Zakłamane powstanie
Komuniści od początku swych rządów wykorzystywali tragedię getta do antypolskiej propagandy. Niestety, dziś także mają wielu naśladowców
70. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim towarzyszą coraz bardziej bezczelne popisy antypolonizmu. W ostatnich tygodniach zarzucono antysemityzm już nawet bohaterskim harcerzom z Szarych Szeregów, a także oprotestowano budowę pomnika Sprawiedliwych w pobliżu Muzeum Żydów Polskich w Warszawie. Te ataki na pamięć o najlepszych Polakach nie są niczym nowym. Warto bowiem przypomnieć, że były już czasy, gdy żydowską martyrologię wykorzystywano do walki z polskością.
Pomnik dla Żydów, więzienia dla Polaków
W wydanej niedługo przed jego śmiercią biografii Marek Edelman wspominał obchody pierwszych rocznic powstania w getcie: “To był 1946 rok. Położono tylko ten kamień. Przyszło całe Biuro Polityczne. I PPS, i PPR. Byli wszyscy. Bierut chyba też. Nie jestem pewien… Normalna, państwowa manifestacja. (…) W 1947 roku to już był Bierut i cały rząd” (Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, “Marek Edelman. Życie. Po prostu”, Warszawa 2008, s. 252).
Tak więc z roku na rok ranga obchodów rosła. Piąta rocznica była szczególna, gdyż odsłonięto wówczas monumentalny, 11-metrowy Pomnik Bohaterów Getta, dłuta Natana Rappaporta, przy ul. Zamenhofa. Pomnik, dodajmy, kompletnie niezgodny z rzeczywistością, na co zwrócili uwagę nawet autorzy cytowanej książki, pytając Edelmana: “Nie mieliście pepeszy, mapników itd. Powstaniec pomnikowy je ma. To nie nadużycie?”. Wyraźnie rozzłościło to byłego przywódcę Żydowskiej Organizacji Bojowej, który rzucił: “Ależ to jest symbol! Czy nadużyciem jest to, że on ma broń? Nie można prowadzić walki bez broni. Jak wy chcecie to pokazywać?” (Tamże, s. 253).
Bardzo wymowny jest zapis w dzienniku Marii Dąbrowskiej. 19 kwietnia 1948 r. znana pisarka wybierała się na wernisaż do muzeum: “Nie mogliśmy ani doczekać się tramwaju, ani na postoju dostać taksówki. Wreszcie pochwyciliśmy jakąś »w locie«. Kierowca objaśnił nas, że to z powodu »pochodów« i odsłonięcia pomnika bohaterów żydowskich na terenie getta. Nie mam nic przeciw bohaterom żydowskim. Ale Warszawa nie ma dotąd pomnika swoich powstańców ani dzieci, co walczyły w powstaniu!”.
Rzeczywiście, w komunistycznej Polsce bojownicy getta mieli więcej szczęścia niż powstańcy warszawscy. W czasie, gdy odsłaniano pomnik Rappaporta, ci drudzy licznie zapełniali więzienia UB, a rządowa propaganda nazywała ich “zaplutymi karłami reakcji”. Ich jedynym pomnikiem były zaś mogiły na Powązkach. Na odsłonięcie skromnego Pomnika Małego Powstańca trzeba było czekać aż do 1983 r., zaś na Pomnik Powstania Warszawskiego na pl. Krasińskich jeszcze dłużej – do 1989 r. Nie dożyła tego Maria Dąbrowska, jak i duża część żołnierzy Powstania…
Antypolski film FordaAle na odsłonięciu Pomnika Bohaterów Getta komunistyczna propaganda nie poprzestała. W tym samym roku ówczesny dyktator polskiego kina Aleksander Ford nakręcił film fabularny pt. “Ulica Graniczna”. Również i w tym wypadku warto sięgnąć do dzienników Dąbrowskiej, która 6 stycznia 1949 r. zanotowała:
“Mam kłopot i ciężki orzech do zgryzienia. Zaraz po Świętach była u mnie panienka z Filmu Polskiego, która mnie zaprosiła w imieniu Borejszy i tegoż Filmu na obejrzenie filmu »Ulica Graniczna«. Potem dowiedziałam się ubocznie, że to jest film przedstawiający tragedię getta. Podobno dostał w Wenecji nagrodę, ale boją się go puścić w Polsce, gdyż strona polska została pokazana tak, że już parę razy to przerabiają, jeszcze boją się puścić. Po mnie, jak po papierku lakmusowym, chcą poznać, jak zareaguje społeczeństwo. (…) Przysłano po mnie auto i zawieziono na Puławską. Otoczenie, wśród którego oglądałam ten film, stanowili sami Żydzi: Ford (antypatyczna fizjonomia), Toeplitz, jakaś pani Hofmanowa z panem czy młodzieńcem (mąż?), który jedyny wyglądał nie na Żyda, i… Radkiewiczowa, żona ministra bezpieczeństwa, Żydówka, podobno lekarka, bardzo niesympatyczna.
(…) Cała tragedia żydowska pokazana jest świetnie i robi wstrząsające wrażenie, bo robiąc ją, żydowscy marksiści zapomnieli o marksizmie i robili to ze zwyczajnie ludzką miłością. Cała strona polska jest rażąco wypaczona, gdyż robiona jest z niechęcią, zaledwie powściąganą. Wprawdzie porobili koncesje na rzecz Polski, ale nie ustrzegli się fatalnych błędów, które sprawiają, że ten film, zwłaszcza jako przedsięwzięcie państwowe, jest skandalem, stanowi zamaskowaną propagandę antypolską. (…)
Po seansie trochę rozmowy, całkiem zdawkowej. M.in. zwróciłam uwagę na to, że mały Dawidek przekradający się z getta i przychodzący do polskiego przyjaciela w straszliwej panice nie jest typowy dla ówczesnych stosunków. W okresie, kiedy dzieci żydowskie przekradały się z getta, było ich pełno na ulicach Warszawy, a do wyjątków należało zagrożenie wydaniem ich w ręce niemieckie. Na Polnej stale kilkoro dzieci żydowskich żebrało, śpiewając piosenki – przychodziły śmiało do naszych drzwi i były karmione. W naszej kamienicy był Piotr Karniol, dziesięcioletni chłopak, uchował się aż do 1944 roku (potem go chowali w klasztorze), bawił się jawnie na podwórzu… Tu owa pani Hofmanowa przerwała mi: »To był wyjątkowy dom«. – »Nie, proszę pani, tak było w wielu domach«. – »To dlaczego tak mało dzieci żydowskich ocalało?«. Na takie dictum oniemiałam wewnętrznie, bo był w tym implicite zarzut: »Polacy są antysemitami, gdyż nie uratowali wszystkich dzieci żydowskich«. To, że Polacy nie zdołali uratować wszystkich dzieci polskich, nie ma żadnego znaczenia”.
Kilkanaście dni później, pod datą 22 stycznia 1949 r., Dąbrowska wróciła do tematu “Ulicy Granicznej”: “Uważam niektóre szczegóły tego filmu za wielki skandal moralny i polityczny. Przez te szczegóły jest to film antypolski, a jest wypadkiem chyba bez precedensu, żeby instytucja państwowa szerzyła propagandę przeciwko narodowi, którymi dane państwo rządzi. Ten film ukazuje najoczywiściej, że jesteśmy rządzeni nie tylko przez obcych, ale przez zdecydowanych wrogów narodu polskiego”.
Kłamca z ŻIHDziesiąta rocznica powstania w getcie przypadła zaraz po śmierci Stalina. Ale stalinizm tak szybko się nie skończył, o czym świadczy wydana z tej okazji naukowa monografia pt. “Powstanie w getcie warszawskim na tle ruchu oporu w Polsce. Geneza i przebieg”. Książkę wydał Żydowski Instytut Historyczny, a jej autorem był dyrektor tej placówki, Bernard Mark, profesor nieposiadający wykształcenia historycznego, za to legitymujący się działalnością w ruchu komunistycznym od lat dwudziestych.
Książka Marka może dziś służyć jedynie jako ilustracja skrajnie propagandowej i zakłamanej historiografii tamtych czasów. Wynika z niej, że pomoc dla bojowników getta organizowali niemal wyłącznie komuniści z PPR i GL, i to jedynie ci, którzy już nie żyją albo którzy akurat wtedy zajmowali najwyższe urzędy państwowe. Dlatego książkę zdobią olbrzymie portrety Bolesława Bieruta, Marcelego Nowotki, Pawła Findera czy Franciszka Jóźwiaka, a nie ma mowy nawet o takich przywódcach komunistycznego podziemia, jak Władysław Gomułka czy Marian Spychalski, którzy w 1953 r. siedzieli w więzieniach UB.
Bernard Mark dokonywał istnej ekwilibrystyki słownej, interpretując oczywiste fakty, jak pomoc AK dla getta, na niekorzyść przeciwników PPR: “Jaki był stosunek góry AK do postawy patriotycznej niektórych akowskich grup dołowych? Dowództwo AK usiłowało wszelkimi sposobami przeciwdziałać szlachetnym porywom prostych żołnierzy AK, którzy bratali się z Gwardią Ludową i Ż.O.B.-em i rwali się do dalszej akcji. Przywódcy AK znaleźli różne wybiegi. Dowództwo AK na nalegania dołów odpowiada, że ludzie są wyczerpani, że akcja nastąpi jutro, pojutrze, że oddziały są psychicznie przygnębione. W końcu dowództwo AK po prostu zabroniło swym żołnierzom brania udziału w obronie walczącego i ginącego getta”.
W tej kuriozalnej publikacji znajdziemy również pierwszy ślad oskarżeń pod adresem powstańców warszawskich, które po 40 latach “twórczo” rozwinie “Gazeta Wyborcza”: “Powstanie, wywołane w celach antyradzieckich i antyludowych przez dowództwo AK, ujawniło swój reakcyjny charakter również w stosunku do garstki ocalałych i ukrywających się Żydów, którzy – porwani nadzieją wyzwolenia – wyszli na ulicę, by stanąć w szeregach walczących. Reakcyjne grupy N.S.Z.-owskie od pierwszej chwili zaczęły mordować tych ludzi, ocalałych z pogromu hitlerowskiego”.
Paweł Siergiejczyk
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 16 (911) z 16 kwietnia 2013 r.