Z Rafałem Malickim, producentem muzycznym i kompozytorem, rozmawia Redakcja „Naszej Polski”:
– Premier Donald Tusk wypowiedział wojnę tzw. umowom śmieciowym. Pan postrzega to raczej jako nałożenie składek ZUS na środowisko twórcze. Dlaczego?
– Wygląda na to, że przy okazji walki z umowami śmieciowymi rząd może zrobić krzywdę artystom. W skrócie: system opodatkowania artystów pozwalający odliczać 50 proc. kosztów uzyskania przychodu ma głęboki sens i jest wpisany w naturę naszej pracy. Twórca, który pracuje na swoje dzieło ileś miesięcy, a czasem kilka lat bez wynagrodzenia, nagle otrzymuje za swoją pracę jednorazową zapłatę, z której ponownie musi się utrzymać do momentu skończenia następnego dzieła. Nie można takiego dochodu potraktować – jak chce to zrobić rząd – jak zwykłej, regularnej pensji. Do tej pory takie rozwiązanie było pewnego rodzaju uprzywilejowaniem twórców, którzy w 80 proc. przypadków zarabiają grubo poniżej średniej krajowej.
– Kto może stracić na zapowiadanej przez premiera reformie?
– Stracą na tym muzycy, aktorzy, część środowiska dziennikarskiego. Owszem, zmiany można tłumaczyć tym, że w zamian w przyszłości możemy otrzymać jakieś mityczne emerytury, na które teraz nie możemy liczyć. Niestety, przy obecnych zarobkach większości naszego środowiska te składki i tak nie wpłyną znacząco na podniesienie przyszłych emerytur – poprawią za to bieżącą sytuację ZUS, a nam zabiorą 20 proc. dochodu rocznie.
– Na reformie Tuska stracą więc niezamożni twórcy, ale wzbogaci się ZUS. Wcześniej rząd wykazał się działaniami dotykającymi artystów, twórców czy dziennikarzy lepiej zarabiająch. Te grupy społeczne od 2013 r. w ramach 50 proc. kosztów uzyskania przychodu mogą odliczyć od przychodu najwyżej 42 tys. 764 zł rocznie…
Temat kontynuujemy w artykule: Wyższy ryczałt dla przedsiębiorców od 2027 r. Kto zapłaci więcej?
– Właśnie na tym to polega. Małymi kroczkami robi się demontaż obecnego sposobu rozliczania się artystów, a więc systemu w jakiś sposób do tej pory chroniącego środowiska twórcze. To naprawdę nie jest łatwy kawałek chleba, ale bycie twórcą jest naszym świadomym wyborem, wynikającym z powołania. Rząd niestety nie rozumie istoty i specyfiki zawodu artysty.
Więcej na ten temat w tekście: Dzień Wolności Podatkowej 2026. Ponad pół roku pracowaliśmy na państwo – czy ta data w ogóle coś znaczy?
– Co obecny rząd zrobił do tej pory dla twórców?
– Niestety, nie zrobił niczego pozytywnego. Już wcześniej ograniczył możliwość odliczania kosztów uzyskania dla lepiej zarabiających artystów. Zlikwidował zerową stawkę VAT na koncerty. Wprowadził złą ustawę, przez którą artyści nie wykonując piosenek w języku polskim na tym tracą, gdyż radia, zobligowane do grania procentowo pewnej ilości piosenek polskich, za takie piosenki nie mogą uznać tych wykonywanych np. w języku angielskim. Odgórnie zmusza się więc nas do wyboru artystycznego środka wyrazu, przy okazji jeszcze bardziej zmniejszając szanse polskich artystów na zachodzie. A powinniśmy – wzorem Szwecji – wspierać śpiewanie właśnie w języku międzynarodowym. Różnica jest taka, że Szwecja dała światu setki wspaniałych wykonawców, a polska prawie żadnego. Ten rząd, mimo wielkiego wsparcia z naszej strony w 2007 r., pokazał, że można nasze środowisko całkowicie ignorować lub wręcz temu środowisku szkodzić bo wie, że w naturze twórców jest popieranie opcji politycznych bardziej umiarkowanych i mniej konserwatywnych. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, większość środowisk twórczych z jakichś powodów bardziej popiera demokratów niż republikanów.
Rafał Malicki – producent muzyczny i kompozytor. Lider duetu Mosqitoo, współtwórca Boya Chile i labelu Hero-In Music. Laureat m.in. Opolskich SuperJedynek. Współpracował z takimi artystami jak MaRina, Dziun, Hey, Aki Bergen, David Jones, Patricia Kazadi, Łzy. W swojej dyskografii ma ponad 40 tytułów.
Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 4 (951) z 21 stycznia 2014 r.





