Reszczyński: Ta sama walka

4 min. czytania

Wojciech Reszczyński

17 listopada 2011 r.

4 min. czytania

Wojciech Reszczyński

17 listopada 2011 r.

Politolog dr Rafał Matyja – a warto wiedzieć, że to pomysłodawca budowy IV RP –
w jednym ze swoich tekstów pt. “Wojna na urojenia i pretensje” napisał, że
bilans ostatniego 20-lecia w sferze debaty i myśli politycznej nie wygląda
optymistycznie, gdyż intelektualne zaplecze polityki okazało się słabsze niż w
epoce przedwojennej. Dzisiejszą scenę polityczną porównuje do pobojowiska, na
którym “poniewierają się urojenia elit i pretensje pokrzywdzonych i
marginalizowanych”. Dzięki dystansowi, jaki cechuje Matyję zarówno do jednych,
jak i do drugich, zyskuje on jakieś tam “posłuchanie” u obu stron, stąd i moje
refleksje.

Nie mogę zgodzić się z wrzuceniem do jednego worka byłych przedwojennych elit
wraz z łże-elitami PRL i III RP oraz wszystkimi tymi, których dr Matyja nazywa
pokrzywdzonymi przez tych ostatnich. Skrajna asymetria stron pojawiła się wraz z
Sowietami, dla których “socjalistyczna i zaprzyjaźniona Polska”, jak powiedział
Józef Stalin, była największym sukcesem II wojny światowej. To dlatego zaplecze
polityki, nie naszej przecież, bo niesuwerennej, musiało być automatycznie
gorsze niż przed wojną. Słowo “gorsze” też nie jest tu właściwe. Zaplecze to z
genezy było złe, bo obce naszej cywilizacji. Prezentowało się katastrofalnie:
świat wolnej, niepodległej Polski odszedł bezpowrotnie, zrównany z ziemią, jego
elity zostały wymordowane w czasie okupacji, a nieliczne ocalałe były
marginalizowane – zarówno na emigracji, jak i w PRL – za “klasową obcość”.

Po 1989 r. Polska nie nawiązała do myśli politycznej i dorobku ideowego II RP –
prawnego ani instytucjonalnego – przez co podążyła drogą kontynuacji starego
systemu. W kraju nie było już nikogo znaczącego, żadnej siły politycznej, która
mogłaby to odmienić. Więzi współczesnych Polaków z II RP spoczęły na rodzicach i
sędziwych dziadkach, na ich pamięci, na ich opowieściach o przedwojennej Polsce,
tak innej od oficjalnej propagandy wciskanej Polakom od lat. Nie dziwmy się
zatem młodym powtarzającym dziś “prawdy” zaszczepione im przez elity PRL, w tym
o bezsensownej walce polskich kawalerzystów atakujących szablami niemieckie
czołgi we wrześniu 1939 r. Nawet tak minimalna, ale jakże symboliczna zmiana,
jaką był powrót przedwojennej wojskowej czapki rogatywki w miejsce okrągłej
sowieckiej, niewiele już mówił społeczeństwu.

Nie mogły więc zaistnieć żadne zorganizowane siły polityczne czy społeczne,
które oceniłyby negatywnie porozumienia z komunistami przy “okrągłym stole”, a
ówczesna kontestacja tego paktu przez obecnego prezydenta, jak widzimy to po
latach, okazała się zwykłym kamuflażem.

Symbolem początku demokratycznych przemian minionego 22-lecia stał się rząd
Tadeusza Mazowieckiego. Kto z nas, z pokolenia urodzonych w latach 50., mógł
wiedzieć, że właśnie wtedy, w 1953 r., 28-letni wówczas Mazowiecki na łamach
“Wrocławskiego Tygodnika Katolików” oskarżał biskupa Czesława Kaczmarka o
imperialistyczne, antypolskie knowania? Takim to wtedy był Mazowiecki
Polakiem-katolikiem! I takim pozostał do dziś: zawsze na fali, nigdy
niewychylający się poza idee głównego nurtu nakreślonego po wojnie. W latach
1961-1972 siedział w ławach poselskich jako kandydat Frontu Jedności Narodu i
katolickiej, choć wspierającej komunistów, frakcji “Znak”, ale dziś nikt nie
zalicza go do starego systemu – wręcz przeciwnie, Mazowiecki uosabia
antykomunistyczną, demokratyczną polską opozycję!

Przeczytaj artykuł o tym, Kim są maślarze i kim są harcerze

Bilans 20-letniej wojny na “urojenia i pretensje” nie może być nieujemny.
“Urojenia” ludzi poddających się w mniejszym lub większym stopniu zniewoleniu
przez powojenny system polityczny, a chcących jednak odgrywać w nim jakąś rolę,
nawet poślednią, zderzały się ze spontanicznymi aspiracjami pokrzywdzonych i
marginalizowanych, które uzewnętrzniły się w latach robotniczych protestów
(1956, 1970, 1976, 1980). Dla nich PRL był wciąż pewnym przedłużeniem okupacji.
Niestety, podobnie jawi się obecna III RP – państwowość wciąż obca,
quasi-okupacyjna, bo z wewnętrznym okupantem likwidującym dziś Polskę. To ciągle
nieprzyjazne państwo, obojętne na ataki na polskość, pozbawione wizji wolnego
kraju i nadal represyjne, choć w formie łagodniejszej niż 20 lat temu.

Zgodzić się trzeba z Rafałem Matyją, że urojenia elit, jak i pretensje
pokrzywdzonych i marginalizowanych, nie są dobrym materiałem do budowania na
przyszłość nowych konstrukcji. Ale te konstrukcje wciąż się tworzą z codziennego
zderzania się rządzących z bardzo szeroko rozumianą polską opozycją.

Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 38 (829) z
20 września 2011 r.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

Warszawskie autobusy pojechały na Ukrainę. Zielone światło dał Trzaskowski

„Brońmy Marlenkę!” Pod ratuszem płacz nad dziczką, przy Wiejskiej abortomat. Pytamy, czy pani protestuje też w obronie zabijanych dzieci?

Centralny Port Komunikacyjny w 2032 r.? Najwięcej wątpliwości budzi kolej

Szczecin: Policjanci z zarzutami. Mieli dokonać samosądu na gwałcicielu dziecka

Natan Sieroń. Kim był 29-letni policjant z Bolesławca, który zginął na służbie?

Waloryzacja emerytur w 2027 roku. Zobacz tabelę wyliczeń Twojego świadczenia po podwyżce

Abortomat naprzeciwko Sejmu. Aktywistki chcą „zhakować” Kodeks karny

Żółto-niebieskie miejsca pod szkołami. Ukłon w stronę Ukrainy? Wyjaśniamy

Inne kategorie

Czytaj także