Za pół roku ludzie koalicji PO-PSL będą stanowili większość sędziów Trybunału
Konstytucyjnego
2 grudnia upływa 9-letnia kadencja aż czterech (spośród 15) sędziów Trybunału
Konstytucyjnego. Na zasłużone emerytury odchodzą: obecny prezes TK Bohdan
Zdziennicki, wiceprezes Marek Mazurkiewicz oraz profesorowie Marian Grzybowski i
Mirosław Wyrzykowski – wszyscy powołani do tego gremium z woli zwycięskiego SLD,
któremu przewodził Leszek Miller.
Lewica traci więc znaczące wpływy w Trybunale, choć jeszcze nie do końca: do
maja 2011 r. sędzią będzie jeszcze Ewa Łętowska (pierwsza rzecznik praw
obywatelskich w PRL i III RP), a do lipca 2012 r. – Adam Jamróz (były
wiceminister edukacji w rządzie Millera i senator SLD). W TK zasiada także
sześcioro sędziów wybranych przez koalicję PiS-Samoobrona-LPR: Maria
Gintowt-Jankowicz, Teresa Liszcz, Zbigniew Cieślak, Mirosław Granat, Wojciech
Hermeliński i Marek Kotlinowski. Ich kadencje dobiegną końca dopiero za 5 lat.
Pojawienie się tej szóstki nieco zmieniło polityczno-ideowe oblicze Trybunału,
który od początku III RP zdominowany był przez środowiska liberalne i lewicowe,
głównie związane z Unią Wolności. Ale od trzech lat Platforma Obywatelska (przy
pomocy PSL) na powrót zapełnia wakujące stanowiska w tym gremium prawnikami
związanymi z „salonem”, takimi jak prof. Andrzej Rzepliński (bliski doradca
Leona Kieresa w IPN) czy prof. Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz. Ta ostatnia
została wybrana wiosną br., zaraz potem, jak w wyniku nagonki „Gazety Wyborczej”
Platforma wycofała kandydaturę Kazimierza Barczyka, krakowskiego prawnika i
samorządowca, który jednak miał tego „pecha”, że zanim wstąpił do PO, był posłem
PC, RdR i AWS.
Więcej na ten temat w tekście: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?
Niezadowolona „Wyborcza”
Po tym doświadczeniu kierownictwo Platformy wolało wystawić kandydatów
bezpartyjnych, najlepiej z tytułami profesorskimi i takich, którzy mogą liczyć
na dobrą opinię tzw. środowisk prawniczych, od dłuższego czasu usilnie
domagających się wpływu na wybór sędziów TK. Takie warunki spełnia Piotr Tuleja,
profesor UJ, bliski współpracownik prof. Andrzeja Zolla. Nic dziwnego, że Zoll
wraz z dwoma innymi byłymi prezesami Trybunału – Markiem Safjanem i Jerzym
Stępniem – rekomendują teraz Tuleję, którego formalnie zgłosiła Platforma.
Zresztą Tuleja związany jest z Trybunałem od wielu lat – obecnie pracuje tam na
stanowisku dyrektora Zespołu Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków.
„Gazeta Wyborcza” orzekła już, że „w środowisku prawniczym ma wyśmienitą
opinię”.
Jednak dla pozostałych kandydatów PO „Wyborcza” nie ma już tak ciepłych słów.
Prof. Bogusławowi Banaszakowi z Uniwersytetu Wrocławskiego wypomina, że za
rządów PiS został szefem Rady Legislacyjnej przy premierze, a także – że był
doradcą rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, dla którego
przygotował opinię krytykującą unijną Kartę Praw Podstawowych jako dokument
zbędny i niejasny.
Z kolei o Stanisławie Rymarze, byłym prezesie Naczelnej Rady Adwokackiej w
latach 2001-2007, możemy się z „GW” dowiedzieć tylko tyle, że z prawem
konstytucyjnym nie miał dotąd do czynienia, a wystawienie go dziś do Trybunału
to dla niego ostatnia szansa, bo za pół roku skończy 70 lat, co jest dla
czynnych sędziów górną granicą wieku.
Sprawdź także: Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”
Z krytyką „Wyborczej” spotkał się także kandydat PSL, prof. Marek Zubik z
Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie szef Rady Legislacyjnej przy premierze, a
wcześniej zastępca rzecznika Kochanowskiego, dla którego opracował projekt
zaskarżenia do TK przepisów dopuszczających aborcję.
Charakterystyczne, że trzej kandydaci rządzącej koalicji zostali w „GW”
potraktowani prawie tak samo, jak prof. Krystyna Pawłowicz (znana z łamów „NP”),
zgłoszona przez PiS. Tyle że prof. Pawłowicz w obecnym układzie sił w Sejmie nie
ma szans na wybór, a kandydaci PO i PSL są niemal pewniakami.
Zaufani prawnicy Platformy
Ta reakcja najważniejszej gazety „salonu” wskazuje, iż kierownictwo Platformy
postanowiło oddać „środowiskom prawniczym” (oczywiście tym liberalnym,
anty-PiS-owskim, antylustracyjnym) tylko jedno miejsce spośród czterech
wakujących. Pozostałe zaś rozdzielono według mniej przejrzystych, choć też
dających się rozszyfrować kryteriów. Za kandydaturą wrocławianina prof.
Banaszaka bez wątpienia stoi marszałek Grzegorz Schetyna, który niepodzielnie
rządzi Dolnym Śląskiem i bez jego zgody nikt z tego regionu nie może liczyć na
państwowe awanse. Warto jednak przypomnieć, że – wbrew temu, co twierdzi „GW” –
związki Banaszaka z Platformą są znacznie dłuższe niż z PiS, skoro jeszcze przed
wyborami w 2005 r. był współautorem projektu zmian w konstytucji przedstawionego
przez Jana Rokitę.
Również mecenas Rymar od dawna cieszył się zaufaniem partii Tuska, która w 2007
r. rekomendowała go na funkcję wiceprzewodniczącego Trybunału Stanu. Nie od dziś
znana jest także bliska współpraca Stanisława Rymara z Romanem Giertychem: razem
bronią w wielu sprawach (m.in. dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego), Rymar był
też pełnomocnikiem prawnym LPR-owskiego prezesa telewizji Piotra Farfała. U
źródeł tej współpracy leży fakt, iż obaj pochodzą ze znanych rodzin endeckich –
dziadkowie zarówno Giertycha, jak i Rymara byli przed wojną znanymi działaczami
Stronnictwa Narodowego. Oczywiście nie tym kryterium kierują się dziś liderzy
PO, choć nie należy zapominać o przyjaźni łączącej Romana Giertycha z Radosławem
Sikorskim, o obronie rządów Farfała na Woronicza przez ministra skarbu
Aleksandra Grada, a także o bezceremonialnych atakach byłego wicepremiera na
Jarosława Kaczyńskiego, które służą tylko Platformie.
Trzecia izba parlamentu
Wszystko wskazuje na to, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu, pod koniec
listopada, trzej kandydaci PO i jeden PSL zostaną wybrani do Trybunału. Będzie
to oznaczało, że w tym gremium znajdzie się już sześciu nominatów Platformy, a
po kolejnej zmianie – w maju przyszłego roku – koalicja rządowa będzie
dysponowała ponad połową sędziów. Oczywiście członkowie TK są formalnie
niezależni, ich 9-letniej kadencji nikt nie może przerwać, a zatem żadne
dyrektywy partyjne nie muszą ich obowiązywać. Nie chodzi jednak o proste
sterowanie, lecz o wybór ludzi posiadających określone poglądy. Nie ma co bowiem
ukrywać, że Trybunał jest swego rodzaju trzecią izbą parlamentu, która ocenia
zgodność z konstytucją poszczególnych ustaw według własnych poglądów, a często
wręcz wydaje dyrektywy, jak powinny wyglądać „właściwe” ustawy (tak było np. w
przypadku ustawy lustracyjnej z 2007 r.).
Przeczytaj artykuł o tym, Rozwój Plus Morawieckiego ma klub parlamentarny. Rozłam w PiS
Dlatego istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że duża część rozstrzygnięć
Trybunału będzie zgodna z interesami obozu rządowego i w ogóle wielkomiejskiego
establishmentu, z którym związana jest większość sędziów. Mieliśmy już takie
wyroki, np. podważający możliwość taniego wykupu mieszkań spółdzielczych przez
ich lokatorów czy – ostatnio – nakazujący płacenie składki zdrowotnej przez
rolników. Widać więc wyraźnie, że w kwestiach społeczno-gospodarczych sędziowie
TK są bezwzględni tylko wobec uboższej części Polaków.
Ale jest i druga strona medalu. Niezadowolenie „Gazety Wyborczej” z powodu
kandydatów PO i PSL wynika głównie z tego, że – jak to ostatnio napisała
redaktor Ewa Siedlecka – „będziemy mieli Trybunał niemal całkiem konserwatywny”.
Oczywiście, „konserwatywny” dla pani Sieleckiej jest każdy, kto nie popiera
parytetów, legalizacji związków homoseksualnych i pełnej dostępności
refundowanego in vitro, należy więc ten przymiotnik traktować bardzo ostrożnie.
Tym niemniej po odejściu czterech SLD-owskich sędziów Trybunał z pewnością nie
zaakceptuje szalonych „nowości” obyczajowych czy rozstrzygnięć uderzających w
Kościół katolicki. Polskiej wersji „zapateryzmu” zatem szybko nie będzie. To
jedyna, choć mimo wszystko istotna korzyść, jaką Polska odniesie ze zmian w
Trybunale – i dlatego „Wyborczą” tak bardzo one bolą.
Paweł Siergiejczyk
Artykuł ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” Nr 45 (784) z 9 listopada 2010 r.



