Z deszczu pod rynnę

Maciej Eckardt20 stycznia, 20215 min

Joe Biden zostanie dzisiaj zaprzysiężony na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Po pierwszych przymiarkach personalnych widać wyraźnie, że formowana przez niego administracja skręci mocno w lewo. W sensie aksjologicznym nastąpi kontrkulturowa rekonkwista, która po czterech latach rządów Donalda Trumpa, zostanie przeprowadzana ze szczególną konsekwencją, by nie rzec mściwością.

Na pobitym Trumpie i jego najważniejszych współpracownikach dokonana zostanie iście rytualna zemsta, której efektem będą akty oskarżenia i ciągnące się w nieskończoność procesy sądowe. Nastąpi także próba pacyfikacji partii republikańskiej, by nie była ona w stanie wystawić za cztery lata kandydata, który mógłby odbierać Biały Dom demokratom, czyli amerykańskiej lewicy.

Stojące za Bidenem wpływowe środowiska mają na to szansę. Siła sprzęgniętych z demokratami najważniejszych amerykańskich mediów społecznościowych, branży IT, banków, świata kultury i biznesu, z pewnością zapewni nowemu prezydentowi niezbędną otulinę, która będzie wzmacniać go w sprawowaniu funkcji i przygotowywać grunt pod długie rządy demokratów.

O ile będziemy obserwować widowiskowy skręt Ameryki w lewo, o tyle główne cele polityki zagranicznej USA pozostaną niezmienne. Obecna administracja oraz firmujący ją prezydent, będą mniej widowiskowi od Donalda Trumpa, któremu trudno tutaj dorównać, lecz z pewnością bardziej od niego ekspansywni. Izolacjonizm amerykański, którym umiejętnie operował Trump, pójdzie do lamusa, gdyż zbyt mocno uderzał w interesy globalnych marek, na których oparł się Biden.

Demokracja, prawa mniejszości, prawa zwierząt, prawa imigrantów, klimatyzm (globalne ocieplenie) i ekologizm, walka z „dyktaturami” i budowa społeczeństw otwartych, będą znakami rozpoznawczymi prezydentury Bidena. Oparcie w nim znajdą wszelkie ruchy „prodemokratyczne”, a kiedy wymagać tego będzie szeroko rozumiany interes Stanów Zjednoczonych, także ruchy rewolucyjne. Biden toczyć będzie twardy bój o utrzymanie prymatu Ameryki w świecie, który coraz bardziej staje się wielowektorowy i którego środek ciężkości wyraźnie przesunął się w stronę Azji.

Dla Polski, będącej w dużej mierze uzależnioną od Stanów Zjednoczonych, oznacza to przykręcenie śruby nadzorczej. Bieżącemu oglądowi poddawane będzie respektowanie praw wszelkich mniejszości, co już i tak się zdarzało, niemniej obecny nacisk będzie w tym obszarze zdecydowanie silniejszy i bezceremonialny. Obok ważnego dla USA pakietu militarnego i surowcowego, przyspieszeniu ulegnie sprawa roszczeń dotyczących tzw. mienia bezspadkowego, na co wskazuje dobór kluczowych osób w administracji Bidena.

Dlatego zmiana na Kapitolu, to dla Prawa i Sprawiedliwości potężny cios. Budowany na Trumpie sojusz, który miał trwać na dwie kadencje, ulega właśnie dekompozycji. Nowy prezydent w sensie aksjologicznym – choć sam katolik – jest zaprzeczeniem linii ideowej PiS. Sojuszników szukać będzie zatem w polskiej opozycji, która radośnie powitała jego wybór. Temat praworządności i wolności, będzie z pewnością osią, na której oprze swój stosunek do naszego kraju. To oznacza spore kłopoty dla partii rządzącej.

Kto wie, czy z rozrzewnieniem nie będziemy za chwilę wspominać „starego poczciwego Trumpa”. Nie da się ukryć, że jako kraj, wpadliśmy właśnie z deszczu pod rynnę.

Udostępnij:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *