Polska
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny
Narastają żądania niemieckich kręgów politycznych i opiniotwórczych w sprawie
reinterpretacji najnowszej historii Europy. Nikomu do głowy nie przychodziło po
zakończeniu II wojny światowej, że wszystko można odwracać do góry nogami. Wina
Niemców była bezsporna, ogromne zbrodnie przytłaczały skalą i okrucieństwem,
więc denazyfikacja wydawała się jedynym możliwym rozwiązaniem. Wraz z klęską i
przesunięciem granic wielu państw – co było wynikiem umów między aliantami i
traktatów międzynarodowych – nastąpiły też ogromne przemieszczenia ludności.
Najgorzej na tym wyszła Polska – utraciliśmy ponad połowę przedwojennego
terytoriom RP i znaczną część ludności, mimo że byliśmy pierwszą ofiarą II wojny
światowej i należeliśmy do obozu zwycięzców.
Teraz, po 70 latach od wybuchu najstraszliwszej z wojen, Polska jest oskarżana
przez Niemców o “współudział” w holokauście Żydów (przy czym ze strony Niemców
sprawcami byli tylko Adolf Hitler i “naziści”) oraz o powojenne “wypędzenia”
Niemców, które porównywane są z wojennym ludobójstwem ludności cywilnej.
Natomiast przywódca frakcji NPD w parlamencie Saksonii nazwał wysiedlenia
ludności niemieckiej po II wojnie światowej “holokaustem na narodzie
niemieckim”. W samej zaś Polsce historyczka z Żydowskiego Instytutu
Historycznego, dr Alina Cała, oskarża wszystkich Polaków o to, że “w pewnym
sensie” są odpowiedzialni za zagładę Żydów. Można więc domniemywać, że “w pewnym
sensie”, gdyby nie Polacy, Żydom nic by się nie stało? Tego głosu nie można
lekceważyć. ŻIH nie jest peryferyjną instytucją prywatną, czerpie więc z zasobów
budżetu naszego państwa i ma status “wyższej użyteczności”…
Te dwie sprawy – niemieckie roszczenia z tytułu powojennych “wypędzeń” i
gremialne oskarżenia pod adresem Polaków o współudział czy też sprawstwo
holokaustu – świadczą, jak bardzo potrzebna jest w Polsce jednoznaczna polityka
historyczna. Takiej nie ma, a główne siły polityczne toczą mało istotne (z
naszego punktu widzenia, czyli obywateli) spory o kwestie drugo- czy
trzeciorzędne…
Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Polacy we Włoszech: jest nas ponad 70 tysięcy, a tu powstał nasz hymn
To nie Hitler zaczął
Niemiecka polityka wobec wschodnich sąsiadów (czyli głównie Polski) po dojściu
do władzy Adolfa Hitlera (przypomnijmy – wybranego w sposób całkowicie
demokratyczny!) przechodziła różne fazy, ale w ogólnych zarysach była spójna od
samego początku. Jej istotą było uznanie Słowian czy Żydów za “podludzi” oraz
eksterminację i masowe wysiedlenia. “Generalny Plan Wschodni” zakładał
wymordowanie Żydów, ok. 85 proc. Polaków i większość Białorusinów czy Ukraińców.
W dalszej kolejności mieli iść Rosjanie, Tatarzy krymscy i wszyscy ci, którzy
zamieszkiwali ziemie przeznaczone do zdobycia i germanizacji. Był to precyzyjny
plan rozpisany na dziesięciolecia, a wiązał się z koncepcją zdobycia
“przestrzeni życiowej” (Lebensraum). Niemcy – jako “naród panów” (Herrenvolk)
mieli sprawować absolutną władzę na zdobytych i zniemczonych terenach,
zostawiając część ludności podbitej do ciężkiej pracy w charakterze niewolników
pozbawionych wszelkich praw.
Pierwszym etapem realizacji tej koncepcji było przeprowadzenie wypędzeń
“tubylców” na wielką skalę i sprowadzenie na ich miejsce ludności niemieckiej
(choćby z pochodzenia), zamieszkującej bardziej odległe terytoria, jak choćby
Besarabię, Litwę, Łotwę i Estonię.
Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Polacy w Austrii: jest nas kilkadziesiąt tysięcy, a pod Wiedniem ocaliliśmy Europę
Trzeba przyznać, że praktyka przymusowych wypędzeń i przemieszczeń ludności nie
była wymysłem III Rzeszy. Stosowała ją już Rzesza Niemiecka po zwycięskiej
wojnie z Francją (1871 r.) w Alzacji, a kilkanaście lat później (w 1885 r.)
pojawiły się tzw. rugi pruskie. Polegały one na przymusowym wysiedleniu poza
granice Niemiec tych Żydów i Polaków, którzy mieli obywatelstwo rosyjskie oraz
austriackie. Zostali oni uznani za “cudzoziemców niepożądanych” i wysiedlenia
przeprowadzono brutalnie, pędząc kolumny nieszczęśników do granicy rosyjskiej w
eskorcie żandarmerii. Dochodziło też do wypadków śmierci, albowiem wypędzani
byli również starcy i małe dzieci, a przeprowadzano tę akcję także w warunkach
zimowych. Łącznie wypędzono wówczas kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Ale kto wówczas mógł sobie zdawać sprawę z tego, że kilkadziesiąt lat później
inni przywódcy tego kraju przeprowadzą akcję wypędzania i wytępiania do iście
niemieckiej perfekcji?
Agresorzy realizowali wcześniejsze plany
Po podbiciu Polski we wrześniu-październiku 1939 r. (wespół ze Związkiem
Sowieckim, o czym nie należy zapominać) obaj okupanci przystąpili do realizacji
swych planów, w ogólnych zarysach polegających na wytępieniu części ludności
(szczególnie elit, które stanowiły potencjalne zagrożenie i mogły stanowić
zarzewie organizowania oporu) oraz wysiedlaniu całych obszarów w imię swych
własnych interesów.
Przeczytaj artykuł o tym, Polacy w Niemczech: jest nas 2,2 miliona. Od 1940 roku nie jesteśmy uznawani za mniejszość narodową
Niemcy wcielili część polskich ziem bezpośrednio do III Rzeszy (Pomorze, Śląsk,
Wielkopolska), część podbitych terytoriów uzyskało status “szczególny” (Rejencja
Ciechanowska, Białostocczyzna), a reszta stała się “Generalnym Gubernatorstwem”.
Sowieci utworzyli zaś “Zachodnią Białoruś” i “Zachodnią Ukrainę”, których
ludność “spontanicznie” wyraziła wolę “przyłączenia” do Związku Sowieckiego.
I natychmiast rozpoczęły się wypędzenia ludności polskiej, przeprowadzane przez
okupantów na ogromną skalę, w sposób urągający wszelkim wyobrażeniom. Z obu
stron granicy, a więc w III Rzeszy i w Związku Sowieckim, objęły one setki
tysięcy ludzi, którym zostawiano bardzo mało czasu i pozwalano na zabranie
niewielkiej części bagażu. Nieszczęśnicy musieli zostawić dosłownie wszystko,
nawet klucze do opuszczanych domów i mieszkań, bo na ich miejsce przychodzili
zdobywcy.
Po stronie III Rzeszy realizowano koncepcję “Wielkich Niemiec”, czyli utworzenia
jednolitego obszaru etnicznego, wraz z wybiegającymi dalej na wschód “wałami
osadniczymi” oraz terenami kolonizacji “wyspiarskiej”. Był to pomysł Heinricha
Himmlera, którego 7 października 1939 r. Hitler mianował “komisarzem Rzeszy do
spraw umocnienia niemieckości”. Taką “wyspą” niemieckości miała się stać m.in.
Zamojszczyzna.
Etapy eksterminacji
Eksterminacja i wypędzanie Polaków trwały całą okupację.
Ale pierwszą fazą niemieckiej akcji “oczyszczania” terenu była masowa
eksterminacja ludności polskiej, przeprowadzana we wrześniu 1939 r. siłami
“rycerskiego” Wehrmachtu oraz specjalnych “grup operacyjnych SS”
(Einsatzgruppen). To wtedy rozpoczęły się masowe egzekucje, łapanki, palenie
ludzi w stodołach (tak!), co w późniejszym okresie stało się codziennością.
Następne etapy masowej eksterminacji ludności przeprowadzano głównie na terenach
wcielonych bezpośrednio do Rzeszy. Tu główną rolę odgrywały oddziały
“samoobrony” (Selbschutz), składające się w znacznej mierze z miejscowych
Niemców i volksdeutschów, znających dobrze teren i lokalną społeczność. Z tego
powodu egzekucje bardzo się nasiliły. Od lata 1940 r. prowadzona była tu już
nieco inna polityka – dochodziło wprawdzie do bezpośrednich akcji terroru i
masowych egzekucji, ale główny nacisk położono na inne formy terroru, w tym
przede wszystkim na wypędzenia i zsyłkę do obozów koncentracyjnych.
Na celowniku Gdynia
Zanim Niemcy podjęli planową akcję wypędzeń na wielką skalę, poprzedziły ją
akcje oddolne, przeprowadzane na polecenie lokalnych, często doraźnych władz.
Wiązały się one z każdorazowo z rabunkiem mienia i zajmowaniem mieszkań.
Kwartały ulic i całe dzielnice otaczano policyjnymi kordonami policji i wojska i
wyrzucano mieszkańców, którym wolno było zabrać tylko nieco odzieży i żywności.
Wspaniałomyślne władze niemieckie zgodziły się, aby nieszczęśnicy nie musieli…
płacić za transporty pociągami na wschód.
Pierwszym większym miastem, z którego rozpoczęto usuwanie ludności polskiej,
była Gdynia. Zbudowana od podstaw w II RP jako bardzo ważny port morski (i baza
Marynarki Wojennej RP), nie miała praktycznie mieszkańców pochodzenia
niemieckiego. W planach III Rzeszy miała się zaś stać ważnym węzłem przemysłu
wojennego (Gotenhaven), dlatego Polacy – oprócz jeńców o statusie robotników
przymusowych – nie mieli prawa tam przebywać. Ci więc, którzy nie trafili do
obozów koncentracyjnych i obozów pracy, zostali wywiezieni w trzech kierunkach:
Częstochowa-Kielce, Siedlce i Lublin, gdzie musieli znaleźć sobie nowe miejsce
do życia.
Eksterminacja i masowe wypędzenia ludności polskiej trwały do końca okupacji
ziem polskich przez Niemców.
Dramat Zamojszczyzny
Szczególnym eksperymentem w ramach “Generalnego Planu Wschodniego” stała się
Zamojszczyzna. Tu podjęto akcję wypędzania ludności polskiej w listopadzie 1942
r., trwającą do sierpnia 1943 r. W sumie dotknęła ona ponad 100 tys. ludzi, w
tym ok. 30 tys. dzieci, z których znaczną część odebrano przemocą rodzicom,
przeznaczając do germanizacji. III Rzesza potrzebowała bowiem coraz większego
przyrostu naturalnego, a Niemki – wobec m.in. mobilizacji młodych mężczyzn do
wojska czy policji – nie były w stanie wykonać wyśrubowanych “planów”
prokreacji.
Na Zamojszczyznę zamierzano sprowadzić 60 tys. kolonistów niemieckich. Na
szczęście udało się to tylko częściowo. Z takich to “przybyszów” pochodzi np.
obecny prezydent Niemiec, Horst Koechler.
Eksterminacja Warszawy
Jedną z ostatnich zrealizowanych wielkich akcji wypędzania była eksterminacja
Warszawy. Ludność cywilna, która przeżyła dramatyczne dni Powstania
Warszawskiego, została posegregowana na kategorie. Jedni trafili wprost do
obozów koncentracyjnych, inni do obozów pracy i na roboty przymusowe, reszta
została po prostu wyrzucona. W sumie setki tysięcy osób! Stolica europejskiego
kraju przestała istnieć fizycznie.
“Wypędzona” Erika Steinbach i nauczanie w szkołach
Dziś demokratyczne Niemcy, które są przecież formalno-prawnym spadkobiercą III
Rzeszy, próbują zrewidować narzucone im powojenne ograniczenia. Z racji potęgi
politycznej i gospodarczej, są główną siłą Unii Europejskiej, do której Polska
należy zaledwie od pięciu lat i ma w niej status “ubogiego krewnego”. Przede
wszystkim polega to na nowej edukacji własnego społeczeństwa. Istniejące od
początku “ziomkostwa” i inne organizacje rewizjonistyczne nabrały nowych sił,
wydatnie wzmacniane przez własne państwo w nowej Europie. Ale najważniejszy jest
Związek Wypędzonych, kierowany od lat przez Erikę Steinbach, która urodziła się
25 lipca 1943 r. w polskiej Rumii na Pomorzu, z której wypędzono prawowitych
mieszkańców i sprowadzono najeźdźców wraz z rodzinami. W styczniu 1945 r. jej
matka postanowiła uciekać z córeczką przed Armią Czerwoną dalej na zachód, na
tereny rdzennej Rzeszy. Dziś ma nie tylko status “wypędzonej”, ale szefuje
całemu Związkowi o takiej nazwie i jest inicjatorką budowy “Centrum przeciwko
Wypędzeniom” w Berlinie, aby podkreślić dramatyczny los ludności niemieckiej pod
koniec wojny i po jej zakończeniu.
Poszczególne landy niemieckie wprowadzają do szkół (podstawowych i
gimnazjalnych) nowy przedmiot nauczania: “Ucieczka i wypędzenie z niemieckich
obszarów wschodnich” (Flucht und Vertriebung aus den deutschen Ostgebiten). Jak
sama nazwa wskazuje, ma to dotyczyć wyłącznie ludności niemieckiej, a status
uciekinierów jest tu zrównany z wysiedleniami! A należy pamiętać, że Niemcy
udawali się na zachód w trzech fazach. Pierwszą była spontaniczna ucieczka przed
zbliżającym się frontem wschodnim. Przyczyną była propaganda niemiecka o tym, co
zrobią z nimi “bolszewicy”, jeśli pozostaną na miejscu. Ponadto bardzo ważne
znaczenie miał fakt, że zbrodnie niemieckie popełnione podczas wojny i okupacji
w 1945 r. były już znane praktycznie wszystkim dotychczasowym poddanym Hitlera.
Mogli się więc spodziewać srogiego odwetu. Drugą grupą byli wypędzeni przez
niemieckie władze wojskowe i administracyjne, co było zgodne z kategorycznymi
rozkazami führera. Wobec opornych stosowano brutalną przemoc, dochodziło też do
wykonywania wyroków wobec opornych i zbytnio opieszałych. Trzecią grupą byli
wysiedlani na mocy układów poczdamskich z 1945 r. Pomysłodawcą takiej polityki
byli Brytyjczycy, którzy – nie chcąc zostawiać zarzewia konfliktów na przyszłość
– wzorowali się na wymianie ludności dokonanej po I wojnie światowej między
Grecją i Turcją.
Wypędzenia wschodnie
Wypędzenia i deportacje powiązane z eksterminacją, dokonywane przez okupantów
(niemieckich i sowieckich), nie były jedynymi konsekwencjami tego typu podczas
wojny i okupacji. Należy bowiem pamiętać również o ludobójstwie i wypędzeniach
Polaków z Kresów Południowo-Wschodnich, dokonywanych w ramach “czystek
etnicznych” przez OUN-UPA. Zginęło wówczas ponad 100 tys. ludzi, a setki tysięcy
wypędzono na zawsze z ich siedzib, grabiąc cały ich dobytek.
W latach 1944-1945 dalszych wypędzeń ludności dokonywali Sowieci, zarówno na
terenach przez siebie anektowanych, jak też z Pomorza czy Śląska. Wśród nich
było bardzo wielu Polaków. Do tego należy doliczyć również “wypędzenia
wewnętrzne” w Polsce Ludowej, przeprowadzane w ramach walki z niepodległościowym
podziemiem, aby pozbawić je bazy i oparcia w terenie. To wszystko były skutki II
wojny światowej rozpętanej przez Niemcy przy współudziale Sowietów.
Przesiedlenia Niemców, choć często towarzyszyły im osobiste tragedie, nie były
jednak tożsame pod względem politycznym, prawnym i moralnym z wypędzaniem i
planową eksterminacją Polaków. III Rzesza po prostu ponosiła konsekwencje swej
zbrodniczej polityki. Mówiąc wprost – wypędzenia Polaków (i innych nacji)
dokonywane przez Niemców nie były konieczne. Ale wysiedlenia Niemców po wojnie
były jedynym rozwiązaniem na przyszłość.
***
Polityczną tragedią Polski jest to, że w tej sprawie nie potrafimy mówić jednym
głosem. Proniemieckie lobby uruchomiło swe propagandowe trąby, ironizując i
szydząc z “niemieckiego straszaka”. Ale w tym przypadku interesy niemieckie i
polskie są całkowicie rozbieżne. Być może na tej płaszczyźnie rozstrzyga się
nasza (całkiem niedaleka) przyszłość. Czy mamy na to wpływ? Czy w ogóle chcemy
go mieć?
Leszek Żebrowski
NASZA POLSKA NR 23/2009




