Z Januszem Korwin-Mikke, prezesem Kongresu Nowej Prawicy, rozmawia redakcja Naszej Polski
– 5 października Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił waszą
skargę na działania Państwowej Komisji Wyborczej. Nowa Prawica nie wystawiła
więc ostatecznie swoich kandydatów do Sejmu w całej Polsce. Pan również nie
wystartował. Dlaczego, według Pana, do tego doszło? Ludzkie błędy czy realizacja
jakiejś strategii?
– Decyzja sądu była taka, że pomimo, iż prawnicy są przekonani o racji Nowej
Prawicy, to sąd może jedynie unieważnić wybory, ale nie może zmienić decyzji
PKW. To szokujące, bo nawet gdyby sąd miał pewność co do naszej racji, to i tak
nie może zmienić decyzji PKW, ale może unieważnić całe wybory! Okazuje się, że
PKW jest poza prawem! Dochodzi więc do absurdu, gdzie sąd, zamiast zająć się
jedną decyzją, czeka na wybory, żeby je później ewentualnie unieważnić. Tak
kuriozalnie wygląda ta sytuacja. To absurdalne rozumienie ustawy, sprzeczne
zresztą z Konstytucją, która mówi, że każda czynność administracyjna podlega
kontroli sądowej. Decyzja PKW była decyzją administracyjną, więc powinien zająć
się nią sąd administracyjny, który uznał jednak, że to nie jego kompetencja. Nie
wiemy teraz, jaki sąd jest właściwy do rozstrzygnięcia naszej skargi. No bo
jaki? Rodzinny? Ubezpieczeniowy? Sąd pracy? Sytuacja jest zatem zadziwiająca z
punktu widzenia prawa. Mamy niedoróbkę ustawową – to na pewno. Po drugie mamy
też do czynienia z interpretacją PKW, która, naszym zdaniem, jest niesłuszna,
ale o tym rozstrzygać będzie sąd i to dopiero po wyborach. Punkt trzeci to
działalność warszawskiej komisji wyborczej i jej biurokracji, która odrzuciła
Nowej Prawicy ponad 2500 głosów.
– Widzi Pan w tej sprawie jakieś drugie dno?
– Podejrzewam, że były to ludzkie, administracyjne błędy, które zagrały razem z
niedoróbkami prawnymi. W tym przypadku obserwować mogliśmy znowu głupotę
parlamentarzystów. W każdej ustawie Senat robi sto poprawek. Każda ustawa jest
wałkowana dość szczegółowo, a tak ważne akty prawne dalej zawierają absurdalne
zapisy, których konsekwencje są trudne do przewidzenia.
Sprawdź także: Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”
– A może chodzi o alternatywę, jaką chciała mieć PO, która widząc, że traci w
sondażach, zostawiła sobie furtkę do unieważnienia wyborów po ich przegraniu?
Zresztą już zapowiedział Pan złożenie wniosku do Sądu Najwyższego o
unieważnienie wyborów, więc furtka otwiera się na całego.
– Tak, ale działa to w dwie strony. Jeżeli wygra PO, to na tej samej zasadzie o
unieważnienie wyborów będzie się mogło starać PiS. Zależy, kto ma więcej
zwolenników w Sądzie Najwyższym…
Sprawdź także: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?
– A co ze skargą do OBWE?
– Byliśmy już w OBWE, która obiecała nam, że sprawą się zajmie i skonstruuje
stosowny raport. Oczywiście to nastąpi miesiąc albo dwa po wyborach. Nie wiem co
z tego wyniknie.
– Zapytam wprost: co sądzi Pan o polskim sądownictwie i jego poziomie?
– Naszym zdaniem sąd powinien anulować jedną głupią decyzję zamiast ewentualnie
później unieważnić całe wybory. Ale prawdą też jest, że sąd działał tutaj na
niedorobionym prawodawstwie, którego przecież sam nie tworzył.
Przeczytaj artykuł o tym, Rozwój Plus Morawieckiego ma klub parlamentarny. Rozłam w PiS
Wywiad w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 41 (832) z 12
października 2011 r.




