„Faszyści precz, a wszyscy migranci mile widziani”, „Oddam faszystę, przyjmę imigranta” czy „Nie wywalać dezerterów”: takie hasła można było zobaczyć podczas sobotniej manifestacji przeciwko agresji wobec osób z Ukrainy w Warszawie. Wydarzenie organizowane m.in. przez warszawskie struktury partii Razem i inicjatywę Dom Otwarty miało być wyrazem solidarności z Ukraińcami. Nasza redakcja pojawiła się na miejscu, gdzie zobaczyliśmy flagi Antify, przedstawicieli środowisk lewicowych i transwestytów. Znacznie trudniej było nam natomiast znaleźć samych Ukraińców, z którymi chcieliśmy porozmawiać o ich faktycznych odczuciach związanych z pobytem w Polsce. Na dodatek jedna z organizatorek próbowała wyprosić nas z manifestacji. Powód? Nie spodobała jej się nasza koszulka z polskim orłem i napisem „Nasza Polska”.

Lewica zwołała w Warszawie protest w obronie Ukraińców
Manifestacja trwała od 14:00 do 16:00, a przemawiali na niej politycy partii Razem oraz inicjatorzy wydarzenia. W zapowiedzi napisano, że w Warszawie mieszka 158 tys. osób pochodzących z Ukrainy, a winą za rosnące podziały obarczono „prawicową narrację”.

Według autorów apelu liczba przestępstw na tle ksenofobicznym wzrosła w 2025 r. o 50 proc. w porównaniu z 2022 r. Pojawiły się w nim również doniesienia o atakach na dzieci i młodzież mówiących po ukraińsku. Podczas protestu zbierano podpisy pod petycją do Rady Miasta Stołecznego Warszawy z żądaniem działań przeciw dyskryminacji i przemocy wobec osób z Ukrainy.
Hasło manifestacji: „Faszyści precz, a wszyscy migranci mile widziani”
Najbardziej widocznym transparentem zgromadzenia był napis „Faszyści precz, a wszyscy migranci mile widziani”. To on najlepiej oddawał przekaz, z jakim organizatorzy wyszli na Nowy Świat, obok niesiono też inne hasła:

- „Oddam faszystę, przyjmę imigranta”
- hasło o Donaldzie Trumpie i jego rodzinie „w kieszeni Putina”
- „Nie wywalać dezerterów”
- flagi z symbolami ruchu Antifa

Trudno o hasło, które bardziej niż „Nie wywalać dezerterów” rozmijałoby się z interesem Ukrainy, która od lat broni się przed Rosją i potrzebuje każdego żołnierza.


Na proteście w obronie Ukraińców zabrakło Ukraińców
Na manifestacji było może 150 osób. To niewiele, jeśli zestawić tę liczbę ze 158 tys. osób pochodzących z Ukrainy, które według samych organizatorów mieszkają w Warszawie. Zgromadzenie zdominowały środowiska lewicowe, osoby z flagami Antify oraz wyraźnie widoczna reprezentacja środowisk LGBT, w tym transwestyci. Rozmawialiśmy z uczestnikami, którzy zgodzili się z nami zamienić kilka słów. Wszyscy byli Polakami.




Nie przekonuje nas argument, że Ukraińcy nie przyszli, bo się boją. Nikt nie wymagał od nich flagi Ukrainy ani deklarowania pochodzenia. Wystarczyło stanąć obok demonstrantów na jednej z najbardziej uczęszczanych ulic stolicy, w biały dzień, w otoczeniu policji. Na co dzień funkcjonują przecież w naszym społeczeństwie.

Kilkanaście metrów dalej odbyła się kontrmanifestacja z hasłem „Polak w Polsce gospodarzem”. Musimy tu być obiektywni: kontrmanifestantów było w sumie może dziesięciu. Zakładamy jednak, że większość Polaków reprezentujących te poglądy była pod Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie w tych samych godzinach odbywała się manifestacja w obronie tej instytucji. Na marginesie gratulujemy wyobraźni władzom miasta stołecznego Warszawy z prezydentem Rafałem Trzaskowskim na czele.

Tolerancja organizatorów skończyła się na koszulce z orłem
W trakcie protestu do naszych reporterów podeszła jedna z organizatorek, która chciała nas wylegitymować, a następnie kazała nam się wynosić ze zgromadzenia. Jako powód podała koszulkę z orłem i napisem „Nasza Polska”, która, jak stwierdziła, jej się nie spodobała.
Oczywiście nie daliśmy się zastraszyć i wyprosić, bo najzwyczajniej jesteśmy u siebie.
Na transparentach organizatorów stała tolerancja i otwartość na wszystkich, którzy przyjeżdżają do Polski. Z naszych obserwacji wynika, że ta otwartość obejmuje każdego migranta, ale już nie Polaka z orłem na piersi. Hasło „wszyscy mile widziani” okazało się mieć wyjątek, a wyjątkiem byliśmy my, Polacy.
Niezłomne stanowisko naszej redakcji: kto naprawdę napędza ten konflikt?
Jako redakcja o profilu konserwatywnym musimy w tym miejscu wyraźnie podkreślić jedną rzecz, w której zgadzamy się z organizatorami. Rosja jest i pozostanie naszym największym oraz jedynym strategicznym wrogiem. W tej kwestii nie ma i nigdy nie będzie z naszej strony żadnych kompromisów. Zawsze staliśmy i będziemy stać na straży polskiej racji stanu i bezpieczeństwa.
Doskonale zdajemy sobie sprawę, że w przestrzeni internetowej trwa zorganizowana, potężna kampania dezinformacyjna sterowana z Kremla, na którą wydawane są miliony dolarów. Jej celem jest narzucenie prymitywnej narracji: „Ukrainiec to wróg, a Rosja to przyjaciel”. Tę hybrydową agresję w sieci dostrzegamy, także na naszym profilu, potępiamy i uważamy za realne zagrożenie, ponieważ ma ona na celu zmanipulowanie części polskiego społeczeństwa.
Brzydzimy się także politykami, którzy na wywoływaniu nienawiści do Ukrainy i miłości do Rosji próbują zbić polityczny kapitał.
Zastanawia nas jednak co innego: na ile takie wydarzenia, jakie zorganizowano pod pomnikiem Kopernika, zamiast wyciszać emocje, nie wpisują się w tę samą spiralę? Polacy pokazali wielokrotnie ogromne serce i solidarność, a kreowanie wizerunku naszego kraju jako miejsca rzekomo opanowanego przez rasizm i ksenofobię służy wyłącznie tym, którzy chcą Polaków skłócić. Robienie politycznego spektaklu z udziałem środowisk skrajnych i przebierańców z pewnością nie służy budowaniu realnego porozumienia ani bezpieczeństwa.




