Zbigniew Żmigrodzki w felietonie „Wokół nieporozumień” z 9 maja 2017 r. bierze na warsztat kluczowe pomieszanie pojęciowe polskiej debaty publicznej – utożsamianie patriotyzmu z „nacjonalizmem” pojmowanym jako szowinizm. Publicysta cytuje niefortunne powiedzenie sprzed lat: „największe zagrożenie stanowią nacjonalizm i fundamentalizm” – które krąży wciąż w przestrzeni publicznej, choć z prawdą i rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Autor zwraca uwagę, że pomieszanie pojęciowe pojawia się także w sferach kościelnych: patriotyzm środowisk prawicowych bywa mylnie traktowany jako „nacjonalizm”, zamiast być rozumianym w klasyczny sposób jako miłość Ojczyzny. Żmigrodzki podnosi problem środowisk katolickich, które współpracują z wrogami Kościoła i „gorszą wiernych” – a mimo to spotykają się z „posuniętą tolerancją, przychylnością, a nawet poparciem” ze strony hierarchii. Felieton wpisuje się w polską dyskusję o rozróżnieniu między patriotyzmem a nacjonalizmem w kontekście nauczania społecznego Kościoła katolickiego.
Niefortunne powiedzenie sprzed lat, że „największe zagrożenie stanowią nacjonalizm i fundamentalizm”, krąży wciąż w przestrzeni publicznej, choć z prawdą i z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.
W Polsce, także w sferach kościelnych, utożsamia się mylnie patriotyzm środowisk prawicowych z „nacjonalizmem” traktowanym jako szowinizm, podczas gdy chodzi (cytuję definicję) o „godną pochwały postawę uznającą naród za najwyższe dobro w sferze polityczno-społecznej.” A fundamentalizm? To przecież ścisłe przestrzeganie przyjętych zasad religijnych i światopoglądowych – czy może to komukolwiek szkodzić? Raczej w czasach powszechnej laicyzacji trzeba taką postawę zalecać. Największym zagrożeniem dla ludzkości jest dzisiaj liberalizm, niosący ze sobą ateizm, relatywizm moralny, propagandę „równości płci”, przerywania życia poczętego, eutanazji i rozwiązłości. Na to trzeba zwrócić uwagę, a nie wprowadzać w błąd ludzi, nawiązując do niezgodnych z prawdą opinii, choćby nawet wywodzących się od szanowanych autorytetów. Osoby tak określane mylą się podobnie jak my wszyscy, zwłaszcza jeżeli mówią o sprawach im obcych, a w dodatku będąc pod wpływem otoczenia. Trudno mi zrozumieć, jak hierarchia Kościoła katolickiego, instytucji o tak wspaniałej tradycji, mogła w znacznym stopniu ulec infiltracji ideologicznej fałszywych „liberałów”, udających tylko wobec religii i moralności postawę „neutralną”, a w rzeczywistości zmierzających do eliminacji chrześcijańskich wartości z życia publicznego. Podczas gdy duchowni broniący prawdy w wierze bywają surowo traktowani i karani, księża liberalnie „postępowi” darzeni są daleko posuniętą tolerancją, przychylnością, a nawet poparciem. Współpracują z wrogami Kościoła, gorszą wiernych. I co? I nic…
Zobacz, co jeszcze piszemy w dziale Felietony…
Zbigniew Żmigrodzki


