Sprywatyzują Kasprowy Wierch?

6 min. czytania

Wiesława Mazur

28 lutego 2011 r.

Kasprowy Wierch

6 min. czytania

Wiesława Mazur

28 lutego 2011 r.

Artykuł opisuje kontrowersje wokół planowanej prywatyzacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch, wchodzącej w skład Polskich Kolei Linowych. Autorka przypomina historię tej przedwojennej inwestycji, przedstawia stanowisko Tatrzańskiego Parku Narodowego, argumenty przeciw sztucznemu naśnieżaniu w Tatrach oraz zwraca uwagę, że górna stacja kolejki nie należy do PKL. Tekst krytykuje też rządowe polecenie wyceny terenów parków narodowych.

Rząd chce sprzedać Kasprowy

W tym roku planowana jest sprzedaż kolejki linowej na Kasprowy Wierch, której wartość resort skarbu szacuje na kilkaset milionów złotych. Prace nad prywatyzacją zakopiańskiej spółki już trwają – nie kryje Łukasz Kurpiewski, rzecznik Grupy PKP. Mówi się, że przy interesie kręcą się jacyś austriaccy biznesmeni, jakby nie mieli swoich wspaniałych Alp.

Powierzchnia Tatr to 750 km kw., z czego zaledwie 150 km kw. należy do Polski, reszta do Słowacji. Jeżeli zagraniczni biznesmeni, niezwiązani z Polską i Zakopanem, siłą rzeczy niewyczuleni na ochronę naszego skrawka unikatowej tatrzańskiej przyrody, zechcą wyłożyć swoje pieniądze, muszą mieć zagwarantowaną trasę zjazdową dla narciarzy i pozwolenie, by dla zysku wywozić na górę tylu ludzi, ilu się da. Ustalenia Tatrzańskiego Parku Narodowego wcześniej czy później uda się przecież zmienić. Można powiedzieć, że rząd w swoim prywatyzacyjnym szaleństwie chce nam sprywatyzować Kasprowy. Niedoczekanie. Biznesmeni mają podobno plan „utworzenia kompleksu kolejek linowych z dwóch stron Tatr”. Niech idą z takimi pomysłami do diabła.

Chcą pieniędzy na przetracenie

Nie dość, że górale sprzedają swoją ziemię na całym Podtatrzu – i nie wiadomo, co z tego wyniknie, bo działki kupują ludzie nie wiadomo skąd i budują na nich na potęgę ogromne domy – to jeszcze rząd dobiera się do serca naszych najwspanialszych gór, które muszą być chronione dla przyszłych pokoleń. Tatry są dobrem polskim, europejskim i światowym, obejmuje je sieć Natura 2000.

Powód szaleństwa jest prozaiczny: PKP nie ma pieniędzy, co dawno wryto nam w pamięć. Tak zarządzana firma nigdy ich mieć nie będzie, nawet gdyby sprzedała wszystkich kolejarzy wraz z ich dobytkiem. Na doraźne potrzeby zamierza wycisnąć trochę grosza z Polskich Kolei Linowych – na kolejne przetracenie.

PKL, wyłonione w trakcie restrukturyzacji i komercjalizacji Polskich Kolei Państwowych, przewożą rocznie 6 mln turystów i są publicznym operatorem przewozów osobowych w rejonach górskich. Kolejka na Kasprowy wchodzi w skład PKL. Dominującym udziałowcem (99,99 proc.) pozostają państwowe PKP SA, należy więc uznać, że PKL są firmą państwową – podobnie jak kolejka na Kasprowy.

Inni zbudowali, ten rząd sprzedaje

Przedwojennym budowniczym kolejki przez myśl nie przeszło, że kiedyś rząd zechce ją sprzedać. Powstała z inicjatywy wiceministra transportu i zapalonego narciarza Aleksandra Bobkowskiego i była sześćdziesiątą taką inwestycją na świecie – na owe czasy po prostu cudem techniki. Budowę rozpoczęto 1 sierpnia 1935 r., a zakończono w lutym 1936 r. Kolejkę budowano nie tylko szybko, ale i starannie: zamontowana maszyneria służyła przez 70 lat. Ludzie pamiętający wielkie zamieszanie w Zakopanem z powodu jej budowy opowiadali, że górale wnosili na szczyt worki z cementem i za każdy dostawali po 1 zł od inżyniera, który nie prowadził żadnych list ani nie wydawał kwitów. Przy budowie pracowało 1000 osób oraz wiele wspinających się wytrwale po górskich szlakach huculskich koników. Do modernizacji, rozpoczętej w maju 2006 r. i zakończonej w połowie grudnia 2007 r., kolejka przewiozła 38 mln pasażerów. Odbioru zmodernizowanej za ok. 70 mln zł kolejki dokonał Lech Kaczyński.

Ludzie w Tatrach są gośćmi

Gdy budowano kolejkę, parku narodowego jeszcze nie było – mówił dyrektor TPN Paweł Skawiński, który uważa, że później kolejka już by nie powstała, ponieważ „kłóci się z realizacją celów parku”. Po modernizacji mniej hałasuje, przyznaje – a więc mniej przeszkadza zwierzętom w ich domu, którym są Tatry. Ludzie są w nich tylko gośćmi zakłócającymi im spokój. Ale kto chciałby oglądać Tatry wyłącznie z daleka? Wiadomo, należą one dziś m.in. do kilkunastu niedźwiedzi brunatnych, dwóch wilczych watah, rysi, kilkuset kozic i ponad 200 świstaków – oby mieszkańców miały coraz więcej.

Latem kolejka przewozi tylu ludzi co dawniej, 180 osób na godzinę, a od 15 grudnia do 27 kwietnia – 360. Narciarze szkodzą Tatrom mniej niż piesi. Latem przy dobrej pogodzie wjeżdża na szczyt 2 tys. osób, ok. 40 proc. z nich idzie dalej w góry, reszta – zdaniem dyrektora TPN, na szczęście – zjeżdża kolejką. Ostatnio w Tatrach jest mało śniegu; to anomalia, bo cała Polska zasypana, a w Tatrach np. w ubiegłym roku śniegu było jak na lekarstwo.

TPN i PKL mają rozbieżne cele – PKL zysk, TPN wypełnia misję ochrony tatrzańskiej fauny i flory. Choć tarcia zdarzają się nierzadko, często dochodzą do wspólnych wniosków, np. że zjazd z Kasprowego do Gąsienicowej czy Goryczkowej należy zawiesić. Czy tak byłoby, gdyby PKL objęli zagraniczni biznesmeni?

Śnieg prawdziwy i kompaktowy

W Tatrach śnieg można dziś jedynie zepchnąć ratrakami z miejsc obficiej naśnieżonych tam, gdzie dla narciarzy jest go za mało. Dopuszcza się przemieszczanie naturalnych mas śnieżnych, natomiast naśnieżanie jest niedopuszczalne. Rejon Kasprowego Wierchu znajduje się w strefie ujęć wody pitnej dla Zakopanego, a poza jesienią wody jest mało. Skąd wziąć wodę do śnieżenia? Trzeba by budować sztuczne zbiorniki, w których byłaby gromadzona – a takie budowle nie są możliwe w parku narodowym. Albo należałoby zbudować zbiorniki retencyjne u podnóża Tatr i przy pomocy pomp ciśnieniowych przemieszczać wodę do góry. Wówczas niezbędne byłyby rury i kable energetyczne, a następnie ustawienie armatek śnieżnych – stałych lub przenośnych. Z dzikiego, alpejskiego charakteru Tatr nic by nie zostało.

Czytaj więcej w dziale Polska…

Na gładkim terenie do zjazdów potrzeba 30–40 cm śniegu, a w Tatrach trzeba nim przykrywać głazy sięgające nieraz metra wysokości. Poza tym śnieg z armatek różni się od naturalnego. To zamarznięte kulki wyrzucane pod wielkim ciśnieniem, tzw. śnieg kompaktowy, nieprzepuszczający powietrza, zabójczy dla tatrzańskiej flory. Można sobie pozjeżdżać z Gubałówki – górale w końcu podobno się dogadali – pojeździć na Bukowinie, w Szczyrku, Korbielowie… tam śnieżą z armatek. A serca Tatr nie eksploatujmy nadmiernie, bo tego nie wytrzyma.

Ile za Morskie Oko?

Wiadomo już, że biznesmeni chcieliby sztucznego naśnieżania w Kotle Gąsienicowym i Goryczkowym, by poprawić warunki do uprawiania narciarstwa. Na sprzedaż kolejki na Kasprowy zgodziło się ministerstwo skarbu. Minister infrastruktury w rządzie Donalda Tuska, Cezary Grabarczyk, któremu podlega PKP, nie zgłasza sprzeciwu. Ministerstwo środowiska i jego szef Andrzej Kraszewski nabrali wody w usta, choć ekolodzy alarmują, że na taką prywatyzację zgody nie ma i po ich trupach… Przypomnijmy sobie walkę o dolinę Rospudy – tutaj mamy zagrożone Tatry!

Nie tylko środowisko ekologów jest wzburzone i zaniepokojone tym, że minister nakazał dyrekcjom parków narodowych podać wartość ich terenów, grożąc karami w razie odmowy. Z rozporządzenia resortu może wynikać, że np. kierownictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego powinno wycenić wartość Morskiego Oka, Czerwonych Wierchów, Giewontu, Świnicy, Kalatówek, Doliny Chochołowskiej, Kościeliskiej itd., a w Ojcowskim Parku Narodowym chyba Jaskinię Łokietka, w pienińskim może przełom Dunajca czy wartość Trzech Koron. Po co? Jaki cel ma wydawanie na to pieniędzy?

Brzytwa na wierchu

Sprzedaż kolejki na Kasprowy – poza protestami – wcale nie musi pójść rządowi tak gładko. Własnością PKL jest bowiem tylko dolna stacja w Kuźnicach i stacja przesiadkowa na Myślenickich Turniach. Inaczej sprawa przedstawia się na samym Kasprowym Wierchu: TPN, razem ze skarbem państwa, jest współwłaścicielem kopuły Kasprowego oraz ostatniej podpory kolejki. To tak, jakby TPN trzymał pakiet kontrolny, bo górna stacja kolejki nie leży już na terenie PKL. Niech biznesmeni wiedzą, że na tej górze natkną się na brzytwę.

TPN ma chwytliwy dla zakopiańczyków pomysł na przyszłość kolejki. Zamiast sprzedawać ją komuś z zagranicy, lepiej byłoby utworzyć spółkę gminną „dbającą o produkt turystyczny na Podhalu, uwzględniającą ochronę przyrody”.

Wiesława Mazur

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Warszawskie autobusy pojechały na Ukrainę. Zielone światło dał Trzaskowski

„Brońmy Marlenkę!” Pod ratuszem płacz nad dziczką, przy Wiejskiej abortomat. Pytamy, czy pani protestuje też w obronie zabijanych dzieci?

Centralny Port Komunikacyjny w 2032 r.? Najwięcej wątpliwości budzi kolej

Szczecin: Policjanci z zarzutami. Mieli dokonać samosądu na gwałcicielu dziecka

Natan Sieroń. Kim był 29-letni policjant z Bolesławca, który zginął na służbie?

Waloryzacja emerytur w 2027 roku. Zobacz tabelę wyliczeń Twojego świadczenia po podwyżce

Abortomat naprzeciwko Sejmu. Aktywistki chcą „zhakować” Kodeks karny

Żółto-niebieskie miejsca pod szkołami. Ukłon w stronę Ukrainy? Wyjaśniamy

Inne kategorie

Czytaj także