Minister kultury Marta Cienkowska pojawiła się w roli modelki na wybiegu, prezentując kreację ukraińskiej projektantki na wydarzeniu, którego organizator dostał z jej resortu 148 193 zł. Minister zapewnia, że jej udział miał charakter pro bono. Krytycy nie pytają jednak o honorarium, tylko o to, czy szefowa resortu powinna być twarzą przedsięwzięcia finansowanego ze środków, którymi sama zarządza.
Co się wydarzyło na pokazie mody?
25 września w Instytucie Przemysłów Kreatywnych w Warszawie odbył się finał programu ReFashioned (2026) Fundacji Kraina. To program dla projektantów, krawców i artystów z doświadczeniem migracji – z Ukrainy i Białorusi, ale też z Polski.
Na wybiegu, w kreacji ukraińskiej projektantki Khrystyny Hlushko, wystąpiła sama minister kultury Marta Cienkowska. W opublikowanym oświadczeniu napisała, że jej celem było, aby znacznie więcej osób poznało nazwisko projektantki, która przed wyjazdem z Ukrainy pracowała w zawodzie, natomiast w Polsce musiała zaczynać od nowa. Dodała, że „czasem warto zdjąć polityczne okulary i dostrzec po prostu dobrą sprawę”. Pytanie więc, czy szefowa ministerstwa kultury powinna była w ogóle występować na evencie finansowanym przez podległą jej instytucję.
Ile pieniędzy dostała organizacja pokazu?
Fundacja Kraina otrzymała dofinansowanie w wysokości 148 193 zł na projekt „REFASHIONED 2026″. Środki te pochodziły z programu „Polska_Kreatywni: Moda”, za którym stoi Instytut Przemysłów Kreatywnych. Zauważmy, że to Instytut Przemysłów Kreatywnych jest instytucją podległą Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Dlaczego jednak opinia publiczna tak bacznie się przygląda wydatkom rządowym akurat na działania, w które jest zaangażowana Cienkowska? Chodzi bowiem o to, że w ostatnich miesiącach w przestrzeni publicznej zaczęło pojawiać się coraz więcej informacji, które rzucały długi cień wątpliwości na zasadność wydawanych pieniędzy na podmioty związane z jej środowiskiem.
Myśleliście, że miliony za spacery po lesie i dofinansowania ZUS dla „artystów” to wszystko, na co stać minister Cienkowską? Byliście w błędzie! Pani minister spełniła swoje marzenie i została modelką na wybiegu. Za darmo? Nie – z Twoich podatków! Organizatorem pokazu mody była Fundacja Kraina, która na edycję dostała 148 193 zł dofinansowania ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Mateusz Kurzejewski, wicerzecznik PiS, wpis na platformie X
Mateusz Kurzejewski w jednym wpisie złożył w jedną narrację dwie różne sprawy (więcej o tym piszemy w dalszej części tekstu).
Cienkowska na powyższe zarzuty odpowiedziała na X. Zapewniała, że jej udział w evencie modowym był nieodpłatny.
Jak zareagowali politycy?
Jako pierwszy głos zabrał sam Kurzejewski. Po jego wpisie sprawę skomentował europoseł KO Bartosz Arłukowicz, czyli polityk koalicji rządzącej. Z jego wpisu można jednak wywnioskować, że również nie kupuje tłumaczeń szefowej resortu kultury.
Świat staje na głowie. Ja pamiętam jeszcze takie czasy, kiedy to modelkom płacono za pokazy.
Bartosz Arłukowicz, europoseł KO, wpis na platformie X
Krzysztof Stanowski skomentował sprawę krótko: „Pani ministra wystąpiła jako modelka na pokazie organizowanym przez podmiot, który dostał 150 000 od pani ministry (jej ministerstwa)? Wszyscy zdrowi?”.
Poseł PiS Andrzej Śliwka ocenił, że Cienkowska „pomyliła ministerstwo z agencją modelek”. Natomiast wykorzystywanie dotowanych wydarzeń do ministerialnej autopromocji nazwał marnotrawstwem publicznych pieniędzy.
Do sprawy odniosła się też Konfederacja, która podsumowała udział minister w charakterze modelki, grant z jej resortu dla organizatora oraz promowanie ukraińskiej, nie polskiej, projektantki, słowami o „klice żerującej na budżecie”.
Skąd wziął się wątek „milionów za spacery po lesie”?
Przed rozpoczęciem kariery politycznej Cienkowska prowadziła firmę BFF Agency/BFF Consulting, która w latach 2021-2023 miała realizować dla Zarządu Zieleni m.st. Warszawy zlecenia o łącznej wartości ok. 1,67 mln zł. Z przeznaczonych na jej działania środków ok. 850 tys. zł zostało przeznaczone na kampanię promującą Wisłę, ok. 206 tys. zł na edukację przyrodniczą – warsztaty, wykłady i wspomniane „spacery dendrologiczne”, oraz ok. 98 tys. zł za akcję „Warszawa w kwiatach”. Ostatnią umowę podpisano w lipcu, a w grudniu tego samego roku Cienkowska została wiceministrem kultury. Spacery dendrologiczne były jednak tylko częścią większego, 206-tysięcznego kontraktu edukacyjnego, nie osobną, samodzielną umową.
Czym są proponowane „emerytury dla artystów”?
Ten sam resort, który dziś broni się argumentem, że „to był tylko pokaz”, od miesięcy buduje osobny system przywilejów dla twórców o niskich dochodach. Chodzi o rządowy projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny, przyjęty przez Radę Ministrów 26 maja 2026 r. Projekt nie przewiduje bezpośrednich wypłat gotówki, natomiast dopłata do ich składek miałaby trafiać z budżetu państwa do ZUS i NFZ. Dopłata nie idzie na konto twórcy. Przysługuje osobom, których średni przychód z 3 lat nie przekroczył ok. 68 tys. zł rocznie. O statusie „artysty zawodowego” decydowałaby specjalna komisja.
W tym miejscu należy się jednak zatrzymać i zadać sobie kilka pytań. Kto będzie zasiadał w tej komisji i jakie taka osoba powinna posiadać kompetencje, aby decydować o tym, komu przyznać taki status, a komu nie? Co więcej, ile będzie nas kosztowało zapłacenie takiej osobie za jej pracę w takim organie? Poza tym, czy osoba uważająca się za artystę nie jest zdolna do tego, aby podjąć inną pracę, która pozwoli jej lepiej zarabiać?
Przejdźmy teraz do kwestii danych, o których dziś już wiadomo nieco więcej. Szacuje się, że efekty pomysłów resortu kultury odnośnie programu wsparcia artystów mogą w ciągu 10 lat wygenerować koszt sięgający ok. 4,4 mld zł (ok. 440 mln zł rocznie). Natomiast liczbę beneficjentów szacuje się na ok. 34 tys. osób. Cienkowska argumentuje, że 69 proc. twórców zarabia poniżej średniej krajowej, 30 proc. poniżej minimalnej, a 15 proc. nie ma żadnego ubezpieczenia. No właśnie, czy jednak ktoś im odebrał prawo do podejmowania zawodów, które dają większe możliwości?
Dlaczego przypadek Jasia Kapeli budzi kontrowersje?
Stypendium Ministerstwa Kultury potrafi trafiać do osób, których „sztuka” budzi ogromne wątpliwości wśród opinii publicznej. Jednym z takich przykładów jest freak fighter Jaś Kapela, któremu stypendium przyznano jeszcze za Hanny Wróblewskiej. Cienkowska była wtedy wiceminister, a później publicznie broniła tej decyzji, argumentując, że wniosek oceniali eksperci, a ostateczna jakość tekstów to „kwestia gustu”.
Kapela otrzymał z MKiDN stypendium w wysokości 5 tys. zł brutto miesięcznie (łącznie 60 tys. zł) na teksty piosenek do musicalu – wniosek oceniono na 90 na 100 punktów. Stypendium dotyczyło musicalu o historii zakazu aborcji; publicznie pokazane utwory to satyra na Kościół i restrykcje, później także na VIP-SOR.
Sam Kapela był pytany w Kanale Zero o proponowaną ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Co ciekawe, przyznał, że sam z niej raczej nie skorzysta, bo większość jego dochodów nie pochodzi z działalności artystycznej. Mówił też, że „pani na kasie zarabia więcej” niż on po latach „pracy intelektualnej”, co spotkało się z szeroką krytyką jako przykład oderwania środowiska od realiów przeciętnych zarobków.
Kim jest malarka promowana przez ministrę?
Sprawa dopłat do emerytur spotkała się z mocno negatywnym odzewem, więc Cienkowska próbowała udowodnić wszystkim, że takie działania są faktycznie potrzebne. Gdy minister potrzebowała twarzy „przeciętnego artysty”, to wybrała malarkę na 1/8 etatu, ale efekt tego pomysłu okazał się odwrotny do zamierzonego. W ramach cyklu instagramowego „Ministra u artystów” Cienkowska odwiedziła pracownię malarki Gosi Bartosik, absolwentki Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, pracującej dodatkowo na 1/8 etatu w liceum plastycznym. Bartosik mówiła, że z samej sztuki nie da się utrzymać, a kupujący jej prace regularnie się targują.
Część komentatorów oceniła prace prezentowane w materiale jako kontrowersyjne i dalekie od tego, co kojarzy się z tradycyjnie rozumianą sztuką narodową. Sławomir Mentzen skomentował jeden z cykli malarki („Siłaczki”) wprost: „Minister Cienkowska długo szukała artystki. I znalazła autorkę tego dzieła. To jest ta wielka sztuka, której nie rozumiem? To autorce tego mam zapewnić emeryturę? Łapy precz od naszych pieniędzy i weźcie się do normalnej roboty! […]”.
Co łączy te wszystkie sprawy?
Pokaz mody, grant dla Fundacji Kraina, projekt ustawy o dopłatach do ZUS, obronione stypendium Kapeli i wizyta u Bartosik dotyczą w gruncie rzeczy tego samego środowiska. Wszystko skupia się wokół twórców i organizacji korzystających ze środków resortu, którym kieruje Cienkowska. Za każdym razem inna forma wsparcia: grant, stypendium, dopłata, promocja w mediach społecznościowych. Za każdym razem ta sama minister broni decyzji swojego resortu, także tych podjętych jeszcze przed jej nominacją. Podobnie było przy wcześniejszej sprawie patronatu MKiDN nad kampanią z udziałem twórczyni z OnlyFans.
Czy minister kultury może być twarzą projektu, który opłaca jej resort? Formalnie tak, ale pod warunkiem, że bierze w tym udział bez pobierania wynagrodzenia. Politycznie pytanie wraca jednak przy każdej kolejnej sprawie: grant, stypendium, dopłata do ZUS. Za każdym razem beneficjentem jest to samo środowisko.





