Nasza Polska – internetowy magazyn informacyjny

USA/ W 2020 r. pół miliona nadprogramowych zgonów

epaselect epa08933144 The US national flag is seen flying at half-staff at the US Capitol in Washington, DC, USA, 12 January 2021. At least ten thousand troops of the National Guard will be deployed in Washington by the end of the week, with the possibility of five thousand more, to help secure the Capitol area ahead of more potentially violent unrest in the days leading up to the Inauguration ofUS President-elect Biden. Democrats are attempting to impeach incumbent US President Trump after he incited a mob of his supporters to riot on the US Capitol in an attempt to thwart Congress from certifying Biden's election victory. EPA/MICHAEL REYNOLDS Dostawca: PAP/EPA.

Zgodnie z oficjalnymi danymi na Covid-19 zmarło w 2020 roku około 345 tysięcy Amerykanów. Łącznie zgonów było w USA jednak pół miliona więcej niż w 2019 roku. „Washington Post” pisze, że jedynie część z nich można przypisać bezpośrednio Covid-19.

Zgodnie z danymi amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) w 2020 roku w Stanach Zjednoczonych zmarło około 3,4 mln osób. To liczba o pół miliona większa niż w 2019 roku. Równocześnie w ubiegłym roku Covid-19 był uznany za przyczynę śmierci nieco powyżej 345 tysięcy Amerykanów.

Przekraczającą 150 tysięcy rozbieżność między oficjalnym bilansem ofiar śmiertelnych epidemii a „dodatkowymi zgonami” publicystka Megan McArdle uznaje w swoim artykule na portalu „Washington Post” za szokującą. Przyznaje, że niektóre zgony spodowowane koronawirusem prawdopodobnie nie zostały zarejestrowane jako takie.

„Liczba zgonów z powodu udarów i chorób serca wzrosła podczas pandemii, podczas gdy liczba zgonów z powodu raka utrzymywała się na stałym poziomie. Udary i zawały serca są powikłaniami Covid-19, rak nie jest” – zauważa McArdle. Również 13 tysięcy „dodatkowych zgonów” z powodu cukrzycy publicystka wiąże z epidemią.

„Ale co z raportowanym wzrostem liczby ofiar śmiertelnych wypadków drogowych, z których większości prawdopodobnie nie spowodowali gorączkowi pacjenci rozbijający samochody w drodze na pogotowie? Bardziej prawdopodobnym winowajcą są większe prędkości i lekkomyślna jazda, którą nagle umożliwiły puste drogi” – spekuluje McArdle.

Między innymi dlatego „w niektórych przypadkach możemy nigdy nie wiedzieć, czy winić wirusa, czy naszą reakcję na niego”.

Dlatego też publicystka „Washington Post” sceptycznie podchodzi do obwiniania epidemii za wzrost w statystykach zabójstw w amerykańskich miastach. Spekuluje, że może to być spowodowane także pogorszeniem relacji niektórych społeczności z policją lub czynnikiem innym niż koronawirus.

McArdle odnotowuje, że wbrew obawom w trakcie epidemii spadł w USA odsetek samobójstw. To spowodowane może być jej zdaniem hojnymi zasiłkami dla bezrobotnych, które poprawiły sytuację finansową wielu osób mających problemy, by związać koniec z końcem. Przyczyną może być także „poczucie zbiorowej nędzy”. „Jeśli jesteś sam w domu, podczas gdy wszyscy spędzają czas towarzysko, czujesz się jak przegrany; jeśli wszyscy oglądają Netflix w domu, jesteś jednym z wielu” – zauważa publicystka.

Pod koniec artykułu McArdle ostrzega, że wywołane epidemią traumy mogą mieć początkowo nieuchwytne konsekwencje, które wyjdą jednak na wierzch po latach. I końcowo odbiją się w raportach na temat śmiertelności. (PAP)