Trwanie narodu. Czy mamy przygotowany awaryjny plan B ?
Ewa Działa-Szczepańczyk
Nagromadziło się ostatnio w naszym kraju wiele wydarzeń, które wskazują na materializowanie się bardzo niebezpiecznego dla nas scenariusza. W egzystencji naszego narodu ponownie pojawiła się i to w zaskakująco szybkim tempie groźba jego trwania bez posiadania własnej niezależnej państwowości (bo fasadowy twór pozbawiony cech państwa możemy posiadać, niczym dawny PRL). Czy jesteśmy przygotowani na taki wariant trwania naszego narodu ? Czy posiadamy przygotowany na taką okoliczność awaryjny plan B?
Jakkolwiek, są przykłady w dziejach narodów i również naszego, że mogą one przetrwać i bez posiadania własnego państwa, jednak spełnione muszą być przynajmniej dwa warunki. Są nimi, rozwój kultury oraz ściśle z nią powiązane poczucie odrębności narodowej. Wydaje się, że najlepszym nośnikiem i kreatorem kultury (choć nie jedynym) jest elita danego narodu czyli ludzie najlepiej wyedukowani i niezależni, głównie za sprawą pozycji finansowej (posiadający własność, która jest dla nich źródłem dochodu, najlepiej sporego, uwalniającego od potrzeby ciągłego krzątania się wokół spraw związanych z zaspokajaniem potrzeb bytowych) oraz najważniejsze, odczuwający misję bycia przewodnikiem tegoż narodu.
Jaką mamy obecnie sytuację? Dzisiaj stan niezależności finansowej elit potencjalnie kulturotwórczych i tych będących jej nośnikiem jest najsłabszym ogniwem trwania naszego narodu (nie wspominając już o stanie poczucia misyjności tych elit w stosunku do narodu). To sprawia, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani na wariant trwania narodu bez posiadania własnej państwowości. Wprawdzie po transformacji 1989 roku wytworzyła się grupa społeczna, która sporo posiada, jednak w większości uwłaszczyła się ona na niekontrolowanym grabieniu mienia narodowego. A któż w owym czasie mógł się z powodzeniem takim procederem zajmować? Ano ten, który miał „dojścia” i posiadał wiedzę, gdzie i jak można coś dla siebie uszczknąć bez żadnych karnych konsekwencji, a więc ten, który w czasach trwania PRL-u, tkwił „u koryta”. W konsekwencji po transformacji, mniej lub bardziej gorliwi nadzorcy ludu tubylczego, zamieszkującego obszar pt. PRL, przepoczwarczyli się w nową „szlachtę”. Co oczywista, ta „szlachta” i jej potomkowie w ogromnej większości nie była, nie jest i nie będzie nośnikiem polskiej kultury, a już na pewno nie jest zainteresowana pielęgnowaniem świadomości narodowej Polaków. To ludzie, w większości, o mentalności karbowego, cwaniaka i nuworysza w jednym, nie czujący więzi z własnym narodem (jeżeli w ogóle, są jego przedstawicielem), mało tego czujący wyższość w stosunku do niego i nim „gorąco” pogardzający.
Oczywiście, po blisko trzydziestu latach od transformacji dorobiliśmy się licznej grupy młodych wykształconych ludzi. Jednak ci najczęściej, to ludzie zabiegani, krzątający się wokół własnych osobistych spraw, najczęściej mocno zakredytowani. W takiej sytuacji o finansowej niezależności tej grupy Polaków nie ma mowy. Również o ich inteligenckiej misyjności, nie ma co wspominać – tu edukacja, również ta po 1989 roku (a może przede wszystkim ta) zrobiła „co swoje”.
Wreszcie - Kościół jako instytucja – tu też nie jest dobrze. Obecnie, jest on w dużej mierze finansowany z kiesy państwowej, więc jego niezależność jest żadna. Również PRL-owska przeszłość odcisnęła się wielkim piętnem na obecnym stanie polskiego Kościoła. Rzutuje ona do dzisiaj na postawy i wybory moralne wielu prominentnych przedstawicieli tej instytucji. Uwikłanie w różne nierozliczone do tej pory zaszłości z tamtych czasów spowodowało, że wielu z nich stało się osobnikami całkowicie „sterowalnymi”. Stanowią oni tę część Kościoła, która ustępuje pod presją ciągłych nacisków środowisk o proweniencji neomarksistowskiej i w konsekwencji nie broni nie tylko pryncypiów wiary, ale i interesu narodu. Całe szczęście, że istnieje w Polsce i inny Kościół – patriotyczny, który czyni bardzo dużo, by naszych rodaków oświecać w wielu kwestiach społeczno-politycznych, wypełniając skutecznie lukę informacyjną serwowaną im przez główny nurt edukacyjno-medialny. Jednak trzeba sobie wyraźnie powiedzieć – polski Kościół jest obecnie podzielony – a to go nie czyni liczącą się siłą na polu pracy o przetrwanie naszego narodu. Ponadto, osłabienie tej instytucji, „leży głęboko na sercu” naszym zajadłym wrogom (Kościół, w ich mniemaniu, może być potencjalnym krzewicielem polskości, a to nie jest im na rękę) oraz tym, którzy niszczą chrześcijaństwo, jako przeszkodę w realizacji zamysłu budowy nowego „lepszego” świata (NWO).
Tak więc, mamy w strukturze społeczeństwa naszego kraju poważną wyrwę – brak silnego i światłego przedstawicielstwa narodowego. Oczywiście jest wielu wspaniałych Polaków, ale co tu dużo pisać, stanowią oni niewielki procentowo udział w społeczeństwie, nie mający skutecznej siły sprawczej, by na nie oddziaływać. Najgorsze jest to, że tę istniejącą od lat próżnię, może wypełnić obcy napływowy element - mający i pieniądze i wpływy polityczne. Ta nowa „szlachta” może z czasem stać się grabarzem naszych ambicji i planów i sprowadzić nasz naród do roli pariasów o stanie świadomości narodowej bliskiej owcy domowej (tym dosadnym określeniem polski podróżnik, który nawiedził Syberię w latach 30-tych XX w., opisał stan świadomości narodowej potomków zesłańców powstań listopadowego i styczniowego).
Czy z takim bagażem, braku niezależnych finansowo i patriotycznie nastawionych elit, mamy szansę trwać bez posiadania własnego niezależnego państwa, mało tego, trwać i czekać na lepsze czasy, by je ponownie wskrzesić? Bez odtworzenia takich elit, czyli przygotowania awaryjnego planu B, może zwyczajnie nam się to nie udać. Tym bardziej, że lansowana przez decyzyjne elity światowe ideologia, której głównym zadaniem jest intelektualne kastrowanie ludzi oraz ich ubezwłasnowolnienie przez pozbawianie ich niezależności finansowej (sprawianie by byli wyłącznie pracownikami najemnymi, najlepiej wielkich korporacji, a nie ludźmi utrzymującymi się jako właściciele środków produkcji, wreszcie przez czynienie z nich dozgonnych kredytowych dłużników), z pewnością, nie ułatwi nam tego zadania. Czy wobec tego, mamy w obecnej dobie na tyle sił i determinacji, by podjąć się tej pracy odtwarzania elit? Czy, w ogóle, jesteśmy świadomi w jakiej sytuacji się znajdujemy? Czy, wreszcie, zależy nam na tym, by słowo Polska nie oznaczało w przyszłości tylko jakiejś historycznej krainy zamieszkałej przez dumny niegdyś naród?