Stanisław Michalkiewicz: "Zaproszenie do pijatyki"
Prezydent elekt Komorowski ku zaskoczonemu zgorszeniu premiera i marszałka Schetyny mianował własnych kandydatów do KRRiT – co nie tylko dla nich, ale i dla nas jest sygnałem, że prezydent elekt już ani premieru Tusku, ani marszałku Schetynu nie podlega. Oni mają swoje Siły Wyższe, znaczy się – oficerów prowadzących - a prezydent elekt – swoje. Ale kto by się tam przejmował konstytucją! Wiadomo, że konstytucja – sobie, a zarządzenia Sił Wyższych – sobie i skoro Siły Wyższe postawiły prezydentu elektu taki warunek, to prezydent elekt w podskokach ustąpił miejsca marszałkowi Sejmu i pełniącego obowiązki prezydenta Grzegorzu Schetynu, któremu Siły Wyższe najwyraźniej powierzyły jakieś zadanie. Dlaczego jednak pijatyka również w wojsku, skoro już po bitwie? Aaaa, bo to była dopiero pierwsza bitwa, a w najbliższej perspektywie jeszcze dwie - samorządowa na jesieni i parlamentarna w przyszłym roku – więc trzeba podtrzymywać w wojsku morale, żeby zarówno w pierwszej, jaki i w drugiej bitwie pięknie się szlachtowało, ku uciesze państwa sztabowców. A wiadomo nie od dziś, że nic tak nie podtrzymuje morale, jak wódka – oczywiście w rozsądnych ilościach, bez przesady. Oczywiście wódka to tylko taka przenośnia – skrót myślowy, obejmujący wszystkie środki odurzające.
W obozie płomiennych obrońców interesu narodowego postawiono na kult prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W ramach tego kultu postać prezydenta Kaczyńskiego nabiera gigantycznych rozmiarów legendarnego śpiącego rycerza i któż by tam w takiej sytuacji ośmielił się wypominać mu ratyfikację traktatu lizbońskiego, umizgi do Jasnogrodu, radość z reaktywacji loży B`nai B`rith i nadskakiwanie banderowcom? „Myśmy wszystko zapomnieli” – jak mówi poeta i teraz najważniejszy jest krzyż przed Pałacem Namiestnikowskim: „Tylko pod TYM krzyżem, tylko pod TYM znakiem Polska jest Polską, a Polak – Polakiem. Organizatorzy kultu nie przewidują żadnego marginesu neutralności. Tylko szubrawiec nie zapali tu kadzidła, tylko świnia nie zegnie kolana – niczym na wiecu księdza Stojałowskiego, który w takich razach też chwytał krzyż, klękał, gdzie popadło i wołał: „dzieci, kto jest za wnioskiem, niech klęknie tu ze mną i zaśpiewa »Serdeczna Matko«!”. Jeśli ten środek odurzający podziała, to kto wie – może wojsko będzie się tak ofiarnie szlachtować, że nie tylko aktualni posłowie przedłużą swoje mandaty na kolejną kadencję, ale nawet klub powiększy się o nowych ambicjonerów?
A co na to obóz zdrady i zaprzaństwa? A obóz zdrady i zaprzaństwa odpowiada na to ruchem obrony Janusza Palikota. „Jest nas 10 milionów” – powiada butnie patron i jeśli wbrew swoim zwyczajom nie przesadza, to trzeba powiedzieć, że przez ostatnie 30 lat razwiedka rozbudowała sobie agenturę w sposób rzeczywiście imponujący. Nie tylko ilościowo, chociaż oczywiście te 10 milionów to chyba przesada, ale również – pod względem karności. Inna rzecz, że taką karność w masach półinteligentów nie tak znowu trudno wzbudzić. Wystarczy, że razwiedkowi spece od psychologii tłumu odwołają się do jakiegoś modnego snobizmu, który podchwyci „Głos Cadyka” i całe stado w podskokach biegnie za pawianem-przewodnikiem. A do czego zmierza poseł Janusz Palikot? Poseł Janusz Palikot nie zmierza do niczego; jego biłgorajskie koncepty i prostackie skecze są tylko lustrzanym odbiciem groteski ukrytej za smoleńską mgiełką patosu, rozsnuwaną przez aktywistów obozu płomiennego. Jeśli zaś dopatrywać się w tym jakiejś myśli przewodniej, to w grę może wchodzić jedynie rutynowa akcja dezinformacyjna Sił Wyższych, które przy pomocy cieszącego się – oczywiście czasową - gwarancją nietykalności posła Palikota odwracają uwagę opinii publicznej od totalnej kompromitacji państwa, którego formalni zwierzchnicy NIE ODWAŻYLI SIĘ skorzystać z istniejącego porozumienia polsko-rosyjskiego w sprawie badania katastrof lotniczych. Jakie Siły Wyższe zabroniły odwoływania się to tego porozumienia, czym postraszyły utytułowanych Zasrancen? Konieczność udzielenia odpowiedzi na takie pytania mogłaby doprowadzić, jeśli nie do zburzenia potiomkinowskiej dekoracji, przesłaniającej mechanizm okupacji kraju przez tajniaków z sowieckimi korzeniami, to przynajmniej – do jej zdemolowania, dzięki czemu opinia publiczna mogłaby zobaczyć, jak została przez ostatnie 30 lat zoperowana. Czy ten widok zdołałby doprowadzić Polaków do otrzeźwienia, czy też działanie masonów okazałoby się silniejsze – na takie ryzyko Siły Wyższe najwyraźniej iść nie chcą i z dwojga złego lepsza już wojna o krzyż smoleński z jednej i ruch obrony Palikota z drugiej strony – bo cóż lepiej może utrzymać tubylców w stanie odurzenia aż do 2011 roku, kiedy to demokracja znowu zwycięży, to znaczy – zewnętrzne znamiona władzy z postaci posad, gabinetów, sekretarek, limuzyn z podgrzewanymi siedzeniami, no i przede wszystkim – apanaży, znowu zostaną rozdzielone na następne cztery lata?
Stanisław Michalkiewicz
Artykuł ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" nr 29 (768) z 20 lipca 2010 r.