Ukraina oficjalnie ostrzega przed planowaną przez Rosję jesienną mobilizacją powszechną. Andrij Kowalenko – szef Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy (CNBiO) – opublikował 18 lipca 2026 r. na Telegramie komunikat, w którym ujawnił, że Federacja Rosyjska planuje powołać pod broń nawet 500 tysięcy żołnierzy. Mobilizacja ma nastąpić tuż po wyborach do rosyjskiej Dumy Państwowej, zaplanowanych na 18–20 września 2026 roku.
Kluczowe fakty:
– źródło: Andrij Kowalenko, szef CNBiO Ukrainy, komunikat na Telegramie, 18 lipca 2026 r.
– skala planowanej mobilizacji: do 500 000 żołnierzy
– termin: po wyborach do Dumy Państwowej Rosji (18–20 września 2026)
– część rekrutów ma trafić na front w ciągu zaledwie 2 tygodni od poboru
– pozostali przejdą ok. miesięczne szkolenie wojskowe i mogą być kierowani na nowy kierunek operacyjny
– plan mobilizacji forsowali: Siergiej Kiryjenko (wiceszef administracji Kremla) i gen. Walerij Gierasimow (szef Sztabu Generalnego Rosji)
– ukraińska ocena: mobilizacja nie zmieni przebiegu działań – „mylą się”
– 25 czerwca 2026: Ukraina zatwierdziła 40-dniową „operację wpływu”, by skłonić Rosję do negocjacji
Pół miliona żołnierzy. Moskwa czeka na wybory
Rosja planuje ukryć temat mobilizacji do czasu zakończenia wyborów parlamentarnych. Według ukraińskich służb wywiadowczych, władze Kremla obawiają się, że dyskusja o kolejnym poborze zdominuje kampanię wyborczą do Dumy Państwowej i osłabi pozycję partii rządzącej. Dopiero po zamknięciu urn – po 20 września 2026 roku – ma zapaść formalna decyzja o powołaniu nawet pół miliona nowych rekrutów.
W założeniu rosyjskiego planu pobór ma przebiegać w dwóch etapach. Pierwsza faza dotyczy błyskawicznego uzupełnienia strat na wschodzie Ukrainy: część żołnierzy – w tym rezerwistów powołanych bez formalnego ogłaszania mobilizacji – ma trafić na front po zaledwie dwóch tygodniach od wezwania, bez pełnego przeszkolenia. Faza druga zakłada kilkutygodniowe szkolenie wojskowe dla rekrutów przeznaczonych na potencjalnie nowy kierunek operacyjny – konkretna lokalizacja nie została ujawniona.
„To plan Federacji Rosyjskiej. Kierownictwo Rosji chce uniknąć rozmowy o mobilizacji przed wyborami parlamentarnymi.”
Andrij Kowalenko, szef Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CNBiO) Ukrainy, Telegram, 18 lipca 2026 r. [CYTAT]
Plan Kiryjenko i Gierasimowa. Kreml przekonał Putina
Za forsowaniem kolejnej fali mobilizacji stoją dwie kluczowe postaci w otoczeniu Putina. Siergiej Kiryjenko – wiceszef administracji prezydenckiej Kremla, odpowiedzialny m.in. za politykę wewnętrzną i kontrolę nad regionami – wspólnie z gen. Walerym Gierasimowem, szefem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji, mieli przedstawić Władimirowi Putinowi plan mobilizacji jako remedium na trwające straty. Ukraińskie służby twierdzą, że obaj przekonali prezydenta, iż nowa fala rekrutów odwróci sytuację na polu walki.
Rosja od początku pełnoskalowej inwazji przeprowadziła już co najmniej jedną oficjalną mobilizację powszechną: we wrześniu 2022 roku Władimir Putin podpisał dekret powołujący Rosjan z rezerwy na szkolenie wojskowe i do służby czynnej – pod broń trafiło wówczas 300 tysięcy rezerwistów. Kolejne, nieoficjalne fale rekrutacji kontraktowej i przymusowego poboru uzupełniały szeregi armii, jednak – według analiz ukraińskich – rezerwy mobilizacyjnej Rosji nie da się w nieskończoność zastępować słabo wyszkolonymi nowymi rekrutami.
Ukraińskie służby wywiadowcze zwracają uwagę, że Rosja od miesięcy intensyfikuje tzw. cichą mobilizację. Federalne Służby Bezpieczeństwa (FSB) i rosyjskie Ministerstwo Obrony wywierają coraz większą presję na pracodawców i uczelnie wyższe, by wskazywały kandydatów zdolnych do odbycia służby wojskowej. Zmieniono też zasady powołań – rezerwistów wzywa się teraz do szkolenia przez cały rok, a nie – jak dotychczas – sezonowo. Eksperci z instytutów studiów nad wojną oceniają, że skala ukrytej rekrutacji odpowiada de facto nowej mobilizacji, choć Kreml unika tej nazwy przed wyborami.
Siergiej Kiryjenko i Walerij Gierasimow przekonali Putina, że mobilizacja odmieni sytuację na froncie. Ukraińska ocena jest jednoznaczna: mylą się.
Andrij Kowalenko, CNBiO Ukrainy, Telegram, 18 lipca 2026 r. [OPINIA]
„Ukrainę czeka bardzo intensywna zima”
Kowalenko nie ograniczył się do ujawnienia planów mobilizacyjnych. W tym samym komunikacie wyraźnie ostrzegł, że ukraińskich żołnierzy czeka szczególnie ciężki okres na froncie. Jesień i zima 2026/2027 mogą przynieść najbardziej intensywne walki od początku pełnoskalowej inwazji.
„Ukraina może czekać bardzo intensywna zima. Ukraińscy żołnierze będą musieli wytrzymać bardzo ciężkie walki z piechotą, dronami, amunicją kierowaną satelitarnie i inną bronią.”
Andrij Kowalenko, CNBiO Ukrainy, Telegram, 18 lipca 2026 r. [CYTAT]
Ukraina jednak nie pozostaje bierna. 25 czerwca 2026 roku Kijów zatwierdził 40-dniową „operację wpływu” – szereg działań obliczonych na wymuszenie na Rosji powrotu do stołu negocjacyjnego. Dotychczasowe rozmowy dyplomatyczne pozostają w impasie, a perspektywa nowej masowej mobilizacji w Rosji dodatkowo komplikuje szanse na szybkie zawieszenie broni.

Ukraińskie drony atakują Rosję
Równolegle z działaniami dyplomatycznymi Ukraina kontynuuje uderzenia dronami w głąb terytorium Federacji Rosyjskiej. Celem są obiekty infrastruktury logistycznej i energetycznej. W ostatnich dniach ukraińskie bezzałogowce zaatakowały obiekty logistyczne sieci handlowej Wildberries w Kotowsku i Elektrostalach (obwód moskiewski) oraz magazyn paliw w rejonie Noginsk, w pobliżu Moskwy.
Mer Moskwy Siergiej Sobianin poinformował, że w atakach na stolicę i jej okolice wzięło udział ponad 370 dronów – rosyjska obrona powietrzna zestrzeliła 64 z nich. Seria ataków spowodowała poważne zakłócenia w dostawach paliwa na terenie całej Rosji. Eksperci oceniają, że uderzenia mają na celu zarówno osłabienie zaplecza logistycznego armii, jak i pogłębienie niezadowolenia rosyjskiego społeczeństwa – w tym Rosjan dotkniętych brakami paliwa i drożyzną.

Co dalej z wojną na Ukrainie?
Mobilizacja w Rosji – jeśli dojdzie do skutku po wrześniowych wyborach do Dumy – oznaczałaby kolejną falę cierpień dla setek tysięcy Rosjan, którym grozi przymusowa służba wojskowa. Moskwa nie zamierza przerywać działań zbrojnych, a Kijów liczy, że połączenie presji militarnej z „operacją wpływu” skłoni Kreml do negocjacji. Dotychczas jednak żadna z tych prób nie przyniosła przełomu.
Jeśli Rosja rzeczywiście ogłosi mobilizację po wyborach do Dumy, Europa i NATO będą musiały odpowiedzieć pytaniem: czy kolejne 500 tysięcy słabo wyszkolonych rekrutów zmieni bilans tej wyczerpującej, pozycyjnej wojny – czy tylko wydłuży cierpienia po obu stronach frontu. Na razie Andrij Kowalenko jest przekonany, że odpowiedź jest jedna: Kiryjenko i Gierasimow „mylą się”.



