Socjalizm dorzyna Francję
Nowe podatki, walka z bogatymi i homopomysły prezydenta Francji nie przysporzą mu nowych zwolennikówFrançois Hollande jest mistrzem w utracie popularności. Niemal od dnia wygranych wyborów jego popularność spada. Najnowszy sondaż IPSOS pokazuje, że aż 60 proc. Francuzów negatywnie ocenia pierwsze cztery miesiące jego kadencji. Socjaliści dają popalić nie tylko osobom zamożnym, ale także zwykłym robotnikom. Robią to poprzez nakładanie podatków lub zabieranie ulg podatkowych. W sukurs socjalistycznemu prezydentowi przychodzi jednak większość liberalnych mediów we Francji. Utratę popularności przez Hollande’a tendencyjnie tłumaczy także Polska Agencja Prasowa (PAP), informując, że "Spadek popularności to skutek trudnych decyzji, jakie prezydent musi podejmować, by walczyć z wysokim bezrobociem i dużym deficytem budżetowym".
Podatki w górę
Dotąd wielu pracowników w wieku emerytalnym mogło korzystać z ulg podatkowych, które zabrał im socjalistyczny prezydent François Hollande. Nowa polityka podatkowa dotknęła więc głównie zwykłych robotników, o których w pierwszej kolejności dbać mieli rządzący obecnie socjaliści. Najgłośniej jednak rozbrzmiały w mediach zapowiedzi nowego "janosikowego", które obiecał Hollande podczas kampanii wyborczej. Mowa o podatku dla najbogatszych. Według prezydenta nowy 75-procentowy podatek miałby objąć od przyszłego roku ok. 2-3 tysięcy Francuzów. Ma on być nałożony tylko na dochody od zarobków, a nie na zyski od kapitału (jak dywidendy od akcji, zyski ze sprzedaży nieruchomości etc.). Socjalistyczny szef państwa podkreślił, że dodatkowe obciążenie fiskalne bogaczy jest konieczne, gdyż w czasach zapaści gospodarczej "ci, którzy mają więcej, muszą płacić więcej". Mamy więc kolejnego socjalistę, który udowadnia, że nie warto być przedsiębiorczym, bo każdy sukces gospodarczy obywatela zostanie złupiony przez państwo. Zapowiedzi Hollande’a spotkały się już ze spektakularnymi reakcjami francuskich milionerów. 8 września 2012 roku najbogatszy Francuz Bernard Arnault, stojący na czele grupy LVMH, do której należą takie luksusowe marki, jak Dior, Louis Vuitton, Hennessy czy Don Perignon poinformował, że wystąpił o przyznanie belgijskiego obywatelstwa. Francuska prawica za decyzję Arnault winą obarczyła politykę prowadzoną przez prezydenta. Niestety, kiedy podejmuje się decyzję o obciążeniu najlepiej zarabiających, aż tak wysokim podatkiem, to należy spodziewać się nieprzyjemnych konsekwencji. Zresztą uciekających z Francji przedsiębiorców z chęcią przyjmą inne państwa. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron powiedział, że rozłoży czerwony dywan przed każdym bussinesmanem szukającym dróg ucieczki przed wysokimi podatkami we Francji. Wypowiedź ta wywołała oburzenie wśród francuskich polityków lewicy, ale doskonale oddaje sedno problemu, przed jakim stoi prezydent Hollande. Każda normalna firma chce zarabiać jak najwięcej i rozwijać swoją działalność, a nie dzielić się ponad miarę swoimi zyskami z państwem francuskim, które kolosalne sumy rokrocznie przeznacza na bardzo hojny system zabezpieczeń społecznych, z których nota bene w sposób szczególny korzystają imigranci.
Dzieci dla homoseksualistów
W sferze moralnej Hollande proponuje Francuzom jeszcze większe uwypuklenie rozdziału Kościoła od państwa. To jednak nikogo nie dziwi. Również planowana ustawa na rzecz całkowitej legalizacji "małżeństw" jednopłciowych nie spotyka się już we Francji z widoczną krytyką. Instytut badania opinii publicznej BVA opublikował w styczniu ankietę, według której 63 procent Francuzów jest za wprowadzeniem prawa zawierania "małżeństw" homoseksualnych par. Nota bene w kraju nad Sekwaną od 1999 r. funkcjonuje już PACS (Obywatelska Umowa Solidarności), która umożliwia rejestrację związków nieformalnych między dwojgiem ludzi bez względu na płeć. Do tej pory jednak francuskie prawo nie zezwalało na adopcję dzieci przez homoseksualistów, a to właśnie jeden z postulatów wyborczych François Hollande'a. Ta zapowiedź jednak nie spotyka się już z podobną akceptacją jak same "małżeństwa" homoseksualistów. Na ulicach wielu miast Francji trwa kampania uświadamiająca kwestię zagrożeń wynikających z homoadopcji. Rządowy projekt zalegalizowania małżeństw homoseksualnych rozpatrywany będzie we Francji 24 października. Obecnie władze nie chcą się zgodzić na przeprowadzenie referendum w tej sprawie. W ostatnich dniach głos w tej sprawie bardzo stanowczo zabrali francuscy biskupi katoliccy. Biskup Tulonu Dominique Rey wezwał do przeprowadzenia w tej sprawie narodowego referendum. Podkreślił, że Francuzi mają prawo do wiarygodnej debaty w sprawie przyszłości małżeństwa, a ulegający homoseksualnemu lobby rząd nie jest jej w stanie zagwarantować. Prawdziwą burzę wywołały też słowa kard. Philippe’a Barbarina, który jednoznacznie oświadczył, że wprowadzenie tzw. małżeństw homoseksualnych to prosta droga do legalizacji poligamii i kazirodztwa. Po spotkaniu z ministrem spraw wewnętrznych arcybiskup Lyonu stwierdził, że rządowe plany oznaczają niszczenie społeczeństwa i pociągną za sobą wiele negatywnych konsekwencji.
***
Tym samym gospodarka (głównie podatki) oraz etyka (zwłaszcza kwestia adopcji dzieci przez homoseksualistów) zdominowały francuskie życie polityczne. To wszystko nie wróży wzrostu popularności socjalistycznego prezydenta. Zresztą inne jego postulaty (prawo głosu w wyborach terytorialnych dla obcokrajowców nieposiadających obywatelstwa francuskiego, wprowadzenie w szkołach przymusowego przedmiotu o nazwie "moralność laicka" itd.) również przysporzą mu więcej przeciwników niż zwolenników. Tymczasem zegar gospodarczy tyka i jasno pokazuje, że wzrostu gospodarczego w roku 2013 nie będzie. Sam Hollande przyznał, że w przyszłym roku PKB zwiększy się jedynie o 0,8 proc., a nie o 1,2 proc. jak prognozowano wcześniej. W wywiadzie dla telewizji TF1 prezydent Francji powiedział, że zaplanowany na przyszły rok budżet będzie najtrudniejszy w ciągu ostatnich 30 lat. Hollande dodał również, że dla zmniejszenia deficytu budżetowego do 3 proc. w 2013 roku potrzeba 30 miliardów euro. Środki te francuski rząd zamierza uzyskać dzięki podniesieniu podatków... A więc mamy masę analogii do "cudownej" polityki Donalda Tuska. Za jego rządów wszystkie wskaźniki gospodarcze dołują, a Tusk, który, idąc do wyborów, mówił o obniżeniu podatków, nie robi nic innego, jak wciąż je podwyższa. Tak rządzi Europą lewica i liberałowie.
Robert Wit Wyrostkiewicz
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 40 (883) z 3 października 2012 r.