Zakapował matkę “Inki”. W III RP został patronem szkoły…

8 min. czytania

Redakcja

28 kwietnia 2013 r.

Aleksander Wołkowycki

8 min. czytania

Redakcja

28 kwietnia 2013 r.

W Polsce wciąż nie brakuje miejsc, w których pamięć historyczna została odwrócona na głowie. Bohaterowie bywają zapomniani, a ludzie związani z aparatem okupacyjnym lub komunistycznym nadal patronują ulicom, pomnikom i szkołom. Jednym z najbardziej bulwersujących przykładów jest sprawa Aleksandra Wołkowyckiego – człowieka, którego nazwisko pojawia się w kontekście współpracy z Gestapo i NKWD, a który do dziś funkcjonuje jako patron szkoły w Narewce.

Sprawa jest tym bardziej symboliczna, że Narewka to rodzinna miejscowość Danuty Siedzikówny „Inki”, legendarnej sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Według ustaleń historycznych to właśnie Wołkowycki miał wydać Gestapo jej matkę, Eugenię. Mimo to lokalnie nadal przedstawiany bywa jako zasłużony nauczyciel i organizator oświaty. Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz kuratorium odcinają się od odpowiedzialności, tłumacząc, że decyzja o patronie należy do społeczności szkolnej i samorządu.

Patron szkoły z ciemną kartą życiorysu

Chodzi o Aleksandra Wołkowyckiego, którego historią zajmowali się badacze IPN, a także internauci ze Stowarzyszenia Blogmedia24.pl. Z ustaleń wynika, że nie była to postać jedynie „kontrowersyjna” czy „niejednoznaczna”, jak chcieliby niektórzy. Wołkowycki miał współpracować z dwoma najbardziej zbrodniczymi aparatami represji XX wieku: Gestapo i NKWD.

17 maja 1945 roku zginął w Narewce od kuli oddziału majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Wyrok na niego miała wydać miejscowa komórka Armii Krajowej, a następnie zatwierdzić go Okręg na polecenie przełożonych. Po wojnie jednak, w realiach nowego systemu, Wołkowycki został przedstawiony jako zasłużony działacz oświatowy i ostatecznie stał się patronem szkoły.

Komuniści powierzyli mu wcześniej organizację szkolnictwa, a jego nazwisko wpisano w narrację o rozwoju białoruskiej edukacji na Podlasiu. Właśnie ta część biografii była przez lata eksponowana, podczas gdy informacje o współpracy z okupantami pozostawały przemilczane albo marginalizowane.

„Nasza Polska” próbowała ustalić, jak do sprawy odnoszą się Ministerstwo Edukacji Narodowej, Kuratorium Oświaty w Białymstoku oraz dyrekcja Szkoły Podstawowej w Narewce. Odpowiedzi instytucji pokazały jednak przede wszystkim jedno: nikt nie kwapi się do wzięcia odpowiedzialności.

MEN i kuratorium umywają ręce

Dyrekcja szkoły do momentu zamknięcia numeru nie odpowiedziała na pytania. Ministerstwo Edukacji Narodowej także nie zamierzało wchodzić w istotę sprawy. Resort stwierdził, że wybór patrona szkoły należy do społeczności szkolnej: uczniów, nauczycieli i rodziców. Ostateczną decyzję podejmuje natomiast rada gminy lub miasta w formie uchwały.

Innymi słowy: MEN nie widzi tu własnej roli. Jeśli szkoła nosi imię człowieka oskarżanego o współpracę z Gestapo i NKWD, ministerstwo odsyła pytających do lokalnej społeczności i radnych.

Podobnie zachowało się Kuratorium Oświaty w Białymstoku. Rzecznik podlaskiego kuratora oświaty Małgorzata Palanis tłumaczyła, że imię nadaje szkole organ prowadzący na wniosek rady szkoły albo wspólny wniosek rady pedagogicznej, rady rodziców i samorządu uczniowskiego. Kurator, jak podkreślała, nie ingeruje w autonomiczne decyzje podejmowane w szkole.

Dopiero po pytaniach pojawiła się zapowiedź, że z uwagi na emocje wywoływane przez patrona podlaski kurator zamierza zwrócić się do dyrektora szkoły i organu prowadzącego z prośbą o odniesienie się do sytuacji oraz poszukanie najlepszego rozwiązania. Trudno uznać to za zdecydowane działanie. Po latach kontrowersji kuratorium zapowiada jedynie, że będzie prosić o wyjaśnienia. Lepsze to niż nic, ale trudno nie odnieść wrażenia, że państwo w tej sprawie porusza się na palcach.

W Narewce patron nadal ma się dobrze

Najprostsza droga do zmiany patrona prowadziłaby przez samorząd i szkołę. Problem w tym, że lokalna społeczność nie wykazuje szczególnej determinacji, by sprawę zakończyć. Na stronie internetowej Zespołu Szkół w Narewce wciąż można było przeczytać, że Aleksander Wołkowycki był postacią mocno związaną ze szkołą i środowiskiem, a jego działalność miała polegać na szerzeniu oświaty i kultury w trudnych latach wojennych.

Według tej narracji patron miał wpajać dzieciom i młodzieży wiarę w siłę nauki, oświaty i kultury. Nie wspominano jednak dostatecznie wyraźnie o tym, że ta sama postać pojawia się w dokumentach i relacjach jako współpracownik okupacyjnych służb.

W Narewce znajduje się również ulica jego imienia, a także pomnik. Szczególnie bolesne jest to, że ta sama miejscowość jest miejscem dzieciństwa Danuty Siedzikówny „Inki”. To tutaj dorastała przyszła łączniczka „Łupaszki”. To stąd jej ojciec, Wacław Siedzik, został porwany i wywieziony na Syberię. To tutaj w 1943 roku jej matka, Eugenia, przeżyła dramat zakończony śmiercią z rąk Gestapo. Według ustaleń historycznych wydać ją miał właśnie Aleksander Wołkowycki.

Ten sam człowiek, który miał przyczynić się do tragedii rodziny „Inki”, nadal bywa przedstawiany dzieciom jako wzór.

Pamięć o „Ince” kontra legenda konfidenta

Nie wszyscy godzą się na taką wersję lokalnej pamięci. W 2011 roku, pod hasłem „Żołnierze Wyklęci – Pamiętamy”, odbył się I Rajd Motocyklowy organizowany przez Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Uczestnicy odwiedzili między innymi Narewkę, jako miejsce związane z dzieciństwem Danuty Siedzikówny.

To właśnie wtedy wielu z nich ze zdumieniem odkryło, kto jest tam honorowany. Prezes stowarzyszenia Wiktor Węgrzyn mówił wprost, że patronem miejscowego zespołu szkół jest człowiek, który miał być agentem i donosicielem, a także osobą odpowiedzialną za wydanie matki „Inki”.

Podobne słowa padały z ust Bogusława Łabędzkiego, ówczesnego katechety w szkole noszącej imię Wołkowyckiego, historyka i regionalisty. Łabędzki podkreślał, że patron był konfidentem okupacyjnych służb, współpracującym zarówno z NKWD, jak i Gestapo. Jego zdaniem fakt, że Wołkowycki był nauczycielem, nie może przesłaniać jego działalności.

Według Łabędzkiego w PRL stworzono z Wołkowyckiego obraz bohatera, bo był potrzebny ówczesnej władzy. Z jednej strony z „Inki” robiono zbrodniarkę, z drugiej – z człowieka oskarżanego o kolaborację uczyniono patrona i lokalny autorytet. Najbardziej niepokojące jest to, że ten porządek pamięci przetrwał do dziś.

„Dobry nauczyciel” czy współpracownik okupantów?

Mimo nagłośnienia sprawy część mieszkańców oraz obrońców dotychczasowego patrona nadal twierdzi, że temat nie jest jednoznaczny. W ich ocenie Wołkowycki był dobrym nauczycielem, organizował szkołę, uczył dzieci i wspierał rozwój białoruskiej kultury na Podlasiu. Występował także w kontekście działalności białoruskiego zespołu „Orlanie”, a wśród osób zaangażowanych w jego funkcjonowanie pojawia się nazwisko Wiery Wołkowyckiej.

Jeszcze kilka lat temu na stronie szkoły można było przeczytać, że wzmocnienie białoruskiego szkolnictwa na Białostocczyźnie w latach władzy radzieckiej 1939–1941 otworzyło Wołkowyckiemu możliwość powrotu do zawodu nauczyciela. Brzmiało to tak, jakby okupacja sowiecka była zwykłym etapem rozwoju oświaty, a nie czasem represji i zniewolenia.

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Anatol Radziwonik „Olech”

Ten fragment później usunięto. Patron jednak pozostał.

Dyrektor szkoły Maria Lewsza, odpowiadając w 2011 roku na pismo Stowarzyszenia Blogmedia24.pl, stwierdziła, że dotychczasowa opinia o Wołkowyckim w lokalnym środowisku jest pozytywna, a szkoła nie posiada wiarygodnych informacji o niegodnej działalności swojego patrona. Trudno jednak uznać, że w sytuacji istnienia dokumentów i ustaleń IPN można nadal zasłaniać się niewiedzą.

IPN mówi jasno, lokalne władze zwlekają

Po dwóch latach od nagłośnienia sprawy w Narewce nie nastąpił przełom. Kiedy TVP Gdańsk ponownie wróciła do tematu, dyrektor szkoły oświadczyła, że nie otrzymała żadnych formalnych informacji dotyczących zmiany patrona. Wskazywała przy tym, że znaczącą rolę odgrywają tu lokalna społeczność i rodzice uczniów.

Podobnie wypowiadał się wójt gminy Mikołaj Pawilcz, który zapowiadał, że problem trzeba będzie ponownie przeanalizować na sesji rady gminy i zobaczyć, jakie pojawią się wnioski. Brzmi to jednak bardziej jak odkładanie sprawy niż realna wola jej rozwiązania.

Tymczasem Instytut Pamięci Narodowej, powołany właśnie do badania takich spraw, wskazuje na zachowane źródła. Piotr Łapiński z białostockiego IPN przypominał, że Aleksander Wołkowycki został rozstrzelany po wkroczeniu do Narewki 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. W dokumentach podziemia określano go jako „organizatora komunistycznego”.

Historyk zwracał również uwagę na przekaz zebrany przez Bernarda Wiadernego, autora pracy magisterskiej, który w latach 80. rozmawiał w Narewce z rodziną Wołkowyckiego. Według tej relacji Wołkowycki miał zostać stracony, ponieważ wolał żyć w państwie białoruskim, a nie polskim.

To wszystko pokazuje, że sprawa patrona nie jest drobną lokalną kontrowersją. To spór o to, jaką historię przekazuje się dzieciom i kogo stawia się im za wzór.

Narewka nie jest wyjątkiem

Przypadek Narewki nie jest odosobniony. W III RP nadal można znaleźć ulice, szkoły i pomniki upamiętniające ludzi związanych z komunizmem, sowieckim aparatem władzy albo propagandą PRL. Przez lata w wielu miejscowościach funkcjonowały ulice imienia Karola Świerczewskiego „Waltera”, sowieckiego generała, uczestnika rewolucji bolszewickiej i wojny przeciw Polsce w 1920 roku.

W przestrzeni publicznej wciąż odnaleźć można także pomniki Armii Czerwonej, często pielęgnowane przez samorządy i państwowe instytucje. Zdarzały się nawet próby stawiania nowych upamiętnień bolszewikom, jak w Ossowie. Problem dotyczy również szkół.

Przykładem może być Zespół Szkół Zawodowych nr 3 w Skierniewicach, który nosił imię Wincentego Rzymowskiego. IPN opisywał go jako przedwojennego pisarza i publicystę, który po 1944 roku stał się prokomunistycznym działaczem politycznym, wysokim funkcjonariuszem państwowym i jednym z propagandowych filarów systemu stalinowskiego w Polsce.

W tym przypadku podjęto decyzję, że patron ma się zmienić. Pojawiły się kandydatury Wisławy Szymborskiej oraz kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dyrektor szkoły oceniał, że większe szanse ma Szymborska. I tu również historia dopisuje gorzki komentarz, bo ta sama poetka pisała w młodości propagandowe utwory ku czci Lenina, Stalina i partii komunistycznej.

PRL-bis w szkolnych patronach

Sprawa Aleksandra Wołkowyckiego jest więc czymś więcej niż lokalnym sporem o tabliczkę na budynku szkoły. To przykład szerszego problemu III RP: ciągłości symbolicznej z PRL, niechęci do jednoznacznego rozliczenia komunistycznych mitów i gotowości do usprawiedliwiania ludzi, którzy stali po stronie okupantów lub systemu zniewolenia.

W normalnym państwie szkoła powinna uczyć prawdy, a jej patron powinien być postacią, którą można stawiać młodzieży za wzór. Jeśli patronem pozostaje człowiek oskarżany o współpracę z Gestapo i NKWD, to nie jest to już tylko błąd historyczny. To moralny skandal.

Narewka, rodzinna miejscowość „Inki”, powinna być miejscem szczególnej pamięci o polskim oporze, cierpieniu rodzin deportowanych i ofiarach niemieckiego oraz sowieckiego terroru. Tymczasem honoruje się tam człowieka, którego biografia prowadzi w stronę zupełnie przeciwną.

To właśnie jest dziedzictwo „grubej kreski” i płynnego przejścia z PRL do III RP. Zamiast jednoznacznego zerwania z kłamstwem, dostaliśmy kompromis z dawną narracją. Zamiast oczyszczenia przestrzeni publicznej, pozostawiono pomniki, ulice i patronów, którzy w wolnej Polsce nigdy nie powinni być honorowani.

Aleksander Wołkowycki jako patron szkoły nie jest wyjątkiem. Jest symbolem. Symbolem państwa, które wciąż nie potrafi zdecydować, czy bardziej chce czcić ofiary, czy usprawiedliwiać tych, którzy stali po stronie ich prześladowców.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Podpalenie stacji Starlink. Zatrzymano trzy osoby w Niemczech, w tle rosyjskie służby

Milionowe straty i przepłacone remonty – porażający audyt w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej

Pożegnanie pani Darii z Leszczydołu-Nowin. Ksiądz wspomniał o modlitwie za nożownika

Były żołnierz WOT Mateusz Ritter zatrzymany na oczach widzów. Żandarmeria wyważyła drzwi podczas transmisji na TikToku

Burmistrz Sanoka Tomasz Matuszewski zatrzymany przez CBA

Międzynarodowa grupa przestępcza rozbita – Polacy, Rosjanie i Ukrainiec aresztowani

Student z Ukrainy chciał zabić w „krwawy piątek”. Został aresztowany na 3 miesiące.

Balcerowicz: hejt na Ukrainę to podłość lub głupota. Nie można już pytać o UPA i rolnictwo?

Inne kategorie

Czytaj także