Zbigniew Żmigrodzki w felietonie „Książek żal” z 1 listopada 2016 r. – dzień Wszystkich Świętych – bierze na warsztat artykuł „Rozważania o utracie książek” opublikowany w „Studiach Bibliologicznych” Uniwersytetu Śląskiego. Publicysta punktuje: artykuł omawia straty wojenne polskich księgozbiorów, ale nie bierze pod uwagę książkowej hekatomby spowodowanej przez cenzurę Adolfa Hitlera i Józefa Stalina oraz jej powojenną kontynuację w PRL. Żmigrodzki wpisuje ten wątek w szerszą refleksję nad polską pamięcią bibliograficzną i nad tym, jak środowiska akademickie po 1989 r. wybiórczo pamiętają o niektórych zbrodniach XX wieku, a inne – na przykład cenzurę komunistyczną i palenie książek pod okupacją niemiecką – omijają. Publicysta apeluje do bibliologów i historyków książki o pełniejsze, wolne od ideologicznego selekcjonizmu ujęcie tematu utraty polskich księgozbiorów.
W „Studiach Bibliologicznych” Uniwersytetu Śląskiego ukazał się artykuł zatytułowany „Rozważania o utracie książek”. Dotyczy on strat wojennych, nie bierze natomiast pod uwagę książkowej hekatomby, spowodowanej przez cenzurę Hitlera i Stalina oraz będącą jej kontynuacją akcji cenzorskiej „Polski Ludowej” i wdrożonej przez „liberałów” indoktrynacji „poprawności politycznej”, trwającej do dziś w obecnej RP.
W latach 1944 – 1954 zniszczono kilkanaście milionów polskich książek, „oczyszczając” księgozbiory przez przemiał usuniętych pozycji w papierniach ( wykaz ich tytułów zawiera wydana przez wrocławski „Nortom” książka „Cenzura PRL. Wykaz książek podlegających niezwłocznemu wycofaniu”, przemilczana skrupulatnie w polskiej przestrzeni publicznej do dziś. Jako kontynuacja tamtego przedsięwzięcia komunistów trwa wciąż wdrożona do umysłów ludzkich presja „politycznej poprawności”: w księgarniach i w bibliotekach brak piśmiennictwa o charakterze prawicowym – patriotycznego, afirmującego wartości moralne i religijne. Dominują wspomnienia Marii Czubaszek i Tomasza Turowskiego, wywody redaktora Lisa, opowieści córki Jaruzelskiego i „hramoty” innych lewicowych „celebrytów”. Biadania, że „Polacy nie czytają”, mają prostą przyczynę: brak dostępu do wartościowej lektury, a z narzucanej im czerwono-różowej oferty korzystać nie chcą. Księgarnie i bibliotekarze boją się wprowadzenia do sprzedaży oraz do wypożyczalni tytułów, które nie spodobają się cenzorom z „Gazety Wyborczej” czy z podobnych jaczejek lewackiego nadzoru, uruchamiających natychmiast napastliwy jazgot w mediach. Wciąż wprawdzie słyszymy gromkie wezwania synów światłości powołujące się na Ewangelię i słowa Jana Pawła II: „Nie lękajcie się !” Ale ci, co tak nas wzywają, sami boją się jeszcze bardziej. Aby ich zjednoczone wojujące lewactwo nie zaatakowało, wolą „siedzieć cicho”, nawet gdy społeczna powinność wymaga zabrania głosu…
Czytaj więcej w dziale Felietony…
Zbigniew Żmigrodzki




