Trzeba pamiętać, że kolekcja ta cudem znalazła się w Krakowie, bo pierwotnie miała zostać wywieziona do Wiednia – powiedziała prof. Dorota Folga-Januszewska, komentując dzisiejsze otwarcie Muzeum Książąt Czartoryskich.


Anna Bernat: Czy udostępnienie publiczności kolekcji i siedziby Muzeum Książąt Czartoryskich po 10-letnim remoncie można nazwać wydarzeniem muzealnym najwyższej klasy?

 

Prof. Dorota Folga-Januszewska: Jest to ważny, wręcz przełomowy moment w muzealnictwie i sposobie widzenia kolekcji. Dlatego że dokonuje się to dzisiaj, w czasach zupełnie nowego podejścia do kolekcjonerstwa, do muzealnictwa, z całkowicie nowym spojrzeniem wynikającym z nowych badań źródeł.

 

Pamiętajmy o tym, że ta kolekcja trafiła pod koniec XIX wieku do Krakowa i w pewien sposób została przygarnięta przez miasto, które zaoferowało miejsce, w którym można było oglądać wybitne dzieła malarstwa, ale też dzieła sztuki starożytnej, sztuki Wschodu, Azji, militaria, dzieła różnych europejskich szkół malarstwa po zbiory graficzne i rysunkowe.

 

Był to bardzo ważny moment w procesie kształtowania edukacji kulturowej w XIX wieku. Ale trzeba też pamiętać, że prezentacja Kolekcji Czartoryskich nie była wówczas wyjątkiem.

 

Anna Bernat: Co to znaczy? Cały czas słyszymy o wyjątkowości kolekcji Czartoryskich?

 

Prof. Dorota Folga-Januszewska: Kolekcja jest cenna, jest znakomita, jest szczególna, ale jej istnienie i misja były wynikiem rodzącego się poczucia tożsamości, obecnego w wielu ośrodkach Europy Środkowej. W Polsce XIX-wiecznej, gdzie funkcjonowały trzy różne politycznie i językowo strefy – w rozbiorze pruskim, austriackim i rosyjskim były obecne i znane wspaniałe kolekcje sztuki, znakomite zbiory dzieł malarskich, graficznych, rysunkowych. Pośród nich najsłynniejsza na świecie jest właśnie kolekcja książąt Czartoryskich. I ona dzisiaj zostaje ponownie udostępniona, To ważne wydarzenie.

 

Anna Bernat: Czy są to całe zbiory Czartoryskich?

 

Prof. Dorota Folga-Januszewska: Czartoryscy to ród rozgałęziony. Istniała druga kolekcja Czartoryskich, która wyjechała z Międzyrzecza Podlaskiego do Wiednia i tam w rezydencji Konstantego Czartoryskiego w Weinhaus była uzupełniania i opisywana. Tej wiedeńskiej kolekcji poświęcona jest bardzo interesująca praca doktorska Agnieszki Woźniak-Wieczorek prowadzona na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Kolekcja ta w pewnym momencie – na początku XX wieku - znalazła się w Pałacu Czartoryskich w Pełkiniach koło Jarosławia. I tak się składa, że kiedy w Krakowie mamy uroczyste otwarcie Muzeum i kolekcji jednej gałęzi rodu, w Pełkiniach Krystyna i Witold Czartoryscy otworzyli nowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w odzyskanym pałacu. Odradza się więc pewien proces zniszczony przez różne okoliczności polityczne i wojenne

 

Anna Bernat: Sławne, możne rody tworzyły słynne kolekcje.

 

Prof. Dorota Folga-Januszewska: Jeśli do kolekcji Czartoryskich, dołożymy Rogalin Raczyńskich, Gołuchów Działyńskich, jeżeli pamiętamy o tym, że jest dziś eksponowana historyczna wilanowska kolekcja; że w pałacu w Wilanowie na ekspozycję powracają dzieła przechowywane przez lata w Muzeum Narodowym w Warszawie (wedle układów specjalnie zakomponowanych przez Potockich dla muzeum, które już w 1805 roku było publicznie dostępne), jeśli odwiedzimy Kozłówkę czy Nieborów, możemy sądzić, że wszystko wskazuje na to, iż ponownie w naszym kraju muzea opiekują się znakomitymi kolekcjami związanymi z historią sztuki polskiej i światowej.

 

Po części dzięki popularności Muzeum Książąt Czartoryskich, przez „medialność” tej kolekcji, jest stopniowo przywracana wiedza o istnieniu wielu cennych innych zbiorów. Mam takie przeczucie i chciałabym mieć takie przekonanie, że jest to początek bardzo ważnego etapu polskiego muzealnictwa.

 

Anna Bernat: Na czym polega fenomen kolekcji książąt Czartoryskich?

 

Prof. Dorota Folga-Januszewska: Kolekcja ta była może najbardziej w historii zapamiętana, ponieważ jej dzieje mocno łączyły się z Krakowem, a więc jedynym miastem okresu rozbiorowego, w którym polski język, polska kultura, sztuka były stale obecne.

 

Ale trzeba też pamiętać, że kolekcja ta cudem znalazła się w Krakowie, bo jak wskazują badania źródłowe pierwotnie miała zostać wywieziona do Wiednia. Była wystawiana i do I wojny światowej w Galicji i obok kolekcji Lubomirskich we Lwowie miała istotny wpływ na powołanie także innych muzeów i prywatnych fundacji.

 

Co było typowe dla ówczesnych kolekcji prywatnych i o czym warto pamiętać to, że kiedyś nieco inaczej funkcjonowały wybitne dzieła w poszczególnych kolekcjach i nie było tak silnych podziałów między kolekcjami rodzinnymi. Wiemy z badań, że najwybitniejsze dzieła sztuki znajdowały się czasowo w różnych lokalizacjach, najczęściej siedzibach właścicieli. Puławska Kolekcja Czartoryskich, wywieziona najpierw do Francji, potem przywieziona do Krakowa zasłynęła w XX wieku dzięki obecności dzieła Leonarda da Vinci, Rembrandta czy zaginionego podczas II wojny „Portretu młodzieńca” Rafaela.

 

Ale znakomite dzieła zdobiły też inne kolekcje. O tym mówi np. obecna wystawa w Wilanowie prezentująca "leonardiana" w kolekcjach polskich, szczególnie lubiane przez Potockich.

 

Myślę, że niedługo, kiedy miną uroczystości związane z otwarciem nowej ekspozycji w Pałacu Książąt Czartoryskich, przyjdzie czas na kolejne przypomnienia i „odkrycia” oraz bliską współpracę nad dziejami polskich kolekcji sztuki nad tym, jak dawniej one egzystowały i jak dzisiaj są prezentowane. Na jedną z takich wystaw zapraszamy już teraz do Wilanowa. Z pewnością i pokazywane dzieła i same kolekcje mogą być wielką marką Polski na świecie, czego mieliśmy okazję już parę razy doświadczać, organizując wystawy poświęcone arcydziełom polskich kolekcji w muzeach w USA, Francji, Austrii, Japonii.

 

 

Rozmawiała Anna Bernat (PAP)

 

Prof. Akademii Sztuk Pięknych Dorota Folga-Januszewska - historyk sztuki, muzeolog, krytyk. Wicedyrektor Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Kierownik Zakładu Teorii Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.


Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Krótko i na temat - Zbigniew Żmigrodzki

Siewcy niepokoju

 

Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.

 

***

Dialog, pojednanie, jedność

 

Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis