Reszczyński: Lumpenelity w natarciu

4 min. czytania

Wojciech Reszczyński

04 marca 2012 r.

4 min. czytania

Wojciech Reszczyński

04 marca 2012 r.

Na Marszu Solidarności i Niepodległości w Warszawie, w 30. rocznicę stanu
wojennego, byli także czytelnicy „Naszej Polski”. Z pewnością zgodzą się ze mną,
że te trzy godziny w Alejach Ujazdowskich były chwilami pięknymi, pod każdym
względem. Ale gdzie się podziali „kibole od Kaczyńskiego”, jak nazywano w
mediach chuliganów walczących z policją w święto niepodległości 11 listopada
br.? Odpowiedź na to pytanie znają organizatorzy tamtej prowokacji. Tymczasem
wraże stacje telewizyjne filmowały Marsz 13 grudnia jak kiedyś reżimowa
telewizja pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Ojczyzny. Tylko bliskie plany,
na których dominowali starsi ludzie i oczywiście niezliczone fragmenciki
wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na temat przedsiębiorczości, jaką wyzwoliły u
siebie Chiny, oczywiście tylko po to, aby zasilić bogaty repertuar kpin z
prezesa PiS. Co do komentarzy tzw. niezależnych dziennikarzy, to ich repertuar
staje się już więcej niż nudny. Kaczyński „podburza”, „gra na kryzys”, „budzi
upiory”, „zarządza lękami”, itd. Dlatego każde wystąpienie posła
Niesiołowskiego, jak choćby ostatnie podczas sejmowej debaty na temat polityki
zagranicznej, wnosi przynajmniej rozrywkowy, komiczny efekt, gdy na oczach
telewidzów zalewa się on pianą nienawiści. Wywołuje szczere rozbawienie w ławach
rządowych szczególnie gdy obraża ludzi. Rola głównego sejmowego chama i
pieniacza jest jednak dziś zagrożona obecnością faceta od rynsztoków. A ten
przelicytował wszystkich, ogłaszając z trybuny sejmowej, że większości ludziom w
Polsce bliżej dziś do przysłowiowego Schmidta i Neumanna, niż do Kaczyńskiego,
Ziobry czy Fotygi, bo on i jego partia najpierw są Europejczykami, a dopiero
potem Polakami. Partia Palikota, którą stworzyła Platforma Obywatelska, uczyniła
ze słów Tuska sprzed laty – „Polska to nienormalność” swój polityczny
program.

Kiedy my maszerowaliśmy rozświetlonymi Alejami Ujazdowskimi, minister Radosław
Sikorski szykował się do Moskwy, aby podpisać kolejny poroniony traktat
wynegocjowany przez Niemcy i Rosję w sprawie otwarcia granicy Polski z rosyjskim
obwodem kaliningradzkim. Nie mógł więc słyszeć gromkich haseł na swój temat, w
których dominowało: „Sikorski precz!”. Nikt też nie palił kukły z jego
podobizną, na co bardzo liczył Sikorski budujący swoje kosmiczne ego. Nie
nastąpiła powtórka z manifestacji Porozumienia Centrum z czerwca 1993 roku,
kiedy to spalono kukłę Wałęsy. A kukłę spalił wtedy niejaki Teodor Kudła z
Gdańska i zrobił to pod szczególną ochroną służb zainteresowanych tą prowokacją.
Widocznie Sikorski jeszcze nie zasłużył sobie na takie „wyróżnienie” u obecnych
służb. 

Ale mleko już się rozlało. Z Kaliningradu, miasta nazwanego tak na cześć
Michaiła Kalinina – mordercy polskich oficerów w Katyniu, będą przyjeżdżali do
Polski Rosjanie, przywożąc wszystko to, z czego od lat słynie ta „enklawa” –
przestępczość, prostytucję, narkotyki, przemyt, handel bronią, AIDS i inne
choroby zakaźne. Radek znowu się przysłużył, nie tyle Unii Europejskiej, co
Niemcom, którzy, nim zmienią nazwę Kaliningrad na Königsberg (kiedyś był to
polski Królewiec), postawią tam najpierw swoją mocną stopę, nie doświadczając
negatywnych skutków bezpośredniego sąsiedztwa z Rosją.

Temat kontynuujemy w artykule: „Chłopcy silni jak stal”

Na niemieckie podziękowania zasłużył też premier Donald Tusk, podsumowując w
Brukseli swoją tzw. „prezydencję”. O tyle ciekawą, że systematycznie wypraszano
go z zebrań, jakie odbywały państwa strefy euro. Od jedynego chyba obecnego na
sali posła, Niemca Martina Schultza, (tego, o którym Silvio Berlusconi
powiedział, że mógłby zagrać w jego filmie rolę kapo) usłyszał, że była to
najlepsza „prezydencja” od 15 lat. Socjalista Martin Schultz, przyszły szef
parlamentu europejskiego obdarzył Tuska także osobistym komplementem,
stwierdzając, że „pan powinien być socjaldemokratą”. Tu chyba jednak nie w pełni
docenił możliwości koncyliacyjne naszego premiera.

Przejęcie bezpośrednich rządów nad Unią Europejską przez duet „Merkozy” musiało
zaniepokoić brukselskich technokratów. Czyżby nowa Unia miała się ich z Brukseli
pozbyć? Czy wyznaczenie na premierów Włoch i Grecji dwóch byłych komisarzy nie
jest początkiem przejmowania rządów narodowych przez unijną biurokrację,
niewybieralną i przed nikim nieodpowiadającą za swoje decyzje? Przewodniczący
Komisji Europejskiej José Barroso, zdejmując nagle z głowy słuchawki, wypalił:
„na wszystkich kanałach słyszę język niemiecki”. Żart się spodobał.
Niewykluczone, że i Barroso powróci do Portugalii na stanowisko premiera, o ile
jeden z niemieckich „kanałów” wyrazi na to zgodę. Także o dalszą przyszłość
polityczną naszego premiera nie trzeba się obawiać. Jest ona europejsko
zabezpieczona. Gorzej z przyszłością Polski, której szybkiego kresu życzą już
oficjalnie lumpenelity elity III RP.

Więcej na ten temat w tekście: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?

Sprawdź także: Kim są maślarze i kim są harcerze

Wojciech Reszczyński

Felieton ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” nr 51 (842) z
20 grudnia 2011 r.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

„Babcia Kasia” prawomocnie skazana za przemoc wobec działaczki pro-life. Kim jest Katarzyna Augustynek?

Alarm w szkole? Rodzice nie odbiorą dzieci. Nowe wytyczne MSWiA dla szkół i przedszkoli

Kosiniak-Kamysz znowu zapowiada Dron Legion. „Zgłaszajcie się już niedługo”

Awantura przed Trybunałem Konstytucyjnym – ostry spór Tuska z Nawrockim

Kontrola plecaków w szkołach? Pomysł MEN spotkał się z ostrą krytyką. Szef policji: „Pokaż, co masz”

Rząd tworzy listę leków na czas wojny. Eksperci alarmują: zapasów i tak brakuje

Podpalenie stacji Starlink. Zatrzymano trzy osoby w Niemczech, w tle rosyjskie służby

Milionowe straty i przepłacone remonty – porażający audyt w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej

Inne kategorie

Czytaj także