Piątek, Październik 12, 2012
   
Rozmiar czcionki

Szukaj w Naszej Polsce

Trzy lata więzienia dla ubeka Kędziory

Pod koniec czerwca Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzył apelację krwawego "oficera" śledczego MBP Jerzego Kędziory od skazującego wyroku sądu I instancji. Jego obrońca domagał się uniewinnienia. Uzasadniał to m.in. tym, że stan wiedzy o czasach stalinowskich ciągle rośnie (?) i należy krytycznie podejść do tych spraw, czego nie zrobił sąd rejonowy. W końcu tym, że jego klient opiekuje się chorą żoną i "przez większość życia żył zgodnie z prawem". Sąd oddalił odwołanie ubeka.

Dzięki staraniom Instytutu Pamięci Narodowej i Wacława Sikorskiego, po trwającym ponad rok procesie, 16 stycznia 2012 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny skazał krwawego ubeka Jerzego Kędziorę na 4 lata więzienia. Uznał tym samym – jak chciał pion śledczy IPN – że w 1948 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad Władysławem Jedlińskim i Wacławem Sikorskim, więźniami politycznymi okresu stalinowskiego. Jedliński był oficerem wywiadu AK, a po wojnie kierownikiem sieci informacyjnej IV Zarządu Głównego WiN. Kędziora maltretował również w śledztwie żonę Jedlińskiego – Henrykę, skazaną na 15 lat więzienia, i innych członków rodziny, w tym siostrzeńca – Wacława Sikorskiego, AK-owca, który na rozprawę przeciw Jedlińskiemu został przetransportowany z Rawicza.

Sąd potwierdził, że polegało to na ich wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchaniach, biciu gumą i żelazem owiniętym w ręcznik, przypalaniu włosów, skuwaniu na noc kajdankami, zamykaniu w karcerze, nakazywaniu wykonywania przysiadów, przyciskaniu głowy do ściany, kopaniu, ubliżaniu i grożeniu - w celu zmuszenia ich do przyznania się do rzekomego szpiegostwa.

Sędzia uzasadniała: - Nie ulega wątpliwości, że jest to zbrodnia komunistyczna i zbrodnia przeciwko ludzkości, o czym świadczy bezspornie postanowienie Sądu Najwyższego z 4 grudnia 2001 roku.
Podczas rozprawy apelacynej Kędziora kłamliwie powtarzał, że żadnych niewłaściwych czynów wobec Wacława Sikorskiego ani Władysława Jedlińskiego nie popełnił. Podkreślał swoją walkę w “ruchu oporu AL i GL”, późniejszą pracę inżyniera i społecznika. Potępił “stalinowski reżim ZSRR i jego biurokrację”, twierdząc, że w 1956 r. skazano go jako “kozła ofiarnego” w ramach walki komunistów o władzę.
Z kolei oskarżyciel IPN argumentował, że organy bezpieki stosowały terror na masową skalę, a Kędziora nie był nieświadomym uczestnikiem tamtej machiny zbrodni, tylko starszym oficerem centrali MBP. Sprawa Jedlińskiego i Sikorskiego nie była przypadkową, pierwszą w jego karierze, ale kolejną. Jego winę potwierdzają nie tylko zeznania torturowanych przez niego więźniów, ale ogromny materiał dowodowy. Ponadto, żaden ówczesny przepis nie dawał prawa do bicia. Twierdzenia o przedawnieniu zakwestionował sąd, wydając po 1989 r. wyrok na Adama Humera i jego kolegów z bezpieki.

Reprezentująca Wacława Sikorskiego mecenas Izabela Skorupka dodawała: - Nawet jeśli Kędziora został już kiedyś skazany, nie można na tym poprzestawać, gdy pojawiają się nowe dowody winy. Sprawa Humera pokazała, że nie ma przedawnienia dla takich zbrodni. Kędziora sam przyznawał, że bił tych ludzi. Mecenas Skorupka przypominała słowa Wacława Sikorskiego:

"Kiedy odmawiałem podpisywania zeznań, mój śledczy, który był ubrany po cywilnemu zwrócił się do strażnika: »Poproście kapitana Kędziorę«. Do pokoju wszedł człowiek w mundurze, w oficerkach. Miał w ręku jakiś drąg (potem przynosił coś gumowego). Spytał mnie: »Taki, nie taki, job twoju mać, podpiszesz?«. »Nie podpiszę«. Próbowałem mu wytłumaczyć, że jestem niewinny, że jako oficer miałem dobrą opinię. A on na to: »Każdy szpieg ma dobrą opinię«.

Cały czas siedziałem na sedesie. W końcu Kędziora podszedł do mnie i znów spytał: »Podpiszesz?«. Ja na to, że nie. Wtedy zaczął mnie kopać w lewy pośladek. Nie wiedziałem, o co chodzi. Po iluś kopnięciach chyba się zdenerwował: »Nie widzisz, o co cię proszę?«. »Przecież pan mnie o nic nie prosił«. »Posuń się« - rozkazał, co oznaczało, że mam przesunąć się na krawędź miski klozetowej. Jeszcze kopnął mnie parę razy. Prawą nogę postawił tam, gdzie wcześniej siedziałem. Pochylił się: »Podpiszesz, taka twoja mać?«. »Nie«. Otwartą ręką huknął mnie w lewe ucho. O, tu... - Wacław Sikorski pokazał sędzinie aparat przy uchu. »Do dziś słabo słyszę. To jest po panu Kędziorze«.

Kędziora kazał mi stanąć twarzą do ściany. »Jeszcze bliżej« - krzyczał. »Będziesz szatkował kapustę«. Kazał mi robić przysiady. Nie mogłem, bo stałem tuż przy ścianie, a on jeszcze dociskał mi do niej głowę. Jeszcze czymś uderzył mnie w plecy. Wtedy odezwał się śledczy, który cały czas siedział za stołem: »Ja będę uderzał palcami w stół, a ty w takt będziesz robił przysiady«. Nie byłem w stanie się podnieść i Kędziora zaczął kopać mnie po nerkach. Żądanie przysiadów i kopanie Kędziory powtórzyło się jeszcze parę razy. Wyszliśmy z pokoju przesłuchań. Kędziora sprowadzał mnie po schodach na dół, cały czas kopiąc. »W świątyni dumania wszystko sobie przypomnisz«. Trafiłem do karca. Tu przejął mnie starszy strażnik Szymański, który kazał mi się rozebrać, a potem czołgać przez niewielką szczelinę przy ziemi. Nagi znalazłem się na betonowej posadzce, w kałuży ludzkiego moczu.

Znów śledztwo. Znów przesłuchiwał ten po cywilnemu. Gdy odmawiałem podpisu, zjawiał się kapitan Kędziora. Dwa-trzy razy na jego polecenie znalazłem się w karcu. Po kilku takich »posiedzeniach« zacząłem podpisywać wszystko. Bałem się, że mnie zabiją. Ale zacząłem też straszyć Kędziorę: »Panie kapitanie, przecież będzie jakaś sprawa, ja w sądzie powiem, że pan mnie bił, kopał, znęcał się, wszystko odwołam«. Wtedy wpadł w jakiś trans, przesłuchiwał mnie coraz brutalniej. Kiedyś tak rąbnął mnie w tył głowy, że upadłem nosem na ścianę. Do dziś mam uszkodzoną przegrodę nosa. »Ty jesteś oficer? Ty jesteś ch.., a nie oficer. Na mnie w sądzie możesz mówić wszystko. Wyrok to ja tu piszę, a tam tylko ci odczytają. Nawet mogę ci powiedzieć, jaki będziesz miał wyrok«. »Za co?« - spytałem. »Za to, co ja napiszę. Masz KS«. »A co to?« - nie zrozumiałem. »Kara śmierci«”.

I faktycznie, w 1948 r. w kiblowym procesie (w celi, bez prokuratora i obrońcy) Sikorski został skazany na karę śmierci, ale Bierut ostatecznie zamienił ją na dożywocie. Gdy próbował złożyć skargę, usłyszał, że “szkaluje władze bezpieczeństwa”. W celi przebywał razem z mjr. “Zaporą”.

Teraz sąd oddalił odwołanie ubeka. Sędzia uzasadniała wyrok, mówiąc, że bezspornym jest, iż na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego dowiedziono, że oskarżony – jako funkcjonariusz MBP - wobec osób pozbawionych wolności stosował okrutne metody śledcze. Chciał tym samym doprowadzić do tego, aby przyznali się do wrogiej działalności wobec ówczesnego państwa polskiego. Oskarżony aprobował tym samym politykę totalitarnego państwa, które prześladowało przeciwników politycznych. A za takie państwo uznaje stalinowską Polskę społeczność międzynarodową i jej prawodawstwo. Zbrodnie tego państwa – zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu i należy je ścigać i karać.

Wiek oskarżonego i opieka nad chorą żoną nie są argumentami, które dają możliwość warunkowego zawieszenia kary. Sąd obniżył jednak karę z czterech do trzech lat więzienia. Orzeczenie jest prawomocne.
- Niech posiedzi choć trochę; ja w więzieniu za nic spędziłem 8 lat - mówił Wacław Sikorski, ofiara Kędziory.

Sadysta Kędziora zapewne skorzysta jeszcze z możliwości kasacji do Sądu Najwyższego.

Tadeusz M. Płużański

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 29 (872) z 17 lipca 2012 r.

Logowanie