Wiesława Mazur: „Majaczenie głowy państwa”

7 min. czytania

Wiesława Mazur

12 września 2010 r.

7 min. czytania

Wiesława Mazur

12 września 2010 r.

Prezydent Bronisław Komorowski porównał Statuę Wolności, której – mówił –
wszyscy Amerykanom zazdroszczą, do portowych i stoczniowych dźwigów.

To już nie jest zwykła gafa, prezydent Bronisław Komorowski podczas
szczecińskich uroczystości upamiętniających 30. rocznicę porozumień sierpniowych
i założenia Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”
oświadczył, że nie tylko Amerykanie mają swoją Statuę Wolności, której wszyscy
im zazdroszczą, on widzi ją także u nas: „są nią portowe i stoczniowe dźwigi,
które wznoszą Polskę wysoko”. Słyszeli prezydenta wszyscy, którzy przyszli na
spotkanie i pewno zdrętwieli na te słowa, nie bucząc jednak i niczego nie
wykrzykując, mimo że dźwigi stoczniowe stoją martwe i mogą symbolizować co
najwyżej statuę upadłości, złodziejstwo elit i ludzką wielką krzywdę. Natomiast
dwa dni później, podczas uroczystości w Gdańsku pan prezydent oświadczył, że
„Solidarność” to Wałęsa, czego nie skomentujemy…

Można ludziom zabełtać w głowach

W Szczecinie, mimo gorzkich dla stoczniowców słów, jeszcze ludzie wytrzymali i
zachowywali się podczas spotkania nad wyraz kulturalnie…. Szczecińskie
przemówienie prezydenta transmitowała telewizja i nie mogło być mowy, żeby
dokładnie tego, co mówił Komorowski, nikt nie usłyszał. Ale co tam, że ludzie
usłyszeli! Mając w rękach środki przekazu, można przecież zabełtać im w głowach,
może uwierzą, że słyszeli coś innego? Do dzieła zabrała się m.in. „Gazeta
Wyborcza”. W relacji dziennikarzy „GW” prezydent mówił wyłącznie o dźwigach
portowych. Można przypuszczać, że jakiś sztab mądralińskich poczynił odpowiednie
wysiłki, żeby można było przykryć fatalny zgrzyt i brak wiedzy Komorowskiego,
podobno herbu Korczak, podobno z wykształcenia historyka, którego wiedza nie
tylko o gospodarce, ale teraz – jak się okazało – i o najnowszych dziejach
Polski mocno kuleje, jakąś większą awanturką, w trakcie rocznicowych obchodów. I
taka awanturka nastąpiła następnego dnia w Gdyni. Spuśćmy na to zasłonę
milczenia.

Jest cenzura!

Mamy czy nie mamy dzisiaj cenzury w III RP? Okazuje się, że cenzura jest!
Ponieważ niemal wszystkie portale internetowe 30 sierpnia br. wyrzuciły z
przemówienia prezydenta słowo „stoczniowe”, pozostawiając „portowe”. Nie złamał
się tylko onet.tv. Każdy wie, nawet dziecko z pierwszej klasy szkoły
podstawowej, że to jednak nie w portach zawiązała się „Solidarność” i że nie
obalił komunizmu Wałęsa, przeskakując przez płot. Świętej pamięci Anna
Walentynowicz, która często gościła w redakcji „Naszej Polski” (była
przyjaciółką Marii Adamus, szefowej Wydawnictwa „Szaniec” wydającego nasz
tygodnik), mówiła nam, że Wałęsę „na strajk” przywieziono motorówką Marynarki
Wojennej. Widziałby z niej doskonale portowe dźwigi. Nie nadają się one, tak
samo jak dźwigi stoczniowe, w żaden sposób na polską Lady Liberty, jak
pieszczotliwie o Statule Wolności w Stanach Zjednoczonych się mówi. Dobrze, że
LL tego, co mówił Komorowski, nie usłyszała, bo mogłaby prezydenta zniczem
huknąć w głowę! Statua Wolności, amerykański pomnik narodowy, stojący na Elis
Islad u wrót Nowego Jorku, który Amerykanom podarowali ponad sto lat temu
Francuzi, ma także nieść nowojorczykom radość i szczęście. LL i dźwigi na
polskim słaniającym się gospodarczo Wybrzeżu, co za pomysł!

Polecamy także: Rosja ostrzelała statek Golden Leo pod Odessą. Zginęło co najmniej 10 osób

Porty – też zgryzota

Jaką wolność i szczęście niosą portowe dźwigi w naszych portach w Szczecinie,
Świnoujściu, Gdyni i Gdańsku? I one, nie tylko stoczniowe, niosą sporo zgryzoty,
ponieważ znaczenie portów morskich dla rozwoju gospodarczego kraju jest
niedoceniane. Było (krótko), ale się zbyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej.
Polska odwróciła się od morza, nikt się nie kwapi, żeby odtworzyć i rozbudować
potencjał gospodarczy związany z morzem. W rywalizacji o klientów i ładunki
ważny jest dostęp do portów z zewnątrz – powtarzają od lat na całym Wybrzeżu.
Ale mimo tego nie zadbano dobrze o nasz szlak przewozowy Północ – Południe.
Tymczasem Niemcy zabiegają o wzmocnienie europejskiego korytarza transportowego
u siebie. Np. o trasę z Rostoku do Berlina, żeby na nią trafiały ładunki ze
Skandynawii, a nie do Szczecina, który więdnie w oczach, ani do Trójmiasta. Nas
spotkaniach od dawna pokazują mapy przedstawiające spływy towarów do korytarza
Rostok – Berlin – Praga – Brno – Wiedeń – Zagrzeb – Lublana, dokąd mogą docierać
także transporty lądem z Polski. Autostrada (A1) miała być wybudowana już
piętnaście lat temu, budują ją powoli i co słyszymy? Że w dzień drogowcy
utwardzają drogę kruszywem, w nocy kruszywo wydłubują, w jego miejsce sypią
piach, kruszywo ładują na samochody i kradzione znów sprzedają na budowę A1.
Zamiast maszyn na drodze urzędują więc funkcjonariusze Centralnego Biura
Śledczego, mają wiercić otwory, żeby się przekonać, co też znajduje się na całej
długości dotychczas zbudowanej drogi – pokruszone skały dolomitowe czy zwykła
ziemia? Wyraźnie porty w Polsce, żeby stać się konkurencyjne wobec portów
zagranicznych (Rosjanie też rozbudowują szybko swoją bazę) zupełnie nie mają
szczęścia.

Nie zależy nam na pieniądzach?

Ładunki z krajów, które nie mają dostępu do morza, takich jak np. Słowacja,
Czechy, Białoruś czy Ukraina (bez dostępu do Bałtyku), a także ładunki z Polski
uciekają samochodami do portów niemieckich, a wraz z nimi miliony złotych. Jest
tak, jak było zaplanowane na początku lat 90., kiedy eksperci Banku Światowego
uświadamiali Polakom na konferencjach, żeby nie kombinowali budowy u siebie
jakiegoś portu hub, ważnego dla całego regionu, bo porty polskie mogą być tylko
niewielkimi i niewiele znaczącymi portami komplementarnymi w stosunku do portów
w Hamburgu, Rotterdamie, Amsterdamie czy Antwerpii. Zresztą, z czym do gości:
stan infrastruktury portowej mamy marny. Hamburg nazywany jest już największym
polskim portem kontenerowym, ponieważ przez ten port przechodzi do Polski więcej
kontenerów niż przez wszystkie polskie portowe terminale razem. Ten niemiecki
port oraz infrastruktura drogowa i kolejowa, z którą się łączy, znacznie
rozbudowano w ostatnich latach. Polskie firmy wolą przeładowywać towary w
Hamburgu czy w portach holenderskich, ponieważ obowiązuje tam za wymienioną
usługę zerowa stawka VAT, a u nas w wysokości 22 proc.

Wyniszczająca konkurencja polsko-polska

Na dodatek w polskich portach stworzona została wyniszczająca konkurencja
polsko-polska. Na przykład porty w Gdyni i Gdańsku powinny być jednością
ekonomiczną i działać wspólnie, a konkurują w przeładunkach kontenerowych. W tym
roku w polskich portach nastąpiło na szczęście ożywienie. W lipcu br. na
nabrzeżach administrowanych przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście
SA, przeładowano aż o 47,5 proc. więcej ton ładunków niż w analogicznym czasie
2009 r., przede wszystkim wzrósł przeładunek węgla. Lepsze wyniki, niż w 2009 r.
ma też Deepwater Container Terminal Gdańsk, który jest jedynym terminalem na
Bałtyku obsługującym wielkie duńskie statki Maers Line realizujące bezpośrednie
połączenia żeglugowe z dalekiego wschodu (terminal posiada niezamarzający kanał
o głębokości 17 m). Bez inwestycji zagranicznych polskie porty przedstawiałyby
obraz nędzy i rozpaczy. Każdy przyzna, że porównanie dźwigów portowych do statuy
z Elis Island, to po prostu zwyczajne majaczenie.

Sprawdź także: Walcownia Metali Dziedzice zwalnia w 130. rocznicę. Ile etatów uda się uratować?

Licytacje majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie

Stoczniowe dźwigi, jako polska Statua Wolności jest majaczeniem do kwadratu.
Dawna Stocznia Szczecińska oraz Stocznia Gdynia usiłują wyprzedać swój majątek w
wolnych, nieograniczonych przetargach, tak jak nakazała Komisja Europejska,
uznając pomoc państwa dla tych stoczni za nielegalną (stocznie unijne otrzymały
znacznie więcej takiej pomocy znacznie wcześniej). Kolejna procedura sprzedaży
majątku kadłubka po wymienionej Stoczni o nazwie Stocznia Szczecińska Nowa Sp. z
o.o. już 21 września br. Natomiast kolejną licytację nieruchomości majątku
Stoczni Gdynia SA, która ukończyła produkcje statków w ub. roku, zaplanowano na
15 września br. (oferta za łączną sumę 166 mln 836 tys. zł). A jeśli majątek nie
zostanie upłynniony, powtórkę aukcji zapowiedziano na 18 października br. Pod
młotek ma iść duży dok i ośrodek wypoczynkowy w Wieżycy.

Zachęcamy do lektury: Domański chroni Gazprom? Ministerstwo blokuje 174 mln zł dla polskiego budżetu

Gorzka uroczystość „Solidarna Gdynia”

Podczas poprzednich licytacji sprzedano m.in. rejon prefabrykacji kadłubów i
mały suchy dok. Za kilka dni odbędzie się również przetarg na nieruchomości
biurowe i magazynowe Stoczni. W ubiegłym tygodniu prezydent miasta Gdyni –
Wojciech Szczurek zaprosił stoczniowców na gorzką dla nich uroczystość pt.
Solidarna Gdynia, a w gazetach przypomniano, że przed trzydziestoma laty
niezawodnym sojusznikiem strajkującej Stoczni Gdańskiej (wówczas im. Lenina)
była Stocznia Gdynia i że bez niej nie byłoby zwycięstwa oraz 19 z 21
postulatów. Stocznia Gdańska sprzedana została Industrialnemu Sojuszowi Donbasu,
którego majątek, także majątek kilku dużych firm wchodzący w skład korporacji
ISD, aresztowały służby ministerstwa sprawiedliwości za długi wynoszące łącznie
3 mld dolarów – doniosła agencja ukraińska MinProm.

Co będzie – pokaże czas (bo już na nic nie mamy wpływu)

Na razie nie mówi się nic o aresztowaniu majątku Stoczni Gdańskiej. Okazało się,
że rosyjski miliarder Aleksander Katunin, który miał spłacić długi ISD wycofał
się z tej obietnicy. Wiosną br. Stocznia Gdańska, uciekając od zagrożeń dłużnych
korporacji, zmieniła nazwę z Gdańsk Stocznia Group, na ISD Stocznia, ale nie
wiadomo, czy ten zabieg pomoże. Od tego roku – wyjaśniają w Gdańsku, Stocznia
Gdańska nie należy oficjalnie do holdingu ISD, ale do spółki Gdańsk Shipyard
Group (75 proc.) – spółki kontrolowanej przez Siergieja Tarutę (zwolennika Julii
Tymoszenko i może mieć kłopoty z innym premierem), Witalija Hajduka i Oleksandra
Mkrcztana. Mniejszościowym udziałowcem Stoczni Gdańskiej (25 proc.) jest
państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu. Jednak wymienieni Ukraińcy są właścicielami
49,99 proc. korporacji ISD, na czele Rady Dyrektorów tego holdingu stoi Taruta,
a Mkrcztan kieruje jego działalnością operacyjną. Mogą się im dobrać się skóry.
Ale co tam, słynna sala BHP, kolebka kolebki „Solidarności”, w której podpisano
Porozumienia Sierpniowe została wyremontowana: zmieniono w niej okna, dach i
całą instalację. Wszystko wewnątrz jest tak, jak było kiedyś. Na stole
prezydialnym leży zielone sukno, usunięto tylko gipsowe popiersie Lenina, które
zastąpiono rzeźbą przedstawiającą stoczniowca, zawód u nas wymierający.

Wiesława Mazur
Artykuł ukazał się w „Naszej Polsce” Nr 36 (775) z 7 września 2010 r.

Napisane przez

Udostępnij

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Dron podleciał pod bazę USA w Redzikowie. Oficer dyżurna wezwała… policję

Jakub Wiech bez doktoratu. Rezultat głosowania komisji uznaje za „niezrozumiały”

Ukraiński Korpus Weteranów zapowiedział ośrodek w Warszawie. Za organizacją stoi twórca Azowa

Wpadka Einsteina Lewicy. Trela skompromitował się z prędkością światła

Sprawa „Skóry”: Janczewski żąda 22,7 mln zł. Prokuratura gra na zwłokę

Amerykańska baza coraz bliżej. Polacy zapłacą nawet 17 mld zł

ZUS w Polsce płaci parom jednopłciowym

Polska dołącza do koalicji antybalistycznej. Wcześniej miała nas blokować Ukraina

Inne kategorie

Czytaj także