Reemigranci

8 min. czytania

Prof. dr hab. Grzegorz Pełczyński

16 grudnia 2014 r.

Devetina, Zielone Świątki rok 1941, rodzina reemigrantów z Bośni. Jakub i Zofia Kuczyńscy wraz z dziećmi: Katarzyną, Genowefą, Ludwikiem, Janem, Józefą, Stefanią, Rudolfem, Hanną, Anielą i Heleną. Zdjęcie udostępnione przez p. Stefanię Sadlak z Bolesławca. Zdjęcie koloryzowane.

8 min. czytania

Prof. dr hab. Grzegorz Pełczyński

16 grudnia 2014 r.

Reemigracja – masowe powroty Polaków do kraju po II wojnie światowej – to historia rzadko opowiadana. Z Chin, z Bukowiny, z Bośni, z Francji – w sumie ponad 100 tysięcy osób wróciło do Polski w latach 1945–1950. Mandżuria, Banialuka, Wałbrzych. Skomplikowane losy, niezwykłe kariery. Profesor Grzegorz Pełczyński z Uniwersytetu Szczecińskiego przypomina mało znany rozdział polskiej historii.

Z ziem polskich z różnych powodów wyjeżdżały miliony Polaków, by osiedlić się w innych krajach. Niektórzy z tych emigrantów, stosunkowo jednak nieliczni, do Polski wrócili. Po pierwszej i po drugiej wojnie światowej takie powroty bywały skutkiem działań państwa polskiego, uzgodnionych z państwami, z których sprowadzano osiadłych tam Polaków. Nader często trudno stwierdzić, którzy z powojennych przesiedleńców to reemigranci. W okresie zaborów przemieszczenia z Wielkopolski do Westfalii odbywały się w obrębie jednego państwa – niemieckiego. Podobnie przemieszczali się Polacy z ziem włączonych do Austrii i do Rosji. Ale gdy powstało na nowo państwo polskie, przybywali oni doń z zagranicy.

W tym artykule zostanie zwrócona uwaga na reemigracje zorganizowane po drugiej wojnie światowej. Są one zjawiskiem mało znanym. Stało się tak pewnie dlatego, że reemigrantom nie zezwalano na eksponowanie swej odrębności.

Sprawdź także: Polacy we Włoszech: jest nas ponad 70 tysięcy, a tu powstał nasz hymn

Reemigranci z Chin – Polonia mandżurska

Najbardziej egzotyczną spośród omawianych tu społeczności mogą się wydawać niewątpliwie reemigranci z Chin, którzy powracali do Polski już w okresie międzywojennym. W jaki sposób powstała Polonia w Chinach? Otóż Rosja miała w tym kraju swoje interesy, między innymi budowę, a później obsługę Kolei Wschodniochińskiej. W związku z tym potrzebni byli inżynierowie, technicy, urzędnicy. Te funkcje objęli w dużej mierze Polacy żyjący pod berłem rosyjskiego cara. Na początku XX w. w Mandżurii, szczególnie w Harbinie, mieszkało 7–10 tys. Polaków. Stanowili oni społeczność zamożną i dobrze zorganizowaną. Jednakże wskutek zmian politycznych w okresie międzywojennym przestawało im się dobrze wieść, dlatego wyjeżdżali do Polski. Ci, którzy wtedy nie reemigrowali, mogli to uczynić po II wojnie światowej. W 1949 r. przyjechało z Mandżurii 800 Polaków. Były jeszcze powroty w latach 50. i 60., ale raczej pojedynczych osób czy rodzin. Ostatni Polak wrócił stamtąd w 1993 r.

W okresie PRL „mandżuracy” skupiali się w sześciu kołach w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Chińskiej. Najaktywniejsze z nich, działające poniekąd do dziś, to koło szczecińskie. Z jego inicjatywy jednemu z rond Szczecina nadano nazwę Polonii Mandżurskiej.

Polacy z Bukowiny – 40 tys. na Ziemie Odzyskane

Bardzo interesującą grupę stanowią także przybysze z Rumunii. Wywodzą się oni z Polaków z Galicji, którzy osiedlali się w ciągu XIX w. na Bukowinie. W tym kraju monarchii austro-węgierskiej stosunkowo wielu Polaków stało się wielkimi posiadaczami ziemskimi, grupą niewątpliwie o dużym znaczeniu. Po I wojnie światowej Bukowina stała się częścią Rumunii, a tamtejsi Polacy – Polonią rumuńską. W wyniku II wojny światowej północną Bukowinę zabrał Związek Radziecki. Z obydwu części Bukowiny Polacy mogli wyjechać do Polski. Wyjechało stamtąd do 1949 r. mniej więcej 40 tys. Polaków. Większość z nich została osadzona na Dolnym Śląsku bądź w innych częściach Ziem Odzyskanych.

Devetina, Zielone Świątki rok 1941, rodzina reemigrantów z Bośni. Jakub i Zofia Kuczyńscy wraz z dziećmi: Katarzyną, Genowefą, Ludwikiem, Janem, Józefą, Stefanią, Rudolfem, Hanną, Anielą i Heleną. Zdjęcie udostępnione przez p. Stefanię Sadlak z Bolesławca. Zdjęcie koloryzowane.
Devetina, Zielone Świątki rok 1941, rodzina reemigrantów z Bośni. Jakub i Zofia Kuczyńscy
wraz z dziećmi: Katarzyną, Genowefą, Ludwikiem, Janem, Józefą, Stefanią, Rudolfem, Hanną,
Anielą i Heleną. Zdjęcie udostępnione przez p. Stefanię Sadlak z Bolesławca. Zdjęcie koloryzowane.

 

Dygresyjnie warto tutaj dodać, że Polacy z północnej Bukowiny nie byli jedynymi Polakami, którzy przyjechali ze Związku Radzieckiego, a nie byli obywatelami II Rzeczypospolitej. Nie byli nimi też Polacy mieszkający na terytoriach niepodległych w okresie międzywojennym republik bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii, które w wyniku wojny zostały zagarnięte przez ZSRR. Nazbyt pochopnie zalicza się ich do Polaków przybyłych „zza Buga”.

Polecamy także: Polacy w Szwajcarii: jest nas 50 tysięcy, a w Alpach do dziś idzie się drogami Polaków

Bośnia – 10 tys. potomków galicyjskich chłopów

Nie można tu pominąć także tych, którzy przyjechali z Jugosławii, a konkretnie z Bośni. Byli to potomkowie chłopów galicyjskich, którzy do Bośni, w okolice miasta Banialuka, przybyli z inicjatywy Austrii, która ten kraj dostała we władanie na Kongresie Berlińskim w 1878 r. Niewiele zmieniła się ich sytuacja wraz z wejściem Bośni w skład Jugosławii po I wojnie światowej. Pod koniec kolejnej wojny zdecydowali się oni osiedlić w Polsce. Przesiedlenie zaczęło się na początku 1946 r. Nieco wcześniej przyjechała z Bośni delegacja na Ziemie Zachodnie, aby wybrać nowe miejsce do życia dla około 10 tys. jugosłowiańskich Polaków. Wybrano powiat bolesławiecki na Dolnym Śląsku, ewentualnie tereny przyległe. Tamże do dziś jeszcze spotkać można ludzi wytwarzających rakiję.

Francja – 70 tys. górników do Wałbrzycha

Największa grupa reemigrantów, bo licząca prawie 70 tys. osób, przyjechała z Francji. Przed wojną liczba Polaków w tym kraju przekraczała pół miliona, spora ich część żyła w departamencie Nord i Pas de Calais, pracując masowo w górnictwie węglowym. Także w przyległej części Belgii. Na temat powrotu Polonia francuska dyskutowała zażarcie w ostatnich miesiącach wojny. Nie bez znaczenia jest fakt, że nowym władzom w Polsce szczególnie zależało na tych Polakach, namawiały więc ich do reemigracji. Co one w nich ceniły? Stosunkowo wielu Polaków we Francji stało się komunistami, nad Wisłą zaś było ich za mało. Poza tym jako dobrze wykwalifikowani górnicy mogli zastąpić wysiedlanych ze Śląska Niemców. Pierwsi Polacy z Francji przybyli do kraju już w drugiej połowie 1945 r., następni – w kolejnych latach, aż do 1948 r. Nieliczne grupy przyjechały jeszcze na początku lat 50. Kierowano ich przede wszystkim na Dolny Śląsk. W Wałbrzychu w pewnym okresie mieszkało ich 20 tys., toteż nazywano go „francuskim miastem”. Choć od tego czasu minęło tyle lat, niejeden z tych migrantów mówi wciąż z wyraźnym akcentem francuskim.

Trudna adaptacja, niezwykłe kariery

Wszyscy ci reemigranci z niemałym trudem przyzwyczajali się do życia w Polsce, której większość z nich w ogóle nie znała. Wymagano od nich niemal natychmiastowej adaptacji, lecz duża część miała z tym kłopoty. W Chinach, Jugosławii, Rumunii, Francji przyswoili sobie inne języki, inne obyczaje, z krajami tymi łączyły ich nierzadko bardzo dobre wspomnienia. Niełatwo było się tego wyzbyć. Tym bardziej, że powojenna, uboga i coraz bardziej skomunizowana Polska niejednemu wydała się mniej warta niż kraj, który dla niej opuścił. Jednakże w ciągu lat reemigranci przestawali się czuć wyobcowani. Nawet ci z Francji, którym odwiedzający ich krewni i znajomi z tego kraju bez trudu udowadniali, że z ekonomicznego punktu widzenia powrót do Polski rządzonej przez komunistów był wielkim błędem.

Ale przecież wielu z nich zrobiło niezwykłe kariery. W latach 70. reemigrant z Francji rządził Polską. Z tej grupy wywodzą się znani kiedyś artyści: zapomniany już piosenkarz występujący pod pseudonimem René Glaneau, Stenia Kozłowska, Edyta Piecha – sławna piosenkarka radziecka. Z Rumunii natomiast przyjechała inna znana piosenkarka i pisarka, Joanna Rawik. Wielki pisarz Teodor Parnicki pochodził z Polonii chińskiej, poeta Edward Stachura – z francuskiej. Niewątpliwie reemigranci niemało dali Polsce. Prosty górnik z Francji fedrujący węgiel na Śląsku czy Violetta Villas z Belgii, występująca na estradach całego świata – każdy z nich sprawił, że kraj, do którego przyjechali, stał się w takim czy innym sensie bogatszy. Pomogły im zapewne umiejętności i kompetencje zdobyte za granicą.

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Polacy we Francji: jest nas ponad milion. Najstarsza Polonia Europy wyrosła z klęski powstania

W sytuacji politycznej, jaka panowała w Polsce do 1989 r., byli emigranci nie mogli raczej podtrzymywać swej odrębności, a przecież każdą z omawianych grup łączyły wspólne doświadczenia oraz specyfika kulturowa. Władze życzyły sobie jednak, by jak najprędzej stali się oni niczym niewyróżniającymi się obywatelami PRL. Lecz to życzenie się nie spełniło. Reemigranci, nawet jeśli pozbyli się obcego akcentu lub oduczyli się przyrządzać jedzenie według zwyczajów bukowińskich czy bośniackich, pozostali przynajmniej świadomi wyjątkowości swego losu. Tę wyjątkowość nierzadko zdołali przekazać swym dzieciom i wnukom urodzonym już w Polsce.

Dlatego, kiedy stało się to możliwe, po upadku komunizmu, zaczęły powstawać organizacje zrzeszające dawnych reemigrantów: Stowarzyszenie Francuzów i Repatriantów z Francji na Dolnym Śląsku, Stowarzyszenie Wspólnota Bukowińska, Stowarzyszenie Reemigrantów z Bośni, ich Potomków oraz Przyjaciół w Bolesławcu. Choć można żałować, że te organizacje nie powstały kilkadziesiąt lat wcześniej, należy się cieszyć, że w końcu zaistniały. Dzięki nim przetrwa na pewno pamięć o tym, że naród polski współtworzą również reemigranci.

Dzisiejsza emigracja – czy też wrócą?

Poruszony w tym artykule temat oczywiście przywodzi na myśl miliony Polaków żyjących współcześnie poza granicami Polski. Czy są oni skazani na asymilację w innych społeczeństwach? Czy władze polskie zechcą kiedykolwiek sprowadzić ich do kraju? W jaki sposób można by dziś zorganizować reemigrację? Pytania te pewnie wydają się mało ważne w obecnym czasie, kiedy z Polski wyjeżdża tak wielu młodych ludzi. Jednak nie można ich nie zadać.

Grzegorz Pełczyński
Autor jest profesorem w Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytetu Szczecińskiego

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Grzegorza Pełczyńskiego pt. „Reemigranci” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 51-52 (998) z dnia 16 grudnia 2014 roku, s. 21. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Grzegorz Pełczyński / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 51-52 (998)/2014, s. 21.

Udostępnij

Cykl

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Wizyty studyjne w Polsce dla Polonii. Nabór trwa do 25 sierpnia

Polonia z Mołdawii odwiedziła Kielce. Przyjechali z Raszkowa

Centrum Edukacyjne Bajka w Perth dostanie 1 071 967 zł na remont

Taste of Polonia 2026 rusza 4 września w Chicago

Polonia przysłała 1100 prac na konkurs Być Polakiem. Gala w Warszawie

Polacy na Malcie: jest nas kilka tysięcy, a nasze okręty nazywano Strasznymi Bliźniakami

Polacy w Danii: jest nas 56 tysięcy, a wszystko zaczęło się od czterystu dziewcząt w burakach

Polacy w Szwajcarii: jest nas 50 tysięcy, a w Alpach do dziś idzie się drogami Polaków

Inne kategorie

Czytaj także