Zbigniew Żmigrodzki w felietonie „Fałsz przemocy” z 12 grudnia 2017 r. bierze na warsztat uniwersalne pojęcie „przemocy” wprowadzone do polskiej debaty publicznej przez liberalne środowiska. Publicysta punktuje: słowo określa dziś wszystko – bójki w szkole i na podwórku, awantury pod dyskotekami, bandyckie napady, rozboje i zabójstwa. Organizowane są „marsze przeciw przemocy” mające zastąpić rozsądną dyscyplinę wychowawczą i energiczne działania szkoły oraz policji. Żmigrodzki wskazuje na semantyczne rozmycie pojęcia jako mechanizm zniechęcania do konkretnych działań – kiedy „przemocą” jest wszystko, żaden konkretny problem nie może być właściwie zidentyfikowany. Autor obserwuje polskie tendencje ostatnich dziesięcioleci: konkurencja o „ofiarę” w mediach, kult „stanu ofiary” jako narzędzie legitymizacji politycznej i społecznej, „mnożenie powikłań” przez czasy postmodernistyczne.
Uniwersalne słowo „przemoc”, wprowadzone do użytku przez liberałów, określa wszystko: bójki w szkole i na podwórku, awantury pod dyskotekami, bandyckie napady, rozboje i zabójstwa. Urządza się „marsze przeciw przemocy”, zastępujące rozsądną dyscyplinę wychowawczą i energiczne działania szkoły oraz policji.
Tę „przemoc”można by stosunkowo szybko ukrócić, ale po to ją wykreowano, aby służyła ideologicznym i politycznym celom: wmawianiu, że to religia i chrześcijańska etyka za nią odpowiadają(!); walce z rodziną, pod pretekstem, że to w rodzinie bije się żony i dzieci. Faktycznie przemoc ma z reguły miejsce nie w rodzinach, ale w luźnych związkach partnerskich, gdzie tzw. konkubent nie znosi dzieci (często zwykle nie swoich), a po pewnym czasie i konkubiny ma dość. W dzisiejszym społeczeństwie związki małżeńskie zastępuje coraz częściej „partnerstwo”. Czytamy: „Zdecydowali się na ślub po czterech latach pozostawania w związku partnerskim”. Ludzie mieszkający ze sobą mają dzieci, nie tylko swoje, ale i pochodzące z innych, poprzednich „związków”, nieraz dwóch lub nawet trzech. Konflikty powstają między „partnerami”, kłócącymi się o dzieci i z dziećmi, one zaś bywają skłócone ze sobą wzajemnie.Poprzedni „partnerzy” walczą o dzieci, podburzają je przeciwko drugiemu związkowi. Że w takich układach dochodzi do różnych form „przemocy”, trudno się dziwić… Normalne, uczciwe życie osobowe i rodzinne jest jedyną drogą do szczęścia i spokoju. Dążenie do kariery artystycznej czy sportowej wytwarza „związki”, czasem krótkotrwałe, ale z reguły przynoszące nieszczęścia i konflikty. Czasy, w jakich żyjemy, mnożą te powikłania.
Przeglądaj pozostałe teksty z działu Felietony…
Zbigniew Żmigrodzki




