„Upał się sroży o letniej porze, topi się asfalt, praży się mur, a ja nie jadę
wcale nad morze, bowiem nad morzem tęsknię do gór… Chodzę zdyszany, zły i
ponury, patrzę zmęczony w płonącą dal, lecz za nic w świecie nie jadę w góry, bo
w górach tęsknię do morskich fal…
Lubię wsi polskiej czerstwą urodę, poszum pól pełnych i lasów wtór, ale wyjechać
na wieś nie mogę, bo tam nie będzie morza i gór. Więc chodzę sobie po skwarnym
mieście, pośród pożarnie spalonych dni. I tęsknię bardzo, tęsknię boleśnie do
gór, do morza oraz do wsi…”
– Tak pisał poeta okresu międzywojennego, Światopełk Karpiński. Ale i dziś
bywa podobnie. Nad morzem i w górach tłumy, wieś niemodna, za granicą
niebezpiecznie. Jeżeli ktoś ma psa, w hotelach i pensjonatach nie przyjmują
gości w takim towarzystwie. Co zatem zrobić? Przypomina się dowcip: Grzesznik
umarł i stanął przed bramą piekła z ulubionym psem. Chciałby go wziąć ze sobą,
więc pyta odźwiernego diabła: czy można wejść z psem? Ten
Więcej tekstów w dziale Polska…
odpowiada: tak, ale pod warunkiem, że jest to zły pies. A do pensjonatu nawet z
dobrym psem wejść nie można…
Zbigniew Żmigrodzki
fot. M.Bucka/Wikipedia



