LiteraturaWywiadyWojciech Chmielarz: nie umiem napisać książki, gdzie nikt nikogo nie zabija

Karol Kwiatkowski14 maja, 202115 min

Nie umiem napisać książki, gdzie nikt nikogo nie zabija. To nie za dobrze o mnie świadczy jako o autorze. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się napisać coś, gdzie nikt nie popełnia żadnego przestępstwa – powiedział PAP Wojciech Chmielarz. Jego najnowszy kryminał „Wilkołak” ukaże się 19 maja.

PAP: 19 maja ukazuje się pańska książka „Wilkołak”, trzecia część serii o detektywie Dawidzie Wolskim. Towarzyszy mu prokurator Adam Górnik, ale to jest para niedoskonała…

Wojciech Chmielarz: O, to jest bardzo niedoskonała para! Dawid Wolski, jak na bohatera kryminałów, jest bardzo specyficzny. Blisko mu do antybohatera. Chociaż może lepiej o nim mówić jako o bohaterze niekompetentnym. Na swój użytek określam go mianem „najgorszego prywatnego detektywa w Polsce”, jeśli chodzi o umiejętności. Adam jest z kolei prokuratorem, ma kłopoty osobiste, w związku z tym jest w „ogólnym niebycie i rozpadzie”. I tych dwóch niedoskonałych bohaterów musi się zmierzyć z bardzo skomplikowaną sprawą.

To, czego nie można naszym bohaterom odmówić, to poświęcenie. Oni obaj są bardzo zdeterminowani, żeby dowiedzieć się, o co chodzi. Zrobią wszystko, żeby prawdę odkryć. To jest ten decydujący czynnik. Natomiast chciałbym przed czymś przestrzec. Gdy rozmawiamy o tej książce, brzmi to jak komedia. Nie chciałbym nikogo wprowadzić w błąd. To nie jest komedia. To jest mroczna, poważna książka.

PAP: „Wilkołak” jest trzecia częścią cyklu, po „Wampirze” i „Zombie”. Czy łatwiej się pisze serię, wracając do tych samych bohaterów?

W.Ch.: W przypadku kryminału cykl pisze się łatwiej. Kto jest bohaterem kryminału? Jakiś śledczy: policjant, prokurator, prywatny detektyw. Możemy wymyślać, ale zbiór osób, które prowadzą śledztwo, jest dosyć ograniczony. Jeśli przy każdej książce miałbym wymyślić nowego prywatnego detektywa, to byłoby trochę bez sensu. Ilu tych prywatnych detektywów, policjantów – żeby w dodatku się różnili – można wymyślić? Zdecydowanie, wolę mieć cały „ekosystem” bohatera, jego rodzinę, przyjaciół, przełożonych, jego środowiskom i to wykorzystywać w kolejnych tomach.

Pisząc trzeci, nie musiałem się zastanawiać, kim jest Dawid Wolski, wszystko to wziąłem już z poprzednich tomów. Trudność polega na tym, ze „Wilkołak” jest konkluzją, jest ostatnią częścią trylogii i wydaje mi się, że na tym moja przygoda z tymi bohaterami się skończy. W związku z tym musiałem wszystkie wątki, które pootwierałem w poprzednich książkach, pozamykać. Powiem, że w mojej metodzie twórczej jestem niefrasobliwy albo trochę lekceważący. Albo robię sobie świństwa – sam. Dlaczego Dawid nie lubi swojego ojca, dlaczego jest z nim w konflikcie? Jeśli jest adwokatem, to na pewno bronił kogoś, kogo Dawid nie lubił; okazuje się, że bronił zabójcy jego dziewczyny, ukochanej. Ale kim była ta ukochana, jak doszło do tego zabójstwa, czy zabójca jest winny czy niewinny? Pomyślałem: „a, wymyślę potem”. Gdy brałem się za pisanie „Wilkołaka”, wiedziałem, że teraz muszę te wątki zakończyć, wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodziło. Ale chyba udało się stworzyć fajną, zamkniętą całość, która opowiada kawałek życia naszych bohaterów.

PAP: Czyta się „Wilkołaka” dobrze, książka budzi emocje. Ale czy pan wiedział, do czego zmierza? Rozwiązanie, finał historii wcale nie jest oczywisty…

W.Ch.: Wiedziałem. W momencie, kiedy zacząłem książkę, nie mogłem już niczego wymyślać, tylko skupiłem się na pisaniu. Gdy zacząłem od cytatu z piosenki Korteza „Wracaj do domu”, wiedziałem, jak ta historia się skończy. Miałem w głowie tę ostatnią scenę, ostatnią rozmowę, wiedziałem, jak będzie brzmiało ostatnie słowo tej książki.

Kryminał to jest gatunek, w którym chcemy czytelnika zaskoczyć. Muszę umieć odwracać jego uwagę, podsuwać mu mylne tropy, kluczyć. Zatem muszę wiedzieć, do czego dążę. A jeśli chodzi o całą trylogię, rozpoczynając pisanie miałem pomysł na pierwsze dwa tomy, na „Wampira” i „Zombie”, mniej więcej wiedziałem też, o czym chce napisać w „Wilkołaku”. Niektóre pomysły z początku wydają się świetne, a potem, gdy mam je realizować, to się chwytam za głowę: co to za głupota. Mniej więcej to był ten przypadek. Im bliżej byłem „Wilkołaka”, tym bardziej widziałem, że ten pomysł jest nieodpowiedni, nieprawdziwy. W momencie, gdy sam nie wierzę, że takie rozwiązanie akcji jest możliwe, nie skłonię czytelników, by w to uwierzyli! Miałem moment paniki, choć wiedziałem, że rozwiązanie zagadki śmierci Igi, ukochanej Dawida Wolskiego, jest już w tych dwóch książkach. Po prostu muszę wykonać detektywistyczną pracę i to odkryć.

PAP: Dlaczego pan pisze kryminały? Za co pan lubi ten gatunek?

W.Ch.: Piszę kryminały dlatego, że nie umiem napisać książki, gdzie nikt nikogo nie zabija. To jest prawda i nie za dobrze o mnie świadczy jako o autorze. I naprawdę, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się napisać coś, gdzie nikt nie popełnia żadnego przestępstwa, ale, mówiąc poważnie, dla mnie przestępstwo, zabójstwo to jest katalizator, dopiero kiedy mam trupa, wiem, o czym pisać. Mam nadzieję, że to się zmieni, że będę mógł zaproponować czytelnikom jakąś inną, może bardziej zaskakującą historię, bez trupa.

Bardzo wierzę w literaturę rozrywkową. Uważam, że jest to brama, fundament czytelnictwa w ogóle. Bez dobrej literatury rozrywkowej nie powstanie literatura wysoka. Może inaczej: powstanie, ale nikt nie będzie jej czytał. Potrzebujemy takiej bramy – miejsca, od którego się zaczyna, gdzie się wyrabia nawyki czytelnicze. Bo nie da się czytać samej Tokarczuk, samego Płazy – potrzebujemy czegoś pomiędzy. I literatura gatunkowa to jest to coś „pomiędzy”, coś, co nas utrzymuje w nawyku czytania. Pozwala przekonać osobę nieczytającą do sięgnięcia po książkę, bo ona jest fajna. Bo książka może być konkurencją dla seriali albo gier komputerowych. Literatura gatunkowa ma do odegrania bardzo dużą rolę, głęboko w to wierzę.

Oprócz tego, ja również lubię czytać kryminały. Można coś przeżyć, wystraszyć się, zaciekawić. Ale są kryminały, które są czymś więcej. Myślę o „Topieli” Kuby Ćwieka, „Kwestii ceny” Zygmunta Miłoszewskiego, „Około północy” Mariusza Czubaja – z nowszych książek. Mariusz Czubaj opowiada przepiękną historię o Warszawie lat 60., o polskim jazzie, o jazzowym świecie. Zygmunt Miłoszewski w sensacyjnej fabule opowiada egzystencjalne kwestie związane z kryzysem klimatycznym. Kuba Ćwiek opowiada historię dorastania w latach 90., mówi, jak te lata na nas wpłynęły. Wszystko to w atrakcyjnej, kryminalnej fabule.

PAP: Powieść kryminalna może bardzo wiele powiedzieć o życiu.

W.Ch.: Zwróćmy uwagę na nurt, który kiedyś był w Polsce bardzo silny, teraz zszedł trochę na drugi plan, czyli retro kryminały. Dzięki nim uczyliśmy się opowiadać o naszej historii. Marek Krajewski opowiadał o niemieckiej historii Ziem Odzyskanych, historii, którą sami wypieraliśmy. Jestem z Gliwic, gdzie o tej wieloletniej historii niemieckiego, a wcześniej czeskiego miasta – Gliwice były polskim miastem przez ułamek swych dziejów – w ogóle się nie mówiło, to w ogóle nie istniało. Centralnym wydarzeniem w historii Gliwic, według tego, co nas uczono, był przejazd wojsk Sobieskiego, gdy szedł na Wiedeń. Marek Krajewski zaczął mówić: „patrzcie, tak to wyglądało przed wojną”. To były dumne, ważne niemieckie miasta. Był Marcin Wroński, który opowiadał o polskim Lublinie, o historii tego miasta i tamtych ziem, od początków odzyskania niepodległości do powojnia, odkrywał tę historię czytelnikom z całej Polski. Kryminał może więc opowiadać o historii miejsca, o współczesności, możemy przy tej lekturze zastanowić się, czego my, Polacy, się boimy, co jest dla nas ważne i jakie historie chcemy poznawać.

PAP: Na koniec naszej rozmowy o „Wilkołaku” proszę powiedzieć o innych wcieleniach tej książki…

W.Ch.: Na pewno możemy zdradzić coś, co już się wydarzyło – powstał świetny audioserial z Krzysztofem Zalewskim, Marcinem Bosakiem, Cezarym Pazurą, Agnieszką Żulewską, Aleksandrą Popławską w rolach głównych, słuchałem tego – to jest „wow”! Fantastycznie zagrane. A czy coś jeszcze się wydarzy? Szczerze mówiąc, nie wiem. Myślę, że to fajny materiał na serial. Gdyby trafił w ręce bardzo zdolnego scenarzysty, bo tam jest dużo roboty do wykonania, sam bym się tego nie podjął…

Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – laureat Nagrody Wielkiego Kalibru (2015) i Wielkiego Kalibru Czytelników (2019), ośmiokrotnie nominowany do tej nagrody. Autor cyklu powieści o komisarzu Jakubie Mortce – „Podpalacz” (2012),”Farma lalek” (2013), „Przejęcie” (2014), „Osiedle marzeń” (2016) – i cyklu gliwickiego – „Wampir” (2015) i „Zombie” (2017), postapokaliptycznej powieści „Królowa głodu” (2014) oraz thrillera psychologicznego „Żmijowisko” (2018), za który otrzymał nagrodę Złotego Pocisku i Grand Prix Warszawskiego Festiwalu Kryminalnego. Powieść została zekranizowana dla Canal+. Po niej ukazały się kolejne thrillery – „Rana” (2019) i „Wyrwa” (2020) oraz powieść sensacyjna „Prosta sprawa” (2020). Mieszka w Warszawie.

Rozmawiała: Dorota Kieras (PAP)

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

trzy × 5 =