Poniższy felieton Wojciecha Reszczyńskiego omawia głośną publikację niemieckiego dziennikarza śledczego Jürgena Rotha „Tajne akta Smoleńsk”, w której autor stawia tezę o zamachu na polski samolot rządowy przy udziale rosyjskiej FSB i polskich zleceniodawców. Tekst opisuje znaczenie tej książki dla międzynarodowego odbioru katastrofy smoleńskiej, formułuje postulaty dotyczące nowego, rzetelnego śledztwa oraz stawia pytania o suwerenność polskiego państwa.
Zachód po raz pierwszy patrzy na Smoleńsk inaczej
Informacje zawarte w książce niemieckiego dziennikarza śledczego Jürgena Rotha „Tajne akta Smoleńsk”, poświęconej zamachowi na polski rządowy samolot w Smoleńsku, mają ogromną wagę – być może wręcz przełomową.
Pięć lat po tamtej tragedii Zachód po raz pierwszy może przyjrzeć się jej szczegółom i zobaczyć je w innym świetle niż to, którego życzy sobie Moskwa wraz ze swoją „orkiestrą” w Polsce. To wielka zasługa polskich niezależnych ekspertów, tak licznie zgromadzonych przez posła Antoniego Macierewicza w sejmowym zespole ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.
Teza o zamachu i ślady prowadzące do FSB
Zebrane przez nich dowody, ekspertyzy, badania i wnioski musiały wywrzeć duże wrażenie na niemieckim autorze, skoro tak wiele z nich zamieścił w swojej książce, sam zaś konsekwentnie utrzymuje, że w Smoleńsku doszło do zamachu – nie do aktu terrorystycznego – bo ślady wiodą do rosyjskiej FSB oraz do polskich zleceniodawców. Jak pisze Jürgen Roth: wysokiej rangi polski polityk zlecił bezpośrednio generałowi FSB Jurijowi D. dokonanie zamachu na polskiego prezydenta lecącego z delegacją na uroczystości w Katyniu. Swoją wiedzę Roth zaczerpnął z notatki otrzymanej od funkcjonariusza niemieckiego wywiadu BND, który zapewnił go, że informacja została potwierdzona przez dwa niezależne źródła. Zamach przeprowadzony przez agentów FSB przy użyciu materiałów wybuchowych nie byłby możliwy bez czynnego udziału strony polskiej – taka jest główna teza autora.
Tym samym po raz pierwszy od pięciu lat ostrożne wnioski o zamachu w Smoleńsku, do jakich stopniowo dochodził zespół Macierewicza, znalazły potwierdzenie w książce poczytnego, a zarazem poważnego niemieckiego autora. Rzecz jasna „rosyjska orkiestra” na Zachodzie natychmiast przystąpiła do ośmieszania tej publikacji.
Potrzeba nowej komisji i rzetelnego śledztwa
Lumpenelity III RP, tak zwalczające niepodległościowe dążenia Polaków – w tym niezależną politykę międzynarodową prowadzoną przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego – będą musiały zmierzyć się z podejrzeniem o współudział w zamachu smoleńskim. Kim jest ów wysokiej rangi polski polityk? Jeśli elity te chcą przetrwać bez hańby, powinny to podejrzenie od siebie oddalić i oczyścić atmosferę, tak by śledztwo smoleńskie stało się wreszcie rzetelne i faktycznie zmierzało do ustalenia prawdy. Nikogo nie wolno już poniżać, odsuwać ani ośmieszać za kwestionowanie dogmatów ustalonych wspólnie przez komisję Jerzego Millera i gen. Tatianę Anodinę. Musi powstać nowa państwowa komisja do spraw badania wypadków lotniczych, a w jej składzie powinni znaleźć się ludzie wolni od podejrzeń o współpracę z Rosją, zlustrowani i czyści moralnie. Również prokuratura wojskowa powinna oddać śledztwo prokuraturze cywilnej – tym bardziej że przedmiotem badania jest lot „cywilny”, a nie wojskowy. Jednocześnie głos stracić muszą ludzie i media odpowiedzialne za dezinformację. Ktoś powie, że to postulaty naiwne i dziś niewykonalne, ale „sprawa smoleńska” wcale się nie kończy – ona dopiero się zaczyna. Jeśli nie teraz, to znajdzie swoje rozwiązanie wtedy, gdy Polska uwolni się od rosyjskich zobowiązań w tej sprawie i od wywieranych na nią wpływów.
Sprawdź także: Wyciek danych żołnierzy z Zegrza. PESEL-e 392 wojskowych na ogólnodostępnym dysku
Ujawnienie kolejnego stenogramu rozmów w kokpicie tupolewa słusznie bywa nazywane „wrzutką”. Zapisy cofają nas do ustaleń Millera i Anodiny, a więc do czasów, gdy ówczesny prezydent Rosji Miedwiediew oświadczył, że nie wyobraża sobie, aby konkluzje obu komisji się różniły.
Czy jednak odpowiedzialni za lot polskiego prezydenta oraz ci, którzy weszli w zbrodnicze porozumienie z Rosją mające wyeliminować Lecha Kaczyńskiego, chcą iść na konfrontację z narodem oczekującym prawdy? Taka możliwość istnieje – nie należy wówczas zapominać, że logiczny ciąg wydarzeń zakończonych w smoleńskich błotach mógł rozpocząć się od wyboru Bronisława Komorowskiego na marszałka Sejmu, przez co wchodził on w obowiązki prezydenta, po wcześniejszej tajemniczej rezygnacji Donalda Tuska z ubiegania się o ten urząd. Dalszy scenariusz każe wątpić w uczciwość wyborów prezydenckich w 2010 r. Przypomnę, że Jarosław Kaczyński złożył dwa razy więcej podpisów niż Bronisław Komorowski. A jednak przegrał. Po tym, co zobaczyliśmy podczas ostatnich wyborów samorządowych, można to sobie wytłumaczyć.
Tragedia smoleńska – wbrew intencjom i planom polskich władz oraz organów śledczych badających katastrofę – powoli nabiera wymiaru międzynarodowego. To, co wydarzyło się w Smoleńsku, będzie znane w Niemczech, a wkrótce także opinii światowej. Oczywiste jest, że wolny kraj ma prawo i obowiązek wyjaśnić okoliczności i tło zamachu oraz dążyć do wykrycia i ukarania sprawców – tak jak tylko wolny kraj ma prawo do wolnych i uczciwych wyborów. Polska staje przed wielkim testem, także wobec świata: czy jest państwem w pełni suwerennym, czy wciąż rosyjską kolonią.
Wojciech Reszczyński



