Przez pryzmat seksu

5 min. czytania

Redakcja

29 marca 2013 r.

5 min. czytania

Redakcja

29 marca 2013 r.

Komentarz Redakcji „Naszej Polski”

Stanisław Michalkiewicz w prowokacyjnym felietonie „Przez pryzmat seksu” z marca 2013 r. (NP 12/906 z 19.03.2013) analizuje polską debatę publiczną wokół kwestii płciowości, opierając się na anegdotce o rozmowie posłów Janusza Palikota i Roberta Biedronia. Publicysta wpisuje to w kontekst warszawskiej manify „O Polkę Niepodległą” z 10 marca 2013 r. i pojawiającej się na horyzoncie żydowskiej ustawy o zwalczaniu antysemityzmu w Europie, którą zapowiadał Robert Brown, szef HEART. Michalkiewicz z charakterystyczną ironią odwołuje się do Stanisława Lema, do „Życia płciowego krasnoludków z sierotką Marysią” i proponuje reżyserowi Pawłowi Chochlewowi „poprawkę” wobec „Tajemnicy Westerplatte”. Klauzula końcowa: „Felietony nie zawsze odzwierciedlają poglądy i opinie redakcji”.

Przeczytaj artykuł o tym, „Chłopcy silni jak stal”

W pogodnej anegdotce z życia trzódki dziwnie osobliwej poseł Palikot dzwoni do posła Biedronia z propozycją spotkania, a ten odpowiada, że nie może, bo jest w Kaliszu. Na co poseł Palikot odpowiada posłu Biedroniu, że w takim razie on też nie może, bo jest w Krakowie na Grodzkiej. Tymczasem w niedzielę 10 marca siostry gomorytki z braćmi sodomitami zorganizowały w Warszawie “manifę” pod hasłem “O Polkę niepodległą” – co wśród obserwatorów wzbudziło nadzieje na jakieś nowe rewolucyjne pozycje pościelowe. Tymczasem manifestantkom chodziło o to, że nie mogą decydować o własnym ciele. Coś w tym jest, bo wiadomo, że o ciele zazwyczaj decyduje alfons, a ściślej mówiąc, nie tyle o “ciele”, co o wynagrodzeniu za jego używanie. “Dmuchaj ją, ale nie za darmo” – mówił lodowatym tonem Rurka do Szmaciaka, przyłapawszy go in flagranti ze Stefą. Wspominam o tych uwarunkowaniach, bo manify wyzwolonych kobiet akurat zbiegły się w czasie z “przełomem” w kwestii żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polski. Tak w każdym razie zwierzył się pan Robert Brown, szef utworzonego przez Izrael do spółki z Agencją Żydowską w 2011 r. zespołu HEART, którego celem jest “odzyskanie mienia żydowskiego w Europie Środkowej”, a przede wszystkim – w naszym nieszczęśliwym kraju. Ten radosny komunikat pan Brown przekazał po rozmowach z polskim rządem, to znaczy – z sześcioma ministrami, m.in. Sikorskim, Gowinem i Rostowskim oraz opozycją. Ciekawe, że ani dygnitarze, ani niezależne media nie puściły pary z gęby. A przecież “przełom” oznacza, że dzień wyzwolenia naszego nieszczęśliwego kraju z 60 miliardów dolarów nieubłaganie się zbliża, a w tej sytuacji również los wyzwolonych kobiet rysuje się bardziej konkretnie. Już sto lat temu pewien żydowski kupiec z branży handlu żywym towarem opowiadał Ignacemu Daszyńskiemu o misji cywilizacyjnej, jaką spełnia przy okazji interesów. “Jak ja zawiozę taką dziewuchę do Buenos Aires, to ona upija się tam nawet nie szampanem, ale parą z szampana!” – powiadał. Chodziło mu o to, że ładne, zdrowe dziewuchy ze środkowej Europy w argentyńskich burdelach cieszyły się wyjątkowym wzięciem, co wyrażało się między innymi w częstych kąpielach w szampanie, przy okazji których rzeczywiście damy upijały się “parą z szampana”. Naprzeciw tym prawdopodobnym potrzebom kobiet wychodzi Ministerstwo Edukacji. Właśnie dowiedziałem się, że w liceach specjalni instruktorzy prowadzą zajęcia z edukacji seksualnej. Wiadomo, że to jest najważniejsze, bo nie wszyscy zostaną, dajmy na to, prezydentami czy naukowcami, natomiast od tego człowiek nie ucieknie. Tedy w ramach instruktażu, m.in. “rysujemy oś form aktywności seksualnej i omawiamy”, a następnie, kiedy uczniowie już wszystkie formy aktywności seksualnej będą mieli perfekcyjnie opanowane, następuje przejście do fazy następnej, to znaczy – “seksu bezpiecznego”, a nawet “bezpieczniejszego”. Nie da się ukryć, że po takim przeszkoleniu przedsiębiorcy z branży handlu żywym towarem będą mieli z naszych dziewczyn sto pociech, nie mówiąc już o tym, że taki eksport może stać się naszą narodową specjalnością. Taki Gomułka stawiał na obrabiarki i lokomotywy, a tymczasem okazuje się, że więcej można osiągnąć metodami bezinwestycyjnymi. Niestety, wstyd powiedzieć, ale za tym wszystkim nie nadąża sztuka, zwłaszcza filmowa. Nie mówię o takich produkcjach, jak rzewne opowieści pani reżyserki Agnieszki Holland o Żydach czy rozdrapywaniu sumień mniej wartościowego narodu tubylczego przez panów Pasikowskiego i Stuhra, tylko o filmie “Tajemnica Westerplatte” Pawła Chochlewa. Co tu ukrywać; reżyser zmarnował temat! A gdyby tak poczytał wcześniej Stanisława Lema, to natychmiast zorientowałby się, jak teraz trzeba nawijać. Stanisław Lem, jeszcze w koszmarnych latach 60., kiedy to nastała sławna rewolucja seksualna, opisał autora, który w duchu wspomnianej rewolucji przerobił całą klasykę. Metoda była prosta; jeśli na przykład książka była “O krasnoludkach i sierotce Marysi”, to nowy utwór traktował o “Życiu płciowym krasnoludków z sierotką Marysią”. Okazało się, że nawet takie pozycje, jak “Ogniem i mieczem” nadają się do przeróbki, jak najbardziej, jako “Życie płciowe ognia z mieczem”. I tak dalej. Tedy konflikt między majorem Sucharskim i kapitanem Dąbrowskim trzeba było przedstawić na tle homoseksualnym, jako refleks walki między nimi o pozycję w związku partnerskim. Dopiero wtedy poszczególne sceny nabrałyby krwistej smakowitości. Na przykład, kiedy bójka żołnierzy w wartowni nagle przekształca się we wściekłą orgię, w której tracą znaczenie zarówno stopnie wojskowe, jak i rodzaje broni. A gdyby tak zaryzykować scenę, że w tym momencie, korzystając z nieuwagi obrońców, do wartowni wdziera się patrol niemiecki, a widząc, co się dzieje, przyłącza się do zabawy? Za takie ukazanie nowej płaszczyzny pojednania – Oskar, a w każdym razie – Srebrny Niedźwiedź byłby gwarantowany, a nasza kinematografia jednym susem znalazłaby się w pierwszym szeregu światowej czołówki, a poza tym sodomici i gomorytki mieliby wreszcie jakiś obraz kultowy. Ale mówi się: trudno. Pierwsze śliwki-robaczywki, ale miejmy nadzieję, że pan reżyser się poprawi i następne filmy będą już na poziomie, bo inaczej – cóż powiedzą o nas w Paryżu? Stanisław Michalkiewicz Felieton ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 12 (906) z 19 marca 2013 r.

Udostępnij

Cykl

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim? Felieton z 2013 roku, który sprawdził czas

Naród zdecydował

Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Endeckie rozważania

Inne kategorie

Czytaj także