Nasza historiaWeteran AK o zrzutach cichociemnych do Polski: system był bardzo precyzyjny

gregsoft gregsoft27 grudnia, 20194 min

W okupowanej Polsce wylądowało ponad 300 cichociemnych; system zrzutów – jak wspomina weteran AK Ryszard Witkowski – był bardzo precyzyjny; Dawny AK-owiec był jednym z tych, który odbierał wyszkolonych w Anglii spadochroniarzy do zadań specjalnych. Przed 75 laty – w nocy z 26 na 27 grudnia 1944 r. – miał miejsce ostatni zrzut cichociemnych do okupowanej Polski.

„Pojęcie <cichociemny> nam w czasie okupacji nie było znane; oni byli nazywani po prostu <skoczkami>. Należy też pamiętać, że każdy zrzut cichociemnych miał dwie strony: stronę nieba i ziemi, czyli tych, którzy przygotowywali operację lotniczą i tych, którzy zajmowali się operacją lądową. Dopiero te dwie rzeczy stanowiły całość operacji” – wspominał weteran AK Ryszard Witkowski, który w 1941 r. wszedł w szeregi konspiracyjnej Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), pod pseudonimem „Romuald”. Po scaleniu NOW z Armią Krajową Witkowski został zaprzysiężony jako żołnierz AK o pseudonimie „Orliński”.

93-letni weteran brał udział w niedawnym spotkaniu w Centrum Edukacyjnym IPN w Warszawie. Opowiadał, że w okupowanej Polsce wokół Warszawy znajdowała się siatka tzw. placówek odbiorczych, które przyjmowały zrzuty cichociemnych i zaopatrzenia dla kraju.

„Na początku tracono mnóstwo sprzętu, skoczkowie mieli kłopoty z dotarciem do swojego celu. Dopiero uporządkowanie organizacyjne doprowadziło do tego, że zrzuty stały się bardzo precyzyjnym systemem” – wspominał Witkowski.

„Cichociemni mieli bardzo krótki kontakt z żołnierzami obsługi, do jakich ja należałem, dlatego, że nimi zajmował się specjalnie wydelegowany z Komendy Głównej Armii Krajowej tzw. delegat. Delegat był upoważniony do odebrania od cichociemnych poczty i pieniędzy; pieniędzy, których cichociemni dostarczali dosyć znaczne kwoty, służące do obsługi podziemia” – opowiadał.

Dodał też, że zgodnie z procedurą cichociemni byli ubrani po cywilnemu, w dodatku tak, by niczym się nie różnić od przeciętnego obywatela Generalnego Gubernatorstwa. „Nie mogło być żadnych śladów, że np. marynarka została uszyta w Londynie” – tłumaczył weteran.

„Byli ubrani po cywilnemu, ale jako skoczkowie ubrani do skoku byli bardzo silnie wyposażeni bojowo. Kombinezony, które na to cywilne ubranie zakładali zawierały kilka kieszeni na dokumenty, mapy, pistolety i nawet na łopatkę typu saperka, przy pomocy której każdy z tych cichociemnych był zobowiązany zniszczyć ślady swojego lądowania, czyli wykopać dół i do tego dołu wrzucić spadochron, czapkę i kombinezon, zasypać ziemią i zatrzeć ślady” – wspominał. 

Cichociemni byli zrzucani do okupowanej Polski w latach 1941-44.

 

Norbert Nowotnik (PAP)

Udostępnij:

gregsoft

gregsoft

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

1 + 3 =