Dziesięć gramów i czterdzieści trzy setne złota. Sześciokątny pierścień o średnicy dwudziestu pięciu milimetrów. Legenda po łacinie, wygrawerowana wklęsło, żeby po odciśnięciu w wosku odbijała się wyraźnie: „sigillum Nicolai episcopi Colmensis”. Pieczęć Mikołaja, biskupa chełmińskiego. Tyle wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej zorganizowało uroczystą prezentację nowo pozyskanego zabytku pod patronatem Metropolity Szczecińsko-Kamieńskiego. Sygnet biskupa Mikołaja Bock von Schippenbeil – dyplomaty Krzyżaków, komendanta papieskiej twierdzy w Rzymie, biskupa chełmińskiego, potem kamieńskiego – przeleżał sześćset lat gdzieś w polskiej ziemi. Teraz leży przechowywany na godnym miejscu w gablocie muzealnej w naszym kraju.
Sygnet, który nie trafił do grobu
Muzealne sygnety biskupie średniowiecznej Europy to obiekty policzalne. Znanych i zachowanych w publicznych zbiorach w skali kontynentu są dziesiątki, nie setki. Powód jest prosty i praktyczny: osobista pieczęć duchownego z okresu, gdy dokument urzędowy uwierzytelniało się odciskiem w wosku, była w istocie jego podpisem elektronicznym. Kto wchodził w posiadanie sygnetu zmarłego biskupa, mógł podpisać w jego imieniu dyspozycję majątkową, decyzję o alienacji dóbr, orzeczenie kanoniczne. Dlatego sygnety zwykle albo trafiały wraz z właścicielem do krypty, albo były niszczone przez kapitułę bezpośrednio po jego śmierci.
Sygnet Mikołaja Bock nie trafił do grobu – inaczej dziś by go nie oglądaliśmy. To wyjątkowe. Historycy stawiają hipotezę, że mógł zginąć jeszcze za życia biskupa – na terenie jednej z rezydencji biskupich, prawdopodobnie w Golczewie, gdzie znajdował się jeden z zamków biskupstwa kamieńskiego. Sześćset lat pod ziemią, w jakiejś kieszeni czy w piwnicy zamkowej – i teraz wraca do publicznego oglądania.
Co to za pierścień

Rzemieślniczo to obiekt najwyższej klasy. Sześciokątna obrączka, wykonana z litego złota, o zewnętrznej średnicy 25 milimetrów i wewnętrznej 22. Waga: 10,43 grama. Sześciokątny typariusz – czyli pole pieczętujące – ma wymiary 12 na 13 milimetrów. Wykonany techniką rytowania wklęsłego: rysunek jest zagłębiony w powierzchni, tak aby po odciśnięciu w rozgrzanym wosku dawał wyraźny, wypukły znak. Ta technika, z pozoru prosta, wymagała od złotnika precyzji rytownika medalowego – jeden fałszywy ruch i cały obiekt trzeba było przetopić.
W centrum typariusza siedzi tarcza herbowa z krzyżem wpisanym w okrąg – to herb diecezji chełmińskiej. Wokół tarczy biegnie łacińska legenda, zapisana minuskułą gotycką:
s + n + epi + colmens
To skrót, typowy dla średniowiecznych pieczęci, gdzie każdy milimetr powierzchni był drogi. W rozwinięciu: sigillum Nicolai episcopi Colmensis – „pieczęć Mikołaja, biskupa chełmińskiego”. Krawędź pola pieczęci obiega charakterystyczny sznur perełkowy – typowy dla wysokiej klasy wyrobów złotniczych późnego średniowiecza, w kręgu warsztatów niemieckich, czeskich i włoskich.
Po bokach typariusza artysta umieścił dwa zwierzęta drapieżne – prawdopodobnie lwy albo pantery. Są przedstawione w dynamicznym ruchu, ze zwróconymi w przeciwne strony głowami, jakby stróżowały tarczy z dwóch stron. W średniowiecznej ikonografii to konwencja, która mogła oznaczać podwójną naturę władzy biskupiej: czuwanie duchowe nad wiernymi diecezji i aktywne działanie w sferze polityki, negocjacji, sądownictwa świeckiego.
Sępopol, Rzym, negocjacje z papieżem

Postać właściciela to osobny rozdział historii pogranicza polsko-krzyżackiego. Mikołaj Bock von Schippenbeil pochodził z niemieckiej rodziny mieszczańskiej z Sępopola – niemiecki Schippenbeil, miasteczka nad Łyną, wtedy leżącego na obszarze państwa Zakonu Krzyżackiego. W źródłach kancelaryjnych pojawia się od 1 maja 1388 roku. Trzy lata później, między 1388 a 1391 rokiem, pełnił jedno z najważniejszych stanowisk zakonnych: był generalnym prokuratorem Zakonu Krzyżackiego w Rzymie. To znaczyło, że reprezentował Krzyżaków wobec kurii papieskiej – negocjował, załatwiał sprawy sądowe, doprowadzał kolejne dyplomatyczne argumenty w toczących się w tym czasie konfliktach z Polską i Litwą, w okresie kształtowania się unii polsko-litewskiej.
W 1390 roku, po śmierci biskupa Reinharda von Sayn, kapituła chełmińska wybrała Mikołaja jego następcą. Droga do objęcia urzędu była dramatyczna. Wracając z Rzymu w kierunku diecezji, biskup-elekt został uprowadzony w Czechach, w Budziejowicach, i przetrzymywany w niewoli. Kto konkretnie odpowiadał za porwanie, pozostaje kwestią otwartą – historycy wskazują na rywalizujące z Krzyżakami stronnictwa polityczne, ale wyraźnego dowodu na sprawców nigdy nie znaleziono. Uwolnienie przyszło wiosną 1391 roku – dzięki interwencji wielkiego komtura Konrada Wallenroda, jednej z najpotężniejszych postaci ówczesnego Zakonu.
Zamiana z Janem Kropidłem
Osiem lat po tych wydarzeniach, w 1398 roku, Mikołaj poprosił papieża Bonifacego IX o przeniesienie na biskupstwo kamieńskie. Papież się zgodził – dokonała się wtedy zamiana urzędu z Janem Kropidłem, biskupem kamieńskim, jednym z Piastów śląskich. Kropidło objął biskupstwo chełmińskie, Bock – kamieńskie.
Biskupstwo kamieńskie z końca XIV wieku to nie była zwykła diecezja. Biskup kamieński sprawował władzę duchowną nad całym środkowym Pomorzem, ale też władzę świecką – jako feudalny pan rozległego terytorium, obejmującego ziemie kołobrzeską, koszalińską, karlińską i bobolicką. Zjednoczone własności ziemskie biskupstwa dawały mu pozycję porównywalną z pomorskimi książętami. Nie był to duchowny siedzący w katedrze i odmawiający brewiarz – był feudalnym zwierzchnikiem prawie połowy Pomorza.
Kasztelan Zamku Świętego Anioła
Ale to nie pomorskie władanie robi w tej biografii największe wrażenie. W kwietniu 1407 roku papież Grzegorz XII powierzył Mikołajowi jedno z najbardziej prestiżowych stanowisk w ówczesnym świecie chrześcijańskim – funkcję kasztelana Zamku Świętego Anioła w Rzymie. Wielka twierdza nad Tybrem, wcześniej mauzoleum cesarza Hadriana, przez wieki służyła jako ostatnie schronienie papieży w chwilach zagrożenia – miała podziemne przejście prowadzące bezpośrednio do Bazyliki św. Piotra. Kasztelanem Zamku bywali kardynałowie, papiescy krewni, zaufani duchowni z pierwszego kręgu Watykanu. Mikołaj – biskup kamieński, człowiek Krzyżaków z Pomorza – dostał tę funkcję w bezpośrednim uznaniu papieża.
I wywiązał się z niej w warunkach ekstremalnych. W czerwcu 1407 roku papież Grzegorz XII schronił się w Zamku Świętego Anioła przed zbrojnym atakiem króla Neapolu Władysława Andegaweńskiego, który próbował siłą wpłynąć na politykę kurii rzymskiej w rozgrywającej się wtedy wielkiej schizmie zachodniej. Mikołaj Bock, jako kasztelan, odpowiadał za bezpieczeństwo papieża w twierdzy. Ta funkcja to nie była honorowa nominacja – to była fizyczna odpowiedzialność za życie głowy Kościoła w momencie najwyższego zagrożenia.
Do lipca 1407 roku Mikołaj pełnił tę funkcję. Potem wrócił do spraw diecezji. W 1409 roku uczestniczył jeszcze w zgromadzeniu zwolenników Grzegorza XII w Cividale del Friuli – pozostając wiernym rzymskiej stronie schizmy w okresie, gdy dużą część Europy skłaniało już soborowe rozwiązanie problemu podwójnego papiestwa.
1410 – koniec drogi
W 1410 roku pozycja Mikołaja gwałtownie się osłabiła. 15 lipca 1410 roku Grunwald – czyli sam moment, w którym Krzyżacy tracą polityczną protekcję nad Pomorzem, a wszystkim ich sojusznikom w regionie kruszy się grunt pod nogami. Mikołaj, człowiek Zakonu w każdej z instytucjonalnych ról jakie pełnił, stracił oparcie. Konflikt z księciem słupskim Bogusławem VIII o granice biskupstwa, prowadzony wcześniej z użyciem bulli papieża Innocentego VII i klątwy kościelnej, w nowej sytuacji politycznej nie miał już przewagi. Papieski autorytet w tym regionie po Grunwaldzie znacząco osłabł.
Mikołaj zmarł krótko po 4 lipca 1410 roku. Ostatni znany dokument wystawił w Myśliborzu – i tam prawdopodobnie został pochowany. Dokładne miejsce grobu nie jest znane.
Anonimowy darczyńca i nagroda ministra
Kto konkretnie znalazł sygnet i jak trafił on do Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej, pozostaje w gestii ochrony prywatności. Przekazała go osoba prywatna, która życzy sobie anonimowości. Za akt darowizny darczyńca otrzyma nagrodę finansową Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – to standardowe wyróżnienie stosowane od lat w Polsce, gdy obywatel oddaje państwu zabytek zamiast wystawiać go na aukcji. Instrument prosty, ale skuteczny: w wielu przypadkach właściciele obiektów o wysokiej wartości muzealnej rezygnują z zysku ze sprzedaży, wiedząc, że państwowa nagroda plus publiczne uznanie są warte więcej niż rynkowa cena.
Uroczystą prezentację obiektu zorganizowano pod patronatem Metropolity Szczecińsko-Kamieńskiego arcybiskupa Wiesława Śmigla. To gest symbolicznie ważny: sygnet biskupa z XIV wieku wraca do publicznego oglądania w tej diecezji, w której geograficznie funkcjonował sześćset lat temu – chociaż granice, jurysdykcje i struktury kościelne zdążyły się w międzyczasie zmienić kilkakrotnie.
Dlaczego to jest ważne
Zabytki tej klasy – osobiste sygnety średniowiecznych biskupów, złote, o pełnej atrybucji – są w polskich zbiorach muzealnych rzadkością. Znanych i publicznie eksponowanych sygnetów biskupich z XIV wieku w skali kraju można wyliczyć na palcach jednej ręki. Sygnet Mikołaja Bock jest jednym z niewielu obiektów, które łączą w sobie kilka warstw historycznych naraz – polityczną (Krzyżacy, Rzym, Grunwald), kościelną (diecezja chełmińska, potem kamieńska), złotniczą (jakość rzemieślnicza pierwszej klasy), i biograficzną (życiorys człowieka, który był dyplomatą, biskupem, kasztelanem papieskiej twierdzy).
Że trafił akurat do Kamienia Pomorskiego, a nie do jednej z warszawskich instytucji centralnych, to szczęśliwy zbieg lokalizacji – Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej ma teraz w swoich zbiorach obiekt, który przyciągnie do miasteczka historyków, studentów mediewistyki, kolekcjonerów i zwykłych turystów zainteresowanych średniowieczem. A Kamień Pomorski – miasto z katedrą pamiętającą Bogusławów Pomorskich, z zachowaną częścią kolegiaty, z resztkami murów miejskich – na taką atrakcję czekał od dawna.
Redakcja



