Córki Diny Gottliebovej Babbitt, która przeżyła pobyt w obozie zagłady w Oświęcimiu, złożyły w Los Angeles pozew przeciwko Państwowemu Muzeum Auschwitz-Birkenau. Żądają zwrotu siedmiu akwarelowych portretów romskich więźniów, które ich matka namalowała w 1944 r. na rozkaz Josefa Mengelego. Tego samego dnia żydowska federacja z Los Angeles pozwała Norton Simon Museum w Pasadenie o dyptyk „Adam i Ewa” autorstwa Lucasa Cranacha Starszego, który został zrabowany przez Hermanna Göringa. Oba muzea twierdzą, że są prawowitymi właścicielami tych dzieł.
Czego żądają córki Diny Babbitt od Muzeum Auschwitz?
Michele Babbitt Kane i Karin Wendy Babbitt, córki i spadkobierczynie artystki, złożyły swój pozew w poniedziałek 14 września. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych dla Centralnego Dystryktu Kalifornii. Powódki domagają się zwrotu siedmiu oryginalnych akwarel oraz odszkodowania za to, że muzeum przez dziesięciolecia odmawiało ich wydania.
Twierdzą, że ich matka nigdy się dobrowolnie nie zrzekła praw do wykonanych portretów. Mengele miał je odebrać po ukończeniu pracy. W pozwie napisano, że muzeum wielokrotnie przyznawało, iż autorką akwarel jest Babbitt, a mimo to nie zgodziło się ich oddać. Córki przedstawiają sprawę jako klasyczny przykład sytuacji, dla której Kalifornia zmieniła przepisy dotyczące zwrotu mienia.
Kim była Dina Gottliebova Babbitt?
Dina Gottliebova była czeską Żydówką. Do Auschwitz trafiła jako młoda kobieta. W 1944 r. Mengele, nazywany „Aniołem Śmierci”, polecił jej malować portrety Romów, którzy zostali wybrani do jego pseudonaukowych badań rasowych i eksperymentów medycznych. Nazistowski lekarz chciał, aby malarka uchwyciła lepiej karnację jego ofiar niż ówczesna fotografia. W pozwie napisano, że kobieta zgodziła się w nadziei, że Mengele dzięki temu oszczędzi ją oraz jej matkę. Obie przeżyły obóz zagłady. Romowie z portretów nie mieli jednak tyle szczęścia i zostali zamordowani.
Po wojnie Czeszka wyjechała do Stanów Zjednoczonych i pracowała w Kalifornii jako animator filmowy. W 1973 r. muzeum potwierdziło, że jest w posiadaniu jej akwarel. Babbitt rozpoznała swoje prace i chciała je nawet zabrać, ale placówka odmówiła. Według „The New York Times” muzeum pozyskało sześć portretów w 1963 r. od byłego więźnia obozu, a siódmy w 1977 r. Babbitt walczyła o ich zwrot do końca swojego życia. Zmarła w 2009 r. w wieku 86 lat.
Jaka jest odpowiedź Muzeum Auschwitz?
Rzecznik muzeum Paweł Sawicki przekazał w rozmowie z CBS News, że portrety muszą pozostać w Miejscu Pamięci jako dokumentacja zbrodni Mengelego. Jego zdaniem nie można ich nazywać „sztuką zrabowaną przez nazistów”, ponieważ Babbitt malowała je wbrew swojej woli jako więzień i nie była ich właścicielem.
Sawicki zaznaczył, że rozumie uczucia rodziny, jednak uważa, że wizerunki Romów i Sintów to jedne z nielicznych zachowanych dokumentów zbrodniczych eksperymentów prowadzonych w obozie. Podkreślił, że utrata nawet niewielkiej części zbiorów oznaczałaby nieodwracalną stratę dla pamięci o ofiarach Auschwitz. Muzeum uważa, że posiada legalny tytuł własności i zamierza nadal pokazywać portrety zwiedzającym.
O co toczy się spór o „Adama i Ewę” Cranacha?
Drugi pozew trafił do sądu stanowego w Los Angeles. Złożyła go Jewish Federation of Greater Los Angeles (Żydowska Federacja Wielkiego Los Angeles) wspólnie z przewodniczącym jej rady Danielem Gryczmanem. W tym przypadku chodzi o dwa obrazy olejne na desce, przedstawiające Adama i Ewę w naturalnej wielkości. Zostały namalowane przez Lucasa Cranacha Starszego około 1530 r.
Dzieła należały do kolekcji holenderskiego marszanda żydowskiego pochodzenia Jacques’a Goudstikkera. W 1940 r. przejął je Hermann Göring. Po wojnie alianci zwrócili je rządowi Holandii, który jakiś czas później je sprzedał. W 1971 r. kupił je Norton Simon i od tego czasu są wystawiane w Pasadenie.
O zwrot obrazów przez lata walczyła Marei von Saher, synowa Goudstikkera i jego jedyna żyjąca spadkobierczyni. Pierwszy pozew złożyła już w 2007 r. Proces w 2018 r. zakończył się dla niej porażką przed federalnym sądem apelacyjnym. Teraz von Saher przekazała swoje prawa do dzieł sztuki wspomnianej federacji. Prezes organizacji, rabin Noah Farkas, zapowiada, że większość wpływów netto z odzyskanych dzieł trafiłaby do około 2500 osób ocalałych z Holokaustu, które mieszkają w rejonie Los Angeles.
Norton Simon Museum odpowiada, że jego tytuł własności potwierdził wyrok sądu z 2018 r., a obrazy są publicznie dostępne od ponad pół wieku.
Dlaczego pozwy pojawiły się właśnie teraz?
Jak podaje CBS News, oba przypadki stanowią pierwsze sprawy sądowe, które zostały wniesione po zmianie przepisów stanowych w Kalifornii i federalnych w USA. W 2024 r. gubernator Gavin Newsom podpisał ustawę AB 2867 na poziomie stanowym, która daje mieszkańcom Kalifornii i ich spadkobiercom podstawę do roszczeń o mienie utracone wskutek prześladowań politycznych i otwiera dwuletnie okno na ponowne pozwy w sprawach, które wcześniej przepadły z powodów proceduralnych.
Ustawa ta była odpowiedzią na głośny wyrok, w którym sąd federalny pozwolił hiszpańskiemu muzeum Thyssen-Bornemisza zatrzymać obraz Camille’a Pissarra, który został wcześniej skradziony przez nazistów rodzinie Cassirerów. Na poziomie federalnym roszczenia dotyczące dzieł z lat 1933-1945 wzmacnia z kolei HEAR Act, czyli ustawa z 2025 r., podpisana w 2026 r.
Według CBS News naziści przejęli w Europie ponad 600 tys. dzieł sztuki należących do żydowskich rodzin, kolekcjonerów i muzeów. Wiele z nich do dziś znajduje się w zbiorach instytucji na całym świecie. Polska sama od lat upomina się o zwrot dzieł zrabowanych przez Niemców. Pozew przeciwko Muzeum Auschwitz dotyczy jednak zupełnie innej sytuacji, bowiem sporne akwarele nie zostały nikomu skradzione z kolekcji, lecz powstały w obozie na rozkaz niemieckiego lekarza.



