SztukaWywiadyAlicja Sokołowska: w malarstwie na szkle efekt zaskakuje twórcę [WYWIAD]

Karol Kwiatkowski Karol Kwiatkowski22 maja, 202012 min

Malarstwo na szkle jest techniką etapową, każdemu inny etap może sprawiać trudność – mówi PAP Alicja Sokołowska malarka na szkle. Najbardziej skomplikowane jest „myślenie na odwrót”; to, co w klasycznym malowaniu jest na pierwszym planie, na szkle jest na ostatnim – dodaje.

PAP: Jak to się stało, że zajęła się pani malarstwem na szkle? Rodzinna tradycja?

Alicja Sokołowska: Malarstwo na szkle znalazło się w moim życiu przypadkowo; miałam z nim styczność, ale nie zachwyciło mnie od razu. Wydaje mi się, że odbierałam tę technikę jako zachowawczą, nierozwojową. Dopiero chwilę po studiach, zachęcona przez Piotra Majerczyka, zaczęłam próbować swoich sił. Okazało się, że można w malarstwie na szkle rozwinąć skrzydła i wyobraźnię. Jeśli chodzi o tradycje rodzinne, to faktycznie moja babcia malowała i to ona pokazała mi radość tworzenia.

PAP: Ale ukończyła pani studia artystyczne, proszę się pochwalić, co to było?

A.S.: Faktycznie, nie jestem malarzem ludowym. Najpierw było lutnictwo w Liceum Plastycznym w Zakopanem. Marzyłam o tym, żeby robić instrumenty. Wydaje mi się, że klimat, profesorowie zakopiańskiego „Kenara” mocno ugruntowali we mnie poczucie, że tylko artystyczny zawód jest dla mnie. Po maturze wybrałam Wydział Sztuki na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Można powiedzieć, że jestem „panią od plastyki”, jednak w zawodzie nigdy nie pracowałam. Oprócz tego zrobiłam dyplom w pracowni projektowania graficznego. Dziś wiem, że to jednak malarstwo było mi najbliższe.

PAP: I zajmuje się pani malowaniem na szkle… Co jest najtrudniejsze w tej technice?

A.S.: Malarstwo na szkle jest techniką etapową, każdemu inny etap może sprawiać trudność. Wydaje mi się, że najbardziej skomplikowane jest „myślenie na odwrót”. To, co w klasycznym malowaniu jest na pierwszym planie, na szkle jest na ostatnim. Zaczynając obraz, musimy mieć dokładną wizję tego, co chcemy osiągnąć, ponieważ potem nie da się już tego poprawić. Mimo to czasem efekt zaskakuje twórcę. Z doświadczenia wiem, że są to zawsze miłe niespodzianki.

PAP: Zaczyna się, od… czego? Czarnego szkicu, który potem wypełnia się kolorem?

A.S.: Muszę na początek zaznaczyć, że nie jestem tradycyjnym malarzem na szkle i moja technika może różnić się od tego, co robią artyści ludowi. Opiszę to z mojej perspektywy.

Zaczynam oczywiście od szkicu. Nie musi być szczegółowy. Ważne, żebym wiedziała, jak mniej więcej ma wyglądać efekt końcowy. Następnie odtłuszczam szybę i, podkładając pod nią szkic, przenoszę flamastrem kontur na szybę. To bardzo istotny moment. Kontur decyduje, czy obraz będzie dobry. Moje czarne kontury to rodzaj rysunku na szybie, jest bardzo bogaty i mógłby stanowić osobny obraz. Już tutaj widać, że nie jestem tradycjonalistką. Potem przechodzę do złoceń, szczegółów na szatach, niuansów, białych elementów oraz tych rzeczy, które są na pierwszych planach. Czekam, aż dobrze wyschną i przechodzę dalej do wypełniania kolorem pozostałych elementów. Kiedy wszystko wyschnie, podkładam czarny papier i oprawiam obraz.

PAP: Czy młodzi chcą się uczyć tej sztuki?

A.S.: Dla dzieci jest to ciekawa technika. Wiele młodych adeptów sztuki miało gdzieś z nią styczność zanim trafiają do mnie na warsztaty. Pozwalam na tych zajęciach na dużą swobodę twórczą, co spotyka się ze zdziwieniem. Lubię patrzeć, kiedy mały artysta jest zaskoczony, jaką piękną pracę zrobił. Obraz na szkle nie wygląda imponująco w czasie tworzenia. Dzieci mają wrażenie, że im nie wychodzi, ciężko jest im opanować kontur, precyzyjnie wypełnić powierzchnię, ale kiedy patrzą na swoje dzieło, z drugiej strony robią wielkie „wow”. Również zachęcam dorosłych do próbowania tej techniki. Warto czasem zrobić coś twórczego. Dlatego też bardzo lubię, kiedy na warsztaty przyjeżdżają do mnie całe rodziny i każda osoba robi swój własny obraz. Bardzo wiele można się wtedy nauczyć, a do tego to świetna zabawa.

PAP: Gdzie można podziwiać pani prace? Jest jakaś wystawa, miejsce?

A.S.: Moje prace można oglądać w pracowni Stowarzyszenia Alternatywa Chabówka, które prowadzę razem z kuzynem Rafałem Zającem. Zaadaptowany, stary drewniany dom pełni rolę galerii i pracowni, a jednocześnie jest idealnym miejscem dla moich aniołów. Wystawy? Kto wie, może niebawem? Trudno jest mi jednak teraz cokolwiek planować. Musiałam z pracownią przejść do internetu, gdzie można moje obrazy oglądać i śledzić moją pracę. Kto wie, może kiedy to wszystko się skończy, pomyślę o wystawie.

PAP: Dlaczego ta technika malowania jest tak popularna wśród górali?

A.S.: Nie ma dokładnych danych na temat tego, jak malarstwo na szkle znalazło się na terenach górskich. Ma to prawdopodobnie związek z rozwojem hut szkła w sąsiedztwie Podhala w XVI i XVII wieku. W każdym domu były obrazy na szkle, potem niestety sukcesywnie wypierane przez oleodruki. Okres międzywojenny dał malarstwu na szkle nowe życie.

Górale są mocno przywiązani do swojej tradycji, dlatego myślę, że popularność szkła jako techniki wynika z przekazywania tajników malarskich z dziada pradziada. Twórcy niejednokrotnie poznawali malarstwo na szkle w domach od dziadków czy rodziców. Jest to dla nich naturalne.

PAP: Chętnie sięga pani po motyw anioła. Co urzeka panią w aniołach, choć nadaje im pani ludzkie cechy, każe zbierać jabłka, grać na instrumentach, przytulać lisa lub kota…

A.S.: Uwielbiam anioły. Ten temat daje mi ogromne pole do wyobraźni. Anioł jako istota jest dla mnie zarazem bliska i daleka. Nie wiemy, jak wyglądają, możemy w swojej głowie stworzyć ich obraz i przez to sprawić, że są one materialne. Kojarzą mi się z pięknem, kolorami, błyskiem, ale także ze specyficznym podejściem do człowieka. To podejście charakteryzuje się troską, chęcią bycia blisko człowieka w każdej sytuacji. Dlatego też nadaję im cechy ludzkie. Myślę sobie czasem, że mój Anioł Stróż czeka na swój portret, ale to chyba jeszcze przede mną.

Faktycznie często wśród aniołów pojawiają się zwierzęta, któż inny byłby bardziej idealny do towarzystwa dla istot anielskich niż nasi bracia mniejsi? Do tego dochodzą instrumenty. Moja fascynacja muzyką towarzyszy mi tak samo długo jak malarstwem. Śpiewam, uwielbiam instrumenty, dlatego moje anioły są muzykalne. Mogłabym o tym opowiadać godzinami.

PAP: Ile obrazów na szkle już pani namalowała?

A.S.: Od kilku lat już nie liczę, myślę, że są ich setki. Nie wiążę się z nimi emocjonalnie. One mają cieszyć oczy tych, do których trafiają.

Rozmawiała: Dorota Kieras (PAP)

Alicja Sokołowska – ur. w 1985 w Myślenicach. Absolwentka Liceum Plastycznego w Zakopanem oraz Wydziału Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, prezes Stowarzyszenia Alternatywa Chabówka, wokalistka zespołu She And They.(PAP)

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Karol Kwiatkowski

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

ten − six =