Do 3 lat więzienia grozi za nakłanianie innej osoby do zażycia narkotyku na podstawie art. 58 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, a gdy sprawca działa dla korzyści majątkowej lub osobistej, art. 59 ust. 1 przewiduje od roku do 10 lat. O takie zachowanie, a także o przemoc fizyczną, poniżanie i nagrania z życia intymnego, oskarżają posła Koalicji Obywatelskiej i byłego wiceministra rolnictwa Michała Kołodziejczaka jego dwie byłe współpracownice w reportażu Moniki Krześniak, opublikowanym 9 października 2026 r. przez Kanał Zero. Kołodziejczak odrzuca zarzuty i nazywa je pomówieniami. W Sejmie wrze, a prawdziwym sprawdzianem dla mediów i polityków będzie to, czy tym razem nie zastosują podwójnych standardów.
Kołodziejczak miał namawiać kobietę do kokainy. „Michał, ja umieram”
Dwie kobiety, które w przeszłości współpracowały z liderem Agrounii, zdecydowały się przerwać milczenie. Jedna z nich była z Kołodziejczakiem w bliskiej relacji. Według jej relacji polityk początkowo okazywał troskę i mówił o wspólnej przyszłości, a z czasem zaczął wpadać w złość, wyzywać ją i stwarzać sytuacje, w których czuła się zagrożona.
Kobieta opisuje spotkanie, podczas którego poseł miał sam wziąć dużą porcję proszku i wielokrotnie namawiać ją, żeby zrobiła to samo:
Wyjął narkotyki. Mówił, że to jest kokaina.
Była partnerka Michała Kołodziejczaka, reportaż Moniki Krześniak, Kanał Zero, 9 października 2026
Odmawiała kilka razy, w końcu uległa. Po zażyciu źle się poczuła i bała się, że umrze:
Ja, leżąc na podłodze, myślałam, że umieram. Mówię: Michał, ja umieram.
Była partnerka Michała Kołodziejczaka, reportaż Moniki Krześniak, Kanał Zero, 9 października 2026
Kołodziejczak miał odpowiedzieć, że nic jej nie będzie i powinna zwymiotować. Podobna sytuacja miała się powtórzyć kilka tygodni później. Rozmówczyni sama zastrzega, że nie potrafi potwierdzić, czy była to kokaina. Druga z kobiet mówi, że widziała, jak poseł zażywał narkotyki, i podaje to jako jeden z powodów swojego odejścia z Agrounii.
Przerażające nagrania: PTSD, narkotyki i propozycja 30 tys. zł
W reportażu pokazano dwa nagrania rozmów telefonicznych z posłem. W pierwszym była współpracownica wyrzuca mu, że wielokrotnie proponował jej narkotyki mimo odmów:
Wiesz, co jest, k*a, przerażające? Jak proponowałeś mi narkotyki. Dziesięć razy mówiłam Ci, że nie chcę. Skończyłam przez ciebie na psychotropach. Mam zdiagnozowane PTSD.
Była współpracownica Michała Kołodziejczaka, nagranie rozmowy telefonicznej z posłem, reportaż Moniki Krześniak, Kanał Zero, 9 października 2026
Kołodziejczak odpowiada roztrzęsionym głosem:
Mam sobie głowę odciąć? Co ja mam zrobić?
Michał Kołodziejczak, nagranie rozmowy telefonicznej, reportaż Moniki Krześniak, Kanał Zero, 9 października 2026
W tej samej rozmowie poseł mówi o sobie, że nie chce być złym człowiekiem, i dodaje, że oczywiście nim jest.
W drugim nagraniu pojawia się wątek nagrań o charakterze seksualnym. Kobieta przypomina posłowi, że powiedział jej o posiadaniu nagrań scen seksu z jej udziałem. Kołodziejczak pyta, czego od niego chce, i proponuje jej pieniądze: 10, 20 lub 30 tys. zł, zapowiadając, że rano będzie w Trójmieście. Nagrania nie rozstrzygają, czy takie materiały istnieją.
Uderzenie, rzucona puszka i nóż. „Gdybym chciał, to bym trafił”
Pierwsza z kobiet twierdzi, że Kołodziejczak ją uderzył, a potem przekonywał, że stało się to przypadkiem, i tłumaczył swoje zachowanie „psychozą”. Druga pracowała z politykiem w Agrounii i opisuje sytuację z nożem:
Była sytuacja, że wstał i rzucił obok mnie puszką. Powiedziałam mu, żeby we mnie nie rzucał, bo to jakaś patologia. On wziął nóż i powiedział: „gdybym chciał, to bym trafił”.
Była współpracownica Michała Kołodziejczaka, reportaż Moniki Krześniak, Kanał Zero, 9 października 2026
Według jej relacji szef porównywał ją do niewolnika, bo płacił jej tyle, żeby starczyło na miesiąc życia, ale nie na odejście z pracy. Miał też wyzywać ją wulgarnie i żądać pracy w Wigilię. Kobieta dodaje, że jeden ze współpracowników posła groził jej śmiercią, a sprawa zakończyła się dla niego wyrokiem grzywny.
Kołodziejczak odrzuca zarzuty i nazywa je pomówieniami
Monika Krześniak próbowała skonfrontować relacje kobiet z posłem, którego spotkała w Sejmie. Kołodziejczak nie zgodził się rozmawiać o szczegółach i określił oskarżenia jako pomówienia. Do publikacji tego tekstu poseł nie odniósł się publicznie do treści nagrań rozmów telefonicznych.
Kołodziejczak jest posłem X kadencji, wybranym z list Koalicji Obywatelskiej, wcześniej był wiceministrem rolnictwa i założycielem Agrounii. Żaden z dostępnych materiałów nie wskazuje, by w tej sprawie wszczęto postępowanie albo by poseł usłyszał zarzuty. Jako parlamentarzysta korzysta z immunitetu, więc ewentualne pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej wymagałoby zgody Sejmu.
Sejm w szoku. Posłowie: „potwór”, czas na prokuraturę
Po emisji reportażu Krześniak zebrała w Sejmie komentarze parlamentarzystów. Najostrzej sprawę ocenił poseł Rozwoju Plus:
Dla mnie ten reportaż był chyba najbardziej bulwersującym, jaki kiedykolwiek oglądałem, dotyczącym polskich polityków. Nie pamiętam takiego materiału, który pokazywałby polskiego parlamentarzystę jako, najprawdopodobniej, potwora. Noga tego człowieka nie powinna więcej stanąć w parlamencie.
Piotr Uściński, poseł Rozwoju Plus, wypowiedź w Sejmie, 9 października 2026
Michał Wawer z Konfederacji wskazał prokuraturę jako właściwy organ i przypomniał, że przy twardych dowodach przestępstwa składa się wniosek o uchylenie immunitetu. Zażądał też reakcji macierzystego klubu Kołodziejczaka, czyli Koalicji Obywatelskiej. Anna Maria Żukowska, wiceprzewodnicząca Lewicy, powiedziała, że kobiety powinny złożyć zawiadomienie, a po potwierdzeniu zarzutów konsekwencje prawne i polityczne powinny być pełne. Szymon Hołownia chce najpierw usłyszeć wersję posła i skierowania sprawy do prokuratury albo do Komisji Etyki Poselskiej. Niezrzeszony Marcin Józefaciuk zapowiedział, że nikogo nie będzie bronił i nie ma zgody na jakąkolwiek przemoc.
Test na hipokryzję. Za słowo „kurtyzana” koalicja żądała kary
7 października 2026 r. przed wejściem do Sejmu poseł Konfederacji Konrad Berkowicz odpowiedział dziennikarce TVP Justynie Dobrosz-Oracz, że rozmawia z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami. O tym, jak poseł nazwał dziennikarkę TVP „kurtyzaną”, pisaliśmy dzień później. Reakcja rządu przyszła w ciągu kilku godzin. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński mówił o „chamstwie do kwadratu”, rzecznik rządu Adam Szłapka nazwał Berkowicza chamem, a minister edukacji Barbara Nowacka oceniła jego zachowanie jako dno. Posłowie Koalicji Obywatelskiej Paweł Bliźniuk i Maciej Tomczykiewicz zapowiedzieli wniosek do Komisji Etyki Poselskiej, a Polska 2050 zarzuciła Konfederacji mizoginię.

Dwa dni później zarzuty padają wobec posła wybranego z list Koalicji Obywatelskiej i dotyczą sytuacji bez porównania poważniejszej. Według relacji byłych współpracownic chodzi o uderzenie, groźbę z nożem, wielokrotne namawianie do kokainy, po której jedna z kobiet bała się o życie, rozmowę o nagraniach intymnych zakończoną propozycją 30 tys. zł oraz zdiagnozowane PTSD.
Czy TVN, Polsat, Tomasz Lis i środowiska, które w sprawie Berkowicza mówiły o szacunku dla kobiet, wykażą się tą samą pryncypialnością? Czy zobaczymy wydania specjalne, stanowcze protesty artystów i żądania wyciągnięcia konsekwencji ze strony koalicyjnych partnerów? Jeśli sprawa zostanie zamieciona pod dywan, a reakcją okaże się milczenie albo relatywizowanie zarzutów wobec „swojego” polityka, będzie to dowód na podwójne standardy części polskich mediów i polityków. Wobec krzywdy, o której mówią kobiety, przynależność partyjna oskarżonego nie może być tarczą ochronną.



