Środa, Wrzesień 08, 2010
   
Rozmiar czcionki

Szukaj w Naszej Polsce

Jaroszyński: Dialog i pseudodialog w cywilizacji łacińskiej

Słowo “dialog” jest dziś odmieniane przez wszystkie przypadki. Ma być ono lekarstwem na wszelkie zło. Może i tak, ale jaki dialog? Dialog dialogowi nierówny. Dialog władzy ze społeczeństwem jest najczęściej jednostronny, władza mówi, używając do tego potężnych mediów, a lud ma jedynie słuchać. Jeżeli wolno mu wyrazić własne zdanie, a przy tym trochę ponarzekać na tę władzę, to raczej  prywatnie. A jeśli ów lud pojawi się już w mediach, to przeważnie jest tak emocjonalnie rozdygotany, że z trudnością przychodzi mu normalne mówienie. To chętnie podchwytują kamery, jak choćby w czasie powodzi, gdy mogliśmy oglądać ludzi nieszczęśliwych, którym woda zabrała wszystko i którzy w poczuciu bezsilności mogą tylko swój ból wykrzyczeć. Jeśli natomiast Polacy zaczynają mówić normalnie, w sposób zrozumiały, to nawet jeśli towarzyszą temu emocje, są wówczas wycinani lub skazywani na medialną banicję. Tak było z kolei w przypadku filmu “Solidarni 2010”, gdy zobaczyliśmy samych siebie jako innych niż zazwyczaj pokazują nas media. Wysokie gremia orzekły, że takich siebie widzieć i słyszeć nie możemy. W sumie więc w takim wydaniu dialog wydaje się dość względny. Wobec tego zobaczmy, co to właściwie jest dialog.

Słowo to pojawia się w bardzo wielu różnych językach, nie tylko w polskim, a to dlatego że kultury narodów europejskich wyrastały z kultury greckiej, z której właśnie słowo “dialog” pochodzi. Łacińskim odpowiednikiem tego słowa jest “discussio”. Etymologicznie “dialog” znaczy “roz-mowę” (DIA–LEGEIN), natomiast łacińskie “discussio”, to “roztrząsanie” (DIS–QUASSO).
Co znaczył dialog w sensie źródłowym? Otóż Grecy wyeksponowali podstawową funkcję dialogu, jaką jest poszukiwanie prawdy. Człowiek, przychodząc na świat, prawdy aktualnie nie zna. Aby prawdę poznać, musi dokonywać pewnego wysiłku poznawczego. Ale nie robi tego sam, bo poszukiwanie prawdy jest współposzukiwaniem, czyli ma wymiar społeczny. Prawdy szukamy razem, a dobitnym znakiem tego wspólnego poszukiwania jest właśnie dialog – rozmowa. Rozmawiając, potwierdzamy prawdę, a odrzucamy fałsz.

Tak pojęty dialog należy odróżnić od nauczania, gdzie prawdę zna nauczyciel, natomiast uczniowie przyjmują za dogmat to, czego nauczyciel ich uczy, przede wszystkim ze względu na jego autorytet, a nie własną dojrzałość poznawczą. Dopiero po przyjęciu i zrozumieniu wiedzy przekazanej przez nauczyciela uczeń rozwija w sobie zdolność samodzielnego ujrzenia prawdy.
Dialog należy odróżnić od jego form zdegenerowanych, gdy celem rozmowy nie jest dojście do prawdy, ale oszukanie kogoś. Temu służyła sofistyka, której celem był zysk, i erystyka, której celem było zwycięstwo w sporze za wszelką cenę.
Dziś na polu dialogu panuje niewyobrażalny chaos. Dyletant wypowiada się autorytatywnie w sprawach, na których się nie zna. Specjalista wypowiada się apodyktycznie o rzeczach, które leżą poza granicami jego wykształcenia. Polityk bezmyślnie powtarza wyuczone formułki, a spiker przekazuje informacje, których częściowo nie rozumie, ale które może gładko przeczytać. Zamiast dialogu mamy kłótnie lub gadulstwo.

Dziś pod pozorem dialogu dokonuje się wielu manipulacji, których celem jest albo zaszczepienie poglądów fałszywych, albo podważenie poglądów prawdziwych. Fałszywe poglądy (oceny) dotyczą najczęściej kwestii należących do sfery handlu i biznesu. Ich celem jest osiągnięcie zysku za wszelką cenę. Słowo, upozorowane na formę dialogową, pełni funkcję perswazyjną tylko po to, aby wprowadzić odbiorcę w błąd. Drugą sferą jest sfera polityki, w której ramach nie tylko handluje się politykami zachęcając do głosowania na jednych, a niegłosowania na drugich, ale również promuje się jakąś ideologię, która obiecuje zbawienie człowieka bez Boga albo przeciwko Bogu. W drugim wypadku celem dialogu jest zasianie wątpliwości w sprawach wiary po to, aby na miejsce prawdziwej (nadprzyrodzonej) religii wprowadzić fałszywego bożka postępu, dobrobytu i finansowo-gospodarczej potęgi.

Z uwagi na niegodziwe cele są dyskusje, w których nie należy brać czynnego udziału, innym natomiast nie należy się nawet przysłuchiwać. Gdy celem dyskusji nie jest prawda, mój głos w dyskusji, nawet szczery, staje się pożywką dla uwiarygodnienia fałszywego celu. W ten sposób jeszcze skuteczniej wprowadzony jest w błąd obserwator, bo nasza szczerość przemawia do jego serca, co więcej szczerość taką przypisuje innym dyskutantom. Gdy zaś przebieg dyskusji jest sztucznie zaplanowany po to, aby manipulować opinią publiczną, śledzenie takiej dyskusji może wstrząsnąć naszymi (słusznymi!) przekonaniami, ponieważ ze względu na stosowane przez dyskutantów triki, możemy okazać się bezbronni. Trzeba w porę rozpoznać, czy i jakiej dyskusji warto się przysłuchiwać, czy też unikać jej, bo “zrobi nam wodę z mózgu”.

Szermowanie słowem “dialog” na lewo i na prawo, to nie to samo, co kultura dialogu. Dialog medialny lub polityczny staje się coraz częściej polem dla erystyki lub sofistyki, czyli dla stosowania różnych chwytów dalekich od prawdy.

Z faktu, że ludzie ze sobą rozmawiają, nie wynika, że prowadzą ze sobą dialog. Bo ich rozmowy to mogą być tylko zwielokrotnione monologi, każdy mówi, co wie lub co mu się podoba, ale drugiej osoby to już nie słucha. W ten właśnie sposób prowadzony jest bardzo często dialog z mównicy sejmowej, gdzie każda ze stron wygłasza swój pogląd, by zachować formalności, ale tak naprawdę wiele głosowań miałoby taki sam efekt bez przeprowadzenia debaty.
Dialog jest cennym sposobem dochodzenia do prawdy lub dzielenia się prawdą, pod warunkiem, że będzie to prawdziwy dialog. Ale dziś im więcej słyszymy o dialogu, tym bardziej musimy uważać, czy aby zamiast dialogu nie zostaniemy wciągnięci w sieci manipulacji. Na pewno jednak kulturę dialogu warto odzyskać, choć najpierw w gronie tych, do których mamy zaufanie.

Piotr Jaroszyński
Artykuł ukazał się w "Naszej Polsce" w Nr 24 (763) z 15 czerwca 2010 r.
foto za:qbk.blog.pl

Logowanie