Obraz Polski, państwa quasi-suwerennego, rządzonego przez elity obce polskiemu,
tradycyjnemu duchowi, zapatrzone niczym dawna komuna we współczesną Rosję
Putina, ukazuje się szczególnie jaskrawo w dniach kolejnej już 68. rocznicy
Powstania Warszawskiego. Państwowe uroczystości cechuje miałkość, niekiedy nawet
groteskowość. Czy może być inaczej, skoro władze zarządzają je jakby od
niechcenia i z przyzwyczajenia. Obchodom towarzyszy medialna oprawa rodem z
klasycznego PRL-u i gwizdy, które słyszymy już tradycyjnie przy Pomniku Gloria
Victis na Powązkach i na Kopcu Powstania Warszawskiego przy ulicy Bartyckiej.
Gwizdy i okrzyki skrytykował prezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew
Ścibor-Rylski (co usłużne media natychmiast nagłośniły), nie zauważając
niestety, że sporej części współczesnej patriotycznej młodzieży Platforma
Obywatelska i jej urzędnicy kojarzą się z komuną i PZPR.
Dla władców III RP i prorządowych mediów, z tym samym co dawniej sentymentem
zapatrzonych na Rosję, Powstanie Warszawskie to – jak za komuny – święto
wyłącznie jego bohaterów, żołnierzy AK oraz hekatomba ludności cywilnej miasta
skazanego przez Niemców na śmierć. Przyjęty jeszcze za komuny dogmat, że w
sierpniowe dni świętujemy przede wszystkim bohaterstwo uczestników Powstania
Warszawskiego i męczeństwo ludności miasta, a niekoniecznie święto idei
wolności, która porwała tamtych młodych ludzi do zbrojnej walki o niepodległość,
obowiązuje nadal, tak samo jak niezmieniona nazwa pomnika na placu Krasińskich w
Warszawie. Wciąż jest to pomnik Bohaterów Powstania Warszawskiego, a nie pomnik
Powstania Warszawskiego. Pamiętam rozgoryczenie warszawskich akowców, którym nie
udało się wtedy, gdy stawiano ten pomnik (1989 r.), przeforsować własnej wizji
upamiętnienia idei Powstania Warszawskiego, do czego mógł wystarczyć skromny
symboliczny pomnik uwieńczony krzyżem, a nie socrealistyczna kompozycja
zatrzymanych w pomnikowym kadrze Powstańców z bronią.
Odsuwanie na dalszy plan najważniejszej dla Polaków idei, a więc bezwarunkowej
walki o wolność, o istnienie prawdziwie niepodległego państwa polskiego, a
koncentrowanie się na powstańczej martyrologii miało wymowę powstańczego zrywu
osłabić, a nawet poddawać ją w wątpliwość. Ofiarę krwi, męczeństwo, bezgraniczne
poświęcenie dla Ojczyny zestawiano z rozmiarami powstańczej klęski, z okrutnym
losem, jaki spotkał miasto i jego mieszkańców. O ile jednak nie kwestionowano
patriotycznych motywów, jakimi kierowali się zwykli Powstańcy, to cień
wątpliwości kierowano przez te wszystkie lata na polityczne motywy kierownictwa
Powstania i rządu polskiego w Londynie. Heroiczna walka, patriotyczna
manifestacja, miała się jawić jako beznadziejny, pozbawiony szans na zwycięstwo
nieprzemyślany zryw militarny, niepotrzebna danina krwi. Zasłoną milczenia
przykrywano wielką militarną manifestację Polaków chcących ukazać siebie przed
sowieckimi dywizjami, które zatrzymały się nad Wisłą, jako gospodarzy wolnej
stolicy Polski.
Wielkim czynem niepodległościowym, wręcz jego zwieńczeniem nazwał Powstanie
Warszawskie śp. Prezydent Lech Kaczyński. Zwieńczeniem i początkiem, bo gdyby
nie pokolenie Kolumbów, nie byłoby wieloletnich zmagań z komuną prowadzących nas
do powstania „Solidarności”. Nie byłoby też Muzeum Powstania Warszawskiego
otwartego dopiero w 60. rocznicę wybuchu Powstania.
Sprawdź także: Stanisław Sojczyński „Warszyc” – twórca KWP, Żołnierz Wyklęty
Powstanie Warszawskie nie byłoby możliwe bez tego szczególnego etosu
wychowawczego pokolenia ojców i matek Powstańców, tych, którzy czynnie
przyczynili się do wskrzeszenia Polski po 123 latach niebytu. Stworzyli w II RP
spójny i konsekwentny system wychowania młodego pokolenia, któremu przyświecało
całkowite oddanie Ojczyźnie, bezwarunkowy, altruistyczny patriotyzm.
Obecne pseudoelity bronią się przed restauracją takiego systemu wychowawczego.
Nie chcą go, gdyż nigdy nie czuły się wolne albo z jakiś, im tylko znanych
powodów, nie mogą być zainteresowane jego odtworzeniem. Stąd pomysły
ograniczania nauki historii w szkołach i zielone światło dla młodzieżowych
wielotysięcznych nihilistycznych spędów jak ten w dniach rocznicy Powstania
Warszawskiego w Kostrzynie nad Odrą. Na estradę wyszli prezydenci Polski i
Niemiec, aby przyklasnąć zabawie, rockowej muzyce i całej tej oprawie stworzonej
przez syna byłego milicjanta Jurka Owsiaka.
Za normalność i sukces polskich demokratycznych przemian uznano też występ w
dniu 1 sierpnia (!) walczącej z Kościołem katolickim amerykańskiej skandalistki
„Madonny”. Gwizdy, jakie towarzyszyły pokazaniu przed koncertem krótkiego filmu
dotyczącego rocznicy Powstania Warszawskiego, można uznać za zamierzoną
prowokację.
Sprawdź także: „Chłopcy silni jak stal”
Wojciech Reszczyński
Felieton ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 32 (875) z
7 sierpnia 2012 r.



