Cancel culture – kultura unieważniania

9 min. czytania

Redakcja

10 stycznia 2021 r.

Cyfrowy ekran z ikonami social media i czerwonym znakiem zakazu, atmosfera cenzury i ostracyzmu w mediach społecznościowych

9 min. czytania

Redakcja

10 stycznia 2021 r.

Komentarz Redakcji „Naszej Polski”

Cancel culture – kultura unieważniania – to zjawisko, które na przełomie 2020 i 2021 roku zaczęło poważnie wchodzić do polskiej debaty publicznej. Osoba, której poglądy nie pasują do dominującej narracji środowiska postępowego, zostaje wykluczona z życia publicznego, zawodowego lub akademickiego – bez procesu, bez argumentów merytorycznych. Karol Kwiatkowski w tekście „Naszej Polski” ze stycznia 2021 r. dokumentuje sylwetkę zjawiska: list 150 światowych pisarzy z Harper’s Magazine (7 lipca 2020 r.), w tym J.K. Rowling, Margaret Atwood, Salmana Rushdiego, Noama Chomsky’ego, Francisa Fukuyamę, Anne Applebaum. Autor analizuje sprawę J.K. Rowling – najbardziej rozpoznawalny przykład skutecznego oporu wobec cancel culture – oraz przypadki Rogera Scrutona (Wielka Brytania) i Thomasa de Maizière’a (Niemcy). Publikacja wpisuje się w polską konserwatywną refleksję nad techniką „wykluczania społecznego” jako nowoczesnym mechanizmem cenzury politycznie poprawnej.

„Cancel culture” – kultura unieważniania – to zjawisko, które na przełomie 2020 i 2021 roku zaczęło na poważnie wchodzić również do polskiej debaty publicznej. Jego istota jest prosta: osoba, której poglądy nie pasują do dominującej narracji środowiska postępowego, zostaje wykluczona z życia publicznego, zawodowego lub akademickiego. Bez procesu, bez argumentów merytorycznych – wystarczy decyzja głośnej, zorganizowanej mniejszości. List 150 światowych pisarzy, opublikowany w listopadzie 2020 roku w Harper’s Magazine – w tym podpisy J.K. Rowling, Margaret Atwood i Salmana Rushdiego – uderzył w to zjawisko z najbardziej wyrazistych pozycji liberalnych. Tekst Karola Kwiatkowskiego z 10 stycznia 2021 roku jest jednym z pierwszych poważnych ujęć tematu w polskiej prasie konserwatywnej – i służy jako aktualne wprowadzenie do mechanizmu, który będzie kształtował publiczną debatę w nadchodzących latach.

List 150 pisarzy w Harper’s Magazine

Punktem wyjścia dla globalnej dyskusji o cancel culture stał się list opublikowany 7 lipca 2020 roku w Harper’s Magazine pod tytułem „A Letter on Justice and Open Debate”. Sygnowali go autorzy o globalnej rozpoznawalności – J.K. Rowling, Margaret Atwood, Salman Rushdie, Noam Chomsky, Francis Fukuyama, Anne Applebaum i ponad 140 innych intelektualistów, dziennikarzy, akademików. Tekst był krótki, lecz mocny: ostrzegał, że „swobodna wymiana informacji i idei, siła napędowa liberalnego społeczeństwa, z każdym dniem staje się coraz bardziej ograniczona”. Autorzy zwracali uwagę, że cenzura przestała być wyłącznie problemem prawicowych autorytaryzmów – coraz częściej narzuca ją także sama lewica, w środowiskach uniwersyteckich, w redakcjach mediów, w gronie zawodowych krytyków.

Kluczowy fragment listu: „Niezależnie od argumentów w kontekście każdego konkretnego incydentu, wynikiem będzie stałe zawężanie granic tego, co można powiedzieć, bez groźby odwetu”. To nie ostrzeżenie przed konkretną grupą – to ostrzeżenie przed kulturowym mechanizmem, który wytwarza w jednostkach lęk przed publicznym mówieniem. Strach przed utratą pracy, środowiska, możliwości publikacji. List Harper’s był próbą postawienia tej kwestii na poziomie, na którym mogłaby ją przedyskutować elita kulturalna świata zachodniego.

Czym jest cancel culture w praktyce

W praktyce „kultura unieważniania” działa według powtarzalnego schematu. Etap pierwszy: ktoś – często rozpoznawalna osoba – wypowiada się publicznie w sposób, który zostaje uznany przez grupę aktywistów za „problematyczny”. Etap drugi: w mediach społecznościowych – szczególnie na Twitterze (obecnie X) – rozpoczyna się fala oburzenia, oznaczana często konkretnymi hasztagami. Etap trzeci: nacisk zostaje przeniesiony na pracodawcę, wydawcę, instytucję, z którą osoba jest związana. Etap czwarty: instytucja, bojąc się dalszej eskalacji, dystansuje się od osoby – usuwa książki ze sprzedaży, kasuje role filmowe, anuluje wykłady, wycofuje publikacje. Etap piąty: „odwołany” zostaje praktycznie wymazany z publicznego dyskursu – przynajmniej w mainstreamie.

Więcej tekstów w dziale Felietony…

Kluczowy element tego mechanizmu: brak procedury. Nie ma sądu, nie ma rzecznika, nie ma możliwości obrony argumentami merytorycznymi. Wystarczy publiczna oskarżenie i wystarczająco głośny chór, by całe życie zawodowe osoby zostało zburzone. To nie jest abstrakcyjna teoria – sprawa J.K. Rowling jest tu najbardziej rozpoznawalnym przykładem. Autorka „Harry’ego Pottera” – jedna z najbardziej poczytnych pisarek świata, dobrodziejka dziesiątek instytucji charytatywnych – w 2020 roku stała się celem ataku po wypowiedziach na temat ochrony przestrzeni płciowych dla kobiet, krytyk ideologii gender. W kolejnych miesiącach setki dziennikarzy określiły ją jako „transfobiczną”; wydawnictwa stanęły pod presją, by zerwać z nią współpracę; aktorzy z filmów o Potterze publicznie się od niej odcięli. Rowling przetrwała tę falę – bo była już niezwykle silnie ulokowana ekonomicznie i kulturalnie. Mniejsze postacie, które przeszły przez podobny mechanizm, nie miały tej tarczy.

Korzenie zjawiska: amerykańskie uniwersytety

Cancel culture jako zjawisko społeczne wywodzi się z amerykańskich kampusów uniwersyteckich – z tradycji aktywizmu progresywnego, który od lat 80. XX wieku przekształcał kolejne wydziały humanistyczne w przestrzeń ideologicznie ujednoliconą. Absolwenci tych uniwersytetów – wchodząc w dorosłe życie zawodowe (do mediów, do redakcji, do działów HR korporacji, do organizacji pozarządowych) – przenoszą tam swoje przyzwyczajenia do egzekwowania określonej ortodoksji. Kontekst kulturowy USA – gdzie polaryzacja ideologiczna jest szczególnie ostra, a klimat społeczny mniej tolerancyjny dla różnic – sprawił, że w pierwszej dekadzie XXI wieku zjawisko nabrało skali, której w innych krajach jeszcze nie było. Z biegiem lat dotarło jednak do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, krajów skandynawskich – i wreszcie do Polski.

Przykłady europejskie

List Harper’s nie był reakcją na jednostkowe zdarzenia, ale na narastający trend. W Niemczech: w październiku 2019 roku Thomas de Maizière – wieloletni polityk CDU, były minister obrony i spraw wewnętrznych – miał czytać fragmenty własnej książki na publicznym spotkaniu autorskim. Spotkanie zostało zerwane przez aktywistów lewicowych, którzy zarzucili politykowi „odpowiedzialność za niemiecki eksport broni”. Bernd Lucke – ekonomista, współzałożyciel partii AfD – na Uniwersytecie w Hamburgu miał zaplanowany wykład akademicki. Aktywiści zablokowali salę, obrzucili go kulkami papieru, zwymyślali, a profesor musiał opuścić budynek bocznym wyjściem w asyście policji. „Der Tagesspiegel” zadawał wówczas pytanie wprost: czy na niemieckich uniwersytetach działają lewicowi „strażnicy dyskursu”, którzy mają prawo uciszać niezgodne opinie?

W Wielkiej Brytanii – szczególnie głośnym przypadkiem była sprawa filozofa Rogera Scrutona, który w 2019 roku stracił rządowe stanowisko po manipulowanym wywiadzie w „New Statesman” – z którego dziennikarze wycięli fragmenty, czyniąc z jego wypowiedzi karykaturę poglądów. Po publicznym oczyszczeniu Scrutona (sprawa wyszła na jaw dzięki publicznym apelom innych intelektualistów), w wielu mediach pojawiła się refleksja: jakim sposobem doszło do tego, że publiczna kariera intelektualna mogła zostać zniszczona w trybie kilku godzin medialnej kampanii?

Polska – opóźnienie, które nie potrwa długo

W Polsce zjawisko cancel culture na początku 2021 roku miało jeszcze ograniczony zasięg w porównaniu do USA czy Niemiec. Wynikało to z kilku czynników: silnej, choć podzielonej, kultury politycznej; istniejących mediów konserwatywnych mogących bronić „odwołanych”; mniejszej liczby instytucji o radykalnie progresywnym profilu (uczelnie, redakcje); silnego oporu publicznego wobec wzorców importowanych z Zachodu. Ale – jak słusznie zauważał autor – to opóźnienie nie miało potrwać długo. Lewicowe środowiska studenckie, organizacje LGBT, redakcje progresywne, sektorowe stowarzyszenia branżowe – coraz częściej demonstrowały gotowość do stosowania mechanizmu „unieważniania” wobec osób publicznych.

Już w okresie 2020-2021 odbywały się w Polsce próby cancellingu konkretnych osób publicznych – od wykładowców akademickich (sprawa dr Ewy Budzyńskiej z UŚ w 2020 roku) po dziennikarzy. Ich liczba miała w kolejnych latach rosnąć. Felieton Kwiatkowskiego, opublikowany w styczniu 2021 roku, był jedną z wczesnych prób polskiego mainstreamu konserwatywnego, by opisać to zjawisko nie jako jednostkowy incydent, ale jako systemową technikę walki kulturowej, importowaną i implementowaną w polskim kontekście.

Najczęściej zadawane pytania o cancel culture

Czym jest „cancel culture”?

Cancel culture („kultura unieważniania”, „kultura odwoływania”) to współczesna forma społecznego ostracyzmu wobec osoby – najczęściej publicznej – która wyraziła pogląd uznany za nieakceptowalny przez głośną grupę aktywistów. Mechanizm działania to publiczne piętnowanie, presja na pracodawcę lub instytucję, wykluczanie z mediów i z przestrzeni zawodowej. Termin upowszechnił się na anglosaskim Twitterze około 2017–2018 roku, a do globalnego dyskursu wszedł dzięki listowi pisarzy w Harper’s Magazine z lipca 2020 roku.

Kim są autorzy listu Harper’s Magazine?

List „A Letter on Justice and Open Debate” sygnowali pisarze, intelektualiści i naukowcy o globalnej rozpoznawalności. Wśród najgłośniejszych nazwisk: J.K. Rowling (autorka „Harry’ego Pottera”), Margaret Atwood (autorka „Opowieści podręcznej”), Salman Rushdie (autor „Szatańskich wersetów”, przez dekady chroniony przed irańską fatwą), Noam Chomsky (lewicowy lingwista i filozof polityczny), Francis Fukuyama (autor „Końca historii”), Anne Applebaum (historyczka, znawczyni Europy Środkowo-Wschodniej), Steven Pinker (psycholog, popularyzator nauki), Gloria Steinem (jedna z liderek drugiej fali feminizmu). Skład sygnatariuszy był znacząco zróżnicowany ideologicznie – od libertarian po klasycznych lewicowców – co czyniło ten list aktem szczególnie znaczącym.

Dlaczego J.K. Rowling stała się jednym z głównych przykładów cancel culture?

Joanne Kathleen Rowling – autorka cyklu o Harrym Potterze, jedna z najpoczytniejszych pisarek XX i XXI wieku – od 2020 roku publicznie broniła stanowiska, że biologiczna kategoria „kobieta” pozostaje znacząca w prawie i polityce społecznej. Wypowiedziała się m.in. krytycznie wobec idei, by samej identyfikacji wystarczyło do dostępu do przestrzeni przeznaczonych dla biologicznych kobiet (toalety, szatnie, więzienia żeńskie, sporty kobiet). Reakcja środowisk LGBT i mediów postępowych była natychmiastowa: nazwano ją „transfobiczną”, domagano się usunięcia jej książek z półek, aktorzy z filmów o Potterze (Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint) publicznie się od niej odcięli. Rowling, mimo presji, utrzymała swoje stanowisko – co czyni z niej również najbardziej rozpoznawalny przykład skutecznego oporu wobec cancel culture.

Jak rozróżnić cancel culture od zwykłej publicznej krytyki?

Granica jest cienka, ale istotna. Zwykła publiczna krytyka opiera się na argumentach merytorycznych, kontekście, zachowuje prawo krytykowanego do odpowiedzi, dąży do rozumienia, a nie do zniszczenia. Cancel culture przeciwnie: skupia się na osobie, nie na argumencie, dąży do uczynienia osoby społecznie i zawodowo niezdolną do dalszego funkcjonowania, nie zachowuje proporcji między czynem a karą, nie daje realnej możliwości obrony. Najczęstszą cechą cancel culture jest brak procedury – decyzja jest podejmowana w trybie społecznościowego linczu, bez sądu, bez instancji odwoławczej.

Czy istnieje skuteczna obrona przed cancel culture?

Doświadczenia ostatnich lat sugerują kilka strategii. Po pierwsze – niezależność ekonomiczna i kulturalna (Rowling miała ją od początku, większość ofiar cancel culture jej nie ma). Po drugie – istnienie alternatywnych platform medialnych, gdzie można publikować mimo wykluczenia z mainstreamu (Substack, alternatywne wydawnictwa). Po trzecie – solidarność intelektualna (właśnie list Harper’s był taką próbą zbudowania frontu obronnego). Po czwarte – regulacje prawne (w niektórych jurysdykcjach pojawiają się ustawy chroniące pracowników przed zwolnieniami z powodu prywatnych wypowiedzi). Po piąte – odbudowa kultury debaty publicznej, w której krytyka idei jest oddzielona od krytyki osób. Każda z tych strategii ma swoje ograniczenia – ale razem tworzą realny opór wobec mechanizmu, który w innym wypadku byłby trudny do powstrzymania.

Walka kulturowa, która dopiero się zaczyna

List pisarzy w Harper’s Magazine, sprawy Rogera Scrutona, Thomasa de Maizière, J.K. Rowling – wszystkie te epizody mają jedną wspólną cechę: pokazują, że problem cancel culture nie jest przejściową modą medialną. Jest procesem długoterminowym, w którym nie chodzi o zwycięstwo konkretnej partii politycznej, lecz o sposób funkcjonowania samej kultury demokratycznej. Czy będzie ona miejscem, w którym różnice poglądów rozstrzygają argumenty – czy też nacisk i milczenie? Felieton Karola Kwiatkowskiego ze stycznia 2021 roku jest jednym z wczesnych głosów polskiej prawicy konserwatywnej w tej dyskusji. Stawiana w nim diagnoza jest celna – a temat nie traci, lecz zyskuje na aktualności w polskiej rzeczywistości medialnej i akademickiej.

Udostępnij

Cykl

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi? Felieton z 2015 roku, który sprawdził czas

Protest bez głowy

Czy nasze serwery wyborcze są nadal w Rosji? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Mordobicie „ruskich onuc”

Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim? Felieton z 2013 roku, który sprawdził czas

Naród zdecydował

Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? Felieton z 2014 roku, który sprawdził czas

Endeckie rozważania

Inne kategorie

Czytaj także