Zbigniew Żmigrodzki w prowokacyjnym felietonie „Wśród żałosnych pomysłów” z 18 października 2017 r. rozprawia się z serią „fatalnych pomysłów” charakteryzujących schyłek XX i początek XXI wieku – od globalnych ideologii po lokalne inicjatywy społeczne. Publicysta punktuje ostro: dawniej „nikt nie podpiłowywał nóg od krzesła, na którym siedzi, nie przyrządzał potrawki z muchomorów, nie wchodził na wysokie drzewo, z którego nie potrafiłby zejść”. Autor obserwuje dzisiejszą tendencję do inicjatyw pretensjonalnych i społecznie szkodliwych, „skwapliwie” popularyzowanych mimo oczywistej absurdalności. Żmigrodzki konkluduje z chłopską pointą: „Jeżeli się nie ma rozumu, lepiej niczego nie ruszać, bo wszystko się popsuje”. Felieton wpisuje się w polską konserwatywną refleksję nad kulturą postmodernistycznych eksperymentów.
W nie tak zresztą dawnych czasach ludzie byli rozsądni: nikt nie podpiłowywał nóg od krzesła, na którym siedzi, nie przyrządzał potrawki z muchomorów, nie wchodził na wysokie drzewo, z którego nie potrafiłby zejść. Schyłek dwudziestego wieku oraz początek następnego zaowocował – jednym po drugim – fatalnymi pomysłami, co gorsza – skwapliwie realizowanymi. „Nowocześni” bibliotekarze wpadli na pomysł „restrukturyzacji” zbiorów.
Zaczęto od usuwania z nich dawnych roczników czasopism i „nieaktualnych” tytułów, m. in. edycji „Pax”-u ( bo były „niepoprawne”) i publikacji wydanych w Związku Sowieckim. Uczyniono to skrupulatnie i skutek był taki, że potrzebne pozycje trzeba było potem sprowadzać z zagranicy lub szukać ich u prywatnych posiadaczy. Okazało się bowiem, że nie wszystko z „Pax-u” było złe, a rosyjskie książki i czasopisma zawierały niekiedy wartościowe teksty. Rekordowo niemądrym pomysłem, firmowanym w czasie rządów PO przez ministra Gowina, była „deregulacja”, czyli zniesienie wymogów kwalifikacyjnych w ponad trzystu zawodach (!), połączone z przekreśleniem obowiązku dokształcania w danych profesjach. Tu, na szczęście, postawiono temu absurdowi opór: wewnątrz zawodów starano się dawne zasady, przynajmniej w jakimś stopniu, zachować. Niefortunny projekt rządowy wygasł w sposób naturalny. Żałosne pomysły rodzą się, gdy ktoś pragnie zabłysnąć „nowoczesnością”, pokazać się otoczeniu jako „umiejący” i„wiedzący”. Jednak tylko Pan Bóg z pustego potrafi nalać, a nieprzemyślane przedsięwzięcia kończą się kompromitacją i szkodami. Jeżeli się nie ma rozumu, lepiej niczego nie ruszać, bo wszystko się popsuje.
Czytaj więcej w dziale Felietony…
Zbigniew Żmigrodzki


