ZagranicaUSA/ Miesiąc po zniesieniu obowiązku noszenia masek, wielu Amerykanów nadal je nosi

Karol Kwiatkowski13 czerwca, 20218 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Miesiąc po tym, jak amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) ogłosiły, że zaszczepione osoby nie muszą już nosić masek w zamkniętych pomieszczeniach, wielu Amerykanów nadal je zakłada. W niektórych rejonach kraju robią to niemal wszyscy.

Przy wejściu do Walmart Supercenter, gigantycznego supermarketu w Manassas na przedmieściach Waszyngtonu, widnieje wyraźny komunikat: „W pełni zaszczepieni klienci nie są już zobowiązani do noszenia masek w tym sklepie”. Ale gdyby nie ten znak, trudno byłoby poznać, że w tej kwestii cokolwiek się zmieniło. Wewnątrz niezamaskowane twarze można policzyć na palcach jednej ręki – nie licząc dzieci, choć te również.

Ci, którzy wejdą bez maski, muszą się liczyć z podejrzliwymi spojrzeniami niektórych kupujących. Nie muszą natomiast martwić się, że ktoś poprosi ich o dowód zaszczepienia. Obowiązuje system oparty na zaufaniu.

Walmart, największa i jedna z najtańszych sieci supermarketów w Ameryce, nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Podobne widoki zamaskowanych tłumów można zobaczyć niemal w każdym lokalu, czy sklepie w całym regionie wokół stolicy USA. Na drzwiach części sklepów, a nawet restauracji, nadal można zobaczyć znaki kategorycznie nakazujące zakrycie nosa i twarzy.

„Ludzie tu są ostrożni, bo wiedzą jak groźny może być ten wirus. Mają też ograniczone zaufanie do CDC, bo przecież tyle razy zmieniały się te wytyczne. Zresztą kto wie, jak to jest z tymi szczepionkami i nowymi wariantami” – mówi PAP Anthony Kim, informatyk z Fairfax w północnej Wirginii. Jak przyznaje, sam też zakłada maskę wewnątrz, choć robi to bardziej po to, by nie niepokoić innych ludzi. Prosi go o to też jego pochodząca z Korei mama.

Tom, kierowca ciężarówki i jeden z nielicznych napotkanych niezamaskowanych klientów Walmarta, przyznaje że nie rozumie dlaczego wciąż maseczki są tak powszechne.

„Jeśli te szczepionki miałyby nas nie chronić, to po jaką cholerę się szczepiliśmy?” – pyta retorycznie. „Mówili nam, by +ufać nauce+, no więc ufam” – dodaje.

Mimo to, kiedy 13 maja CDC zmieniło wytyczne, decyzja wywołała w Ameryce niemałe kontrowersje. Część ekspertów potępiło ją jako zdecydowanie przedwczesną – w momencie jej ogłoszenia w pełni zaszczepionych było zaledwie 36 proc. Amerykanów. Jak argumentowali sceptycy tej decyzji, choć w teorii zmiana wytycznych dotyczyła jedynie zaszczepionych, już wtedy było jasne, że oznacza ona w praktyce całkowite zniesienie obowiązku noszenia masek. Efekt dezorientacji spotęgował fakt, że ledwie 2 tygodnie wcześniej ta sama instytucja ponowiła swoje wytyczne o całkowitym obowiązku noszenia maseczek w przestrzeniach publicznych.

Dlatego nie tylko eksperci byli sceptyczni; część władz stanowych zdecydowała się zignorować wytyczne instytucji. Tak było w Kalifornii, która wdroży je dopiero od 15 czerwca.

Dziś odsetek w pełni zaszczepionych dorosłych mieszkańców USA wynosi ok. 54 proc., lecz mimo spowolnienia kampanii szczepień dotychczasowe doświadczenia wskazują – przynajmniej na razie – że obawy były przesadne. Amerykanie nie porzucili masowo masek, a w ciągu ostatnich tygodni liczba nowych przypadków Covid-19 w USA nadal systematycznie spadała: o ile miesiąc temu w kraju notowano średnio ponad 33 tys. infekcji dziennie, dziś jest to 14 tys.

Jak zaznacza jednak w rozmowie z PAP Teresa, studentka z Uniwersytetu Alabamy, nie wszędzie panuje taka ostrożność.

„Tu jeszcze podczas pandemii ludzie zachowywali się, jakby wirusa nie było: i nic im nie groziło. W efekcie w pewnym momencie tylko na naszym kampusie mieliśmy kilka tysięcy przypadków zachorowań. Dlatego zmiana rekomendacji CDC niewiele tu zmieniła” – mówi. Jak zauważa, generalna zasada jest taka, że o ile w liberalnych dużych miastach i przedmieściach ludzie pozostali przy maskach, to w bardziej konserwatywnych rejonach jest z tym różnie.

Jak mówi Bryan Nickman, konsultant z San Diego w Kalifornii, poziom dyscypliny sanitarnej potrafi różnić się nawet w obrębie jednego miasta.

„Tak jest u nas, gdzie różnice między dzielnicami potrafią być jaskrawe. Nie chodzi tylko o różnice polityczno-klasowe, ale np. w bardziej +imprezowych+ obszarach miasta mało kto nosi maseczki” – mówi rozmówca PAP.

Wielu z rozmówców PAP spodziewa się jednak, że koniec ery maseczek nastąpi raczej wcześniej, niż później. Datą graniczną może być święto niepodległości 4 lipca, tradycyjnie obchodzone hucznie i tłumnie. To jednocześnie data, kiedy według ambicji administracji Bidena, zaszczepionych przynajmniej jedną dawką szczepionki ma zostać 70 proc. dorosłych Amerykanów.

„Po 4 lipca, wszystkie te maski znikną z twarzy, jestem tego pewny” – zapowiada Nick, działacz polityczny z Waszyngtonu.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

dwadzieścia − dziewiętnaście =