Dramatyczna walka o przetrwanie

5 min. czytania

Redakcja

13 marca 2013 r.

5 min. czytania

Redakcja

13 marca 2013 r.

Z eurodeputowanym Januszem Wojciechowskim (PiS), wiceprzewodniczącym Komisji
Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego, rozmawia Anna Wiejak

– Premier Donald Tusk ciągle grzmi o swoim rzekomym sukcesie negocjacyjnym w
sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020. Tymczasem według oficjalnych danych
Parlamentu Europejskiego Polska tylko na rolnictwie straciła 4 mld euro. Jak to
się przełoży na sytuację przeciętnego rolnika?

– Polska straciła więcej. Te szacunki są prawidłowe, ale niepełne. Parlament
uwzględnił rzeczywiste pieniądze, które polscy rolnicy w poprzedniej
perspektywie otrzymali z Unii Europejskiej i z dopłat krajowych, dlatego że
polskie dopłaty były niepełne. Traktat akcesyjny ustalił, że my stopniowo, aż do
2013 roku dochodziliśmy do pełnych dopłat i ten brak był częściowo tylko
uzupełniany z dopłat krajowych, bo w pierwszych trzech latach nie były to
dopłaty stuprocentowe. W związku z czym, jakby doliczyć jeszcze to, co brakowało
do stu procent, to pełna strata wyniesie 6 mld euro. I to się zresztą zgadza z
tym, co minister Kalemba obiecywał na początku, że będziemy walczyć o 34,5 mld,
a o 6 mld mniej przywieźli – 28,5 mld. Co to oznacza dla przeciętnego rolnika? –
na 10 ha gospodarstwo w ciągu 7 lat o 20 tys. złotych mniej, statystycznie, gdyż
liczy się oba filary. Jeżeli będzie chciał rząd podwyższyć trochę dopłaty
bezpośrednie, pewnie propagandowo będzie chciał to zrobić, to prawie nie
zostanie pieniędzy na rozwój obszarów wiejskich, na unowocześnianie polskiego
rolnictwa. Mamy nadganiać dystans za Unią Europejską, a tymczasem tracimy go
jeszcze bardziej, w związku z czym to jest dramatyczna walka o przetrwanie
polskiego rolnika; w skrajnie trudnych warunkach będzie następowała, bo ta
dyskryminacja w dopłatach bardzo osłabia konkurencyjność polskiego rolnictwa.
Rząd mówi, że polskie rolnictwo świetnie sobie radzi, bo jest wysoki eksport
płodów rolnych, tylko nie dodaje, że główne hity eksportowe rzekomo polskiego
rolnictwa, to są papierosy, kawa i herbata.

– Rząd argumentuje, że wszyscy stracili na dopłatach do hektara, natomiast
polskie dopłaty wzrosły ostatnio do 220 euro na hektar. Czy rzeczywiście?

– Wzrosły nie dlatego, że jest więcej pieniędzy, tylko dlatego, że jest mniej
ziemi. Polsce gwałtownie kurczą się zasoby ziemi. Jeszcze niedawno mieliśmy
ponad 16 mln ha ziemi uprawnej, a teraz mamy tylko 14 milionów. Ziemia wypada
spod uprawy, szafuje się nią na cele inwestycyjne w sposób całkowicie
nieodpowiedzialny, w związku z czym ten wzrost dopłat jest wynikiem utraty
ziemi, a nie przybytku pieniędzy. 220 euro na hektar jest już około takiej
średniej. Wynegocjowane pieniądze powodują, że w cenach stałych dopłaty
musiałyby spaść do około 190 euro na hektar, nawet przy tej zredukowanej
powierzchni. Rząd mówi, że w cenach bieżących liczy i że to będzie 218 euro w
2020 roku i tak pewnie będzie, tyle że to 218 euro w 2020 roku to mniej niż
nominalnie dzisiaj, a realnie to będzie o 15 proc. mniej niż obecnie. Jakby
liczyć, pieniędzy na rolnictwo jest znacząco mniej. Chciałbym zwrócić uwagę na
jedno zdanie z tego materiału w Parlamencie Europejskim, które mówi, że Niemcy,
Polska i Włochy płacą największe rachunki we Wspólnej Polityce Rolnej, tylko że
Niemcy i Włochy miały dotychczas bardzo dużo, oni musieli tracić. Dopłaty w
Niemczech wynosiły 350 euro na hektar, włoskie były jeszcze wyższe, a Polska
miała w granicach 200. Teraz się przez zmniejszenie powierzchni podwyższyło, ale
w dalszym ciągu jest to grubo poniżej średniej. To, że Niemcy oddały 3 mld ze
swoich pieniędzy na rolnictwo, Włochy oddały 1,5 mld euro, a Polska oddała 4 mld
euro najlepiej obrazuje skalę porażki polskiego rządu. Polski w ogóle w tym
towarzystwie nie powinno być. Polska powinna być wśród tych krajów, które
zyskały, bo są takie kraje: Grecja na przykład czy Hiszpania. Dlaczego my
jesteśmy krajem, który stracił najwięcej? Czyli spadamy na poziom finansowania
rolnictwa taki, jaki był w 2007 roku, poziom niepełnych dopłat.

– Czy szansę dla finansowania polskiego rolnictwa stanowiłoby zawetowanie przez
Parlament Europejski unijnego budżetu?

– Patrząc tylko na sam budżet rolny, mogłoby to być korzystne, dlatego że wtedy
limity i pułapy stosowane są z ostatniego roku poprzedniej perspektywy, a więc
to jest 5 mld na polskie rolnictwo. Problem polega na tym, że nie ma pewności,
iż takie kwoty byłyby przyznane w rocznych budżetach, bo byłaby walka o każdy
kolejny roczny budżet, więc ten budżet mógłby być wyższy, ale nie ma takiej
pewności, a znając obecny polski rząd, to on by pewnie nie walczył o te górne
pułapy. Trzeba to bardzo gruntownie rozważyć, trzeba też patrzeć na całość tego
budżetu, a nie tylko na rolnictwo. Ja tylko pokazuję, że główny limit wydatków
na rolnictwo bez budżetu jest wyższy niż z budżetem. Lepsza jest pewność co do
mniejszej kwoty niż niepewność co do większej.

Polecamy także: Wyższy ryczałt dla przedsiębiorców od 2027 r. Kto zapłaci więcej?

– Pojawiają się coraz liczniejsze głosy opowiadające się za całkowitym
zniesieniem dopłat do rolnictwa. Czy byłoby to dobre rozwiązanie?

– To jest niemożliwe. Zniesienie dopłat to jest zniesienie rolnictwa. W
rozwiniętych systemach gospodarczych rolnictwo bez dopłat się nie utrzyma. W
sektorze rolnictwa mamy do czynienia z ogromnym ryzykiem produkcyjnym. To nie
jest produkcja telewizorów. Rolnik sieje i nie wie, czy mu urośnie, a jak
urośnie, to czy pogoda pozwoli mu to zebrać, jak zbierze, to nie wie, czy to
sprzeda, jak sprzeda, to nie wie bardzo często, czy dostanie za to pieniądze. Do
tego dochodzi bardzo długi cykl produkcyjny. Nigdzie w krajach o podobnym
poziomie rolnictwa nie funkcjonuje ono bez dotacji. Te ostatnie są w Stanach
Zjednoczonych, Kanadzie, w krajach poza UE, nawet w Japonii, gdzie się
wielokrotnie dopłaca do rolnictwa po to, żeby mieć choćby minimalne
bezpieczeństwo żywnościowe. Płaci się tutaj za bezpieczeństwo. Zresztą to nawet
widać w Europie – gdzie są niższe dopłaty, to rolnictwo zanika. Na przykład na
Litwie jedna trzecia ziemi leży odłogiem. W Polsce wszystko też idzie w tym
kierunku. Także absolutnie to nie jest możliwe, żeby rolnictwo w Europie
funkcjonowało bez dopłat, choć pewnie są tacy, którzy by tego chcieli, jako że w
Europie działa bardzo silne lobby importowe, w interesie którego leży, żeby
rolnictwo europejskie, bo to już dotyczy nie tylko Polski, ale całej Europy,
produkowało jak najmniej, gdyż wtedy jak najwięcej towarów trzeba do Europy
sprowadzić. A żywność po prostu musi być dostarczona. Za każdą cenę. Zniesienie
dopłat spowodowałoby gwałtowny upadek rolnictwa w Europie, uzależnienie się od
importu i wielki wzrost cen żywności.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 10 (905) z 5
marca 2013 r.

Fot. KAPIF

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

8 lat więzienia za śmierć trzech osób. Sebastian Majtczak skazany, ale wyrok budzi oburzenie

Publikujemy nagranie z firmy od surogacji. Płeć dziecka w VIP, dopłata za bliźnięta, Black Friday. Europoseł Śmiszek: „Europa idzie do przodu”.

800 plus bez corocznych wniosków? Tusk ogłasza koniec biurokracji, ale jest haczyk

Żołnierz z ukraińskim obywatelstwem zatrzymany za szpiegostwo. Miał przy sobie telefony, pieczątki i złoto

Ukraińcy wyjeżdżają z Polski? Największy spadek w UE. Ekspert ostrzega przed skutkami dla gospodarki

Koniec TikToka i Instagrama dla dzieci? Rząd szykuje zakaz mediów społecznościowych do 15. roku życia

Szef Pentagonu zakpił z sojuszników w Afganistanie. Sikorski: Powiedz to rodzinom 44 polskich żołnierzy

„Wszyscy migranci mile widziani”, ale polski orzeł już nie? Byliśmy na proteście w obronie Ukraińców, na którym zabrakło… samych Ukraińców

Inne kategorie

Czytaj także