne” w Polsce Ludowej, przeprowadzane w ramach walki z niepodległościowym podziemiem, aby pozbawić je bazy i oparcia w terenie. To wszystko były skutki II w. św., rozpętanej przez Niemcy przy współudziale Sowietów. Przesiedlenia Niemców, choć często towarzyszyły im osobiste tragedie, nie były jednak tożsame pod względem politycznym, prawnym i moralnym z wypędzaniem i planową eksterminacją Polaków. III Rzesza po prostu ponosiła konsekwencje swej zbrodniczej polityki. Mówiąc wprost – wypędzenia Polaków (i innych nacji) dokonywane przez Niemców, nie były konieczne. Ale wysiedlenia Niemców po wojnie były jedynym rozwiązaniem na przyszłość.

***

Polityczną tragedią Polski jest to, że w tej sprawie nie potrafimy mówić jednym głosem. Proniemieckie lobby uruchomiło swe propagandowe trąby, ironizując i szydząc z „niemieckiego straszaka”. Ale w tym przypadku interesy niemieckie i polskie są całkowicie rozbieżne. Być może na tej płaszczyźnie rozstrzyga się nasza (całkiem niedaleka) przyszłość. Czy mamy na to wpływ? Czy w ogóle chcemy go mieć?

(z tomu „Mity przeciwko Polsce”)


Od redakcji, 2026

Spór, który Żebrowski opisywał jako narastający, dziś jest jednym z głównych tematów relacji polsko-niemieckich. W 2022 roku Polska oszacowała straty wojenne na ok. 6,2 biliona złotych i skierowała do Berlina notę dyplomatyczną; strona niemiecka konsekwentnie uznaje sprawę reparacji za prawnie zamkniętą i odmawia negocjacji, co po 2023 roku podtrzymał także rząd Donalda Tuska – mówiąc o „zadośćuczynieniu”, ale traktując same reparacje jako temat formalnie zamknięty. Potwierdziła się więc gorzka diagnoza autora: Polska wciąż nie mówi w tej sprawie jednym głosem. Trwa też spór o ramę pamięci – w Berlinie działa od 2021 roku państwowe centrum dokumentacyjne „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, a Erika Steinbach związała się ze środowiskiem niemieckiej skrajnej prawicy. Sednem felietonu pozostaje rozróżnienie, którego bronić trzeba do dziś: powojenne wysiedlenia Niemców były następstwem przegranej wojny i decyzji aliantów, a nie – jak sugeruje rewizjonistyczna narracja – „symetrycznym” ludobójstwem.

Źródła: nota dyplomatyczna RP do RFN ws. odszkodowań (3 października 2022 r.; szacunek strat ok. 6,2 bln zł); stanowisko rządu RFN – sprawa reparacji „zamknięta”; wypowiedzi premiera Donalda Tuska (2025) o „zadośćuczynieniu”; Fundacja „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” i jej centrum dokumentacyjne w Berlinie (2021); „Generalny Plan Wschodni” (Generalplan Ost); wysiedlenia z Zamojszczyzny 1942–1943; układ poczdamski 1945 r.

Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”

Udostępnij

Cykl

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim? Felieton z 2013 roku, który sprawdził czas

Naród zdecydował

Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Endeckie rozważania

Inne kategorie

Czytaj także