Marszałek i generałowie
Bronisław Komorowski wiele zawdzięcza PRL-owskiej generalicji, ale i ona wiele zawdzięcza jemu. Czytaj więcej w artykule red. Pawła Siergiejczyka w 20 nr tygodnika "Nasza Polska".Bronisław Komorowski nigdy nie służył w wojsku, co nie przeszkadzało mu zajmować funkcji wiceministra, a później ministra obrony narodowej, obecnie zaś – ubiegać się o urząd prezydenta RP, który jest zarazem zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. W życiorysie 100-procentowego cywila Komorowskiego ogromną rolę odegrali jednak generałowie z PRL-owskim rodowodem. I odgrywają nadal.
Protektorzy z WRON
Wiosną 1990 r. Bronisław Komorowski wraz z Januszem Onyszkiewiczem zostali skierowani przez premiera Tadeusza Mazowieckiego do resortu obrony, gdzie mieli zostać pierwszymi cywilnymi wiceministrami. Zapomina się jednak o tym, że resort ten podlegał wówczas całkowitej kontroli gen. Wojciecha Jaruzelskiego pełniącego już funkcję prezydenta RP. Dlatego nominacje „solidarnościowych” wiceministrów tak naprawdę zależały od woli generała. Sam Komorowski po latach wspominał: „Wiem, że gen. Jaruzelski nie robił z naszego przyjścia problemu. Wiem też, że sprawdził dokładnie nasze życiorysy – i Janusza i mój aż do trzeciego pokolenia. Był świetnie przygotowany na pierwszą rozmowę, bo mnie poprosił o pozdrowienie Ojca jako partyzanta, a następnie dowódcy plutonu w 26 pułku piechoty. Jaruzelski chyba akceptował nas jako polityków, którzy dają szansę na uwiarygodnienie armii w świetle zachodzących zmian politycznych i pójdą drogą ewolucyjnych, a nie rewolucyjnych zmian” („Prawą stroną. Życie, polityka, anegdota. Z Bronisławem Komorowskim rozmawia Maria Wągrowska”, Warszawa 2005, s. 107).
Onyszkiewicz i Komorowski zostali więc – o czym warto pamiętać – zastępcami gen. Floriana Siwickiego, który odszedł z ministerstwa dopiero kilka miesięcy później. Obecny marszałek Sejmu bardzo ciepło wspominał Siwickiego, który – według niego – „był bardzo miłym starszym panem. Kresowiak z Pińska, a żona ze Lwowa. Jego ojciec był przedwojennym podoficerem. Chętnie opowiadał o sobie, nie tylko o myślistwie i wędkarstwie. Było o czym rozmawiać, ale najmniej o wojsku”. Z ostatnim PRL-owskim ministrem obrony Komorowski udał się też w swoją pierwszą wizytę zagraniczną – do Norwegii, w 50. rocznicę bitwy pod Narwikiem. Nic dziwnego, że w ocenie polityka PO „Siwicki generalnie akceptował zmiany zachodzące w Polsce; i suwerenność Polski była dla niego ważna” („Prawą stroną…”, s. 109-111).
Blisko admirała
Kolejnym wysokim oficerem, z którym przyszło Komorowskiemu blisko współpracować, był wiceadmirał Piotr Kołodziejczyk. Ten absolwent aż trzech sowieckich uczelni (w latach 60. i 70.), a następnie dowódca Marynarki Wojennej w ostatnich latach PRL, został następcą Siwickiego na stanowisku ministra obrony. Była to połowa 1990 r., zatem ostatnie miesiące urzędowania prezydenta Jaruzelskiego, a jednak Kołodziejczyk nie tylko przetrwał swojego protektora, ale miał zasadniczy wpływ na kształt armii także za kadencji jego następcy, Lecha Wałęsy. Funkcję ministra pełnił on bowiem także w rządach Jana K. Bieleckiego i – formalnie już jako cywil – Waldemara Pawlaka. W tym pierwszym Komorowski nadal był jego zastępcą, zaś w okresie drugiego, będąc posłem UD i członkiem sejmowej Komisji Obrony Narodowej, gorąco bronił Kołodziejczyka, gdy ten popadł w konflikt z częścią generalicji popieranej przez prezydenta (sprawa tzw. obiadu drawskiego).
Politruk na nowe czasy
W pierwszych rządach „solidarnościowych” obecnemu marszałkowi podlegał pion wychowawczy wojska. „Komorowskiemu wydawało się, że odpolitycznił armię, bowiem dawni politrucy złożyli legitymacje partyjne i są »bezpartyjni«. W rzeczywistości dawni gorliwi komuniści przefarbowali się, a ich nagłe »nawrócenie« wzbudza śmiech” – brutalnie oceniał Romuald Szeremietiew, następca Komorowskiego na stanowisku wiceministra (R. Szeremietiew, „W prawo marsz! O polityce i wojsku (rozmawiał Piotr Bączek)”, Warszawa 1993, s. 166).
Sam Komorowski wspominał, w jaki sposób wybrał nowego szefa Departamentu Wychowania WP: „Szukałem generała, który musiał spełniać przynajmniej kilka warunków. Po pierwsze powinien być młody, jeśli nie najmłodszy. Po drugie – zależało mi na osobie, z którą mógłbym się porozumieć, a więc nie myślącej czysto »po wojskowemu«. I wreszcie, chodziło mi o osobę, która nie mogła być oskarżona o naganną w społecznym odbiorze postawę w przeszłości” (cyt. za: Ireneusz Czyżewski, „Trzęsienie ziemi w MON”, Warszawa 1993, s. 41). Tak oto szefem Departamentu został gen. Krzysztof Owczarek, w opinii Szeremietiewa „cieszący się bezgranicznym zaufaniem Komorowskiego” („W prawo marsz!...”, s. 169). Ten absolwent Akademii Wojskowo-Politycznej w ZSRR, od 1967 r. pełniący kolejne funkcje w aparacie politycznym LWP, w latach 80. był wiceszefem Zarządu Organizacyjnego w Głównym Zarządzie Politycznym, pod koniec PRL szefem Zarządu Politycznego Warszawskiego Okręgu Wojskowego (WOW) i zastępcą komendanta Wojskowej Akademii Technicznej, awansowanym na generała brygady w 1988 r. Na stanowisku powierzonym mu przez Komorowskiego utrzymał się przez dwa lata, później zaś wyjeżdżał w misjach wojskowych do Korei i Gruzji oraz był zastępcą dowódcy WOW. Służbę zakończył dopiero w 2000 r.
Pełnomocnik z PRL
Z rekomendacji wiceministra Komorowskiego pochodził też ostatni pełnomocnik rządu RP ds. pobytu wojsk rosyjskich w Polsce, gen. Zdzisław Ostrowski. W latach 70. odbył on studia w Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR, czyli sławnej „Woroszyłówce”, po czym otrzymał awans generalski i kolejne nominacje na dowódcze stanowiska w różnych okręgach wojskowych.
Charakterystyczne, jak marszałek Sejmu wspomina tego oficera: „Dosyć skutecznie uzgadniał z Rosjanami różne sprawy techniczne, walcząc o to, żeby nie pozostawili całkiem zdewastowanych terenów i obiektów. W nagrodę miał on złożyć meldunek pani premier Suchockiej o zakończeniu misji i tym samym o zakończeniu pobytu wojsk rosyjskich w Polsce. Ja też byłem bardzo dumny, że oto, proszę bardzo, generał III Rzeczypospolitej składa premierowi III Rzeczypospolitej meldunek o tym, że ostatni obcy żołnierz opuścił nasz kraj. Ostrowski ćwiczył ten meldunek wcześniej wiele razy. Przed uroczystością na jednym z korytarzy Urzędu Rady Ministrów, zawieszono mapę Polski. Kamery w ruchu. I Ostrowski rozpoczyna:
- Melduję, Pani Premier, że terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej opuściły ostatnie oddziały armii radzieckiej!
W tym momencie orientuje się, że zamiast Rzeczypospolitej powiedział Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Więc sam sobie wydaje rozkaz:
- Wróć!
Wraca. I:
- Melduję, Pani Premier, że terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej opuściły ostatnie oddziały… Okazało się, że nie był w stanie się przełamać. Po prostu automatyzm funkcjonował. Z wielkiego święta zrobiła się anegdota” („Prawą stroną…”, s. 134-135).
Numery dwa i trzy
Były szef MON Jan Parys, opisując sytuację w resorcie za rządów Suchockiej, gdy ministrem był Onyszkiewicz, a jego zastępcą Komorowski, stwierdzał: „Numerami dwa i trzy w Ministerstwie są zdymisjonowani przeze mnie generałowie Puchała i Cepak. Puchała jest autorem planu wprowadzenia stanu wojennego. Cepak był w latach 70-tych wydalony z ambasady w Londynie za szpiegostwo na rzecz PRL, zresztą jest już w bardzo zaawansowanym wieku i nie ma dostatecznych kwalifikacji, by sprostać zadaniom armii początku lat 90-tych” (Jacek Kurski, Piotr Semka, „Lewy czerwcowy”, s. 92).
Uzupełniając te charakterystyki, warto zaznaczyć, że gen. Franciszek Puchała był absolwentem „Woroszyłówki”, w latach 80. kierował Zarządem Operacyjnym Sztabu Generalnego LWP, zaś w 1989 r. został zastępcą szefa Sztabu Generalnego. W okresie, o którym mowa, formalnie znajdował się w dyspozycji ministra obrony, potem został inspektorem w SG, a gdy w 1997 r. Onyszkiewicz wrócił do resortu, mianował go szefem Zespołu Głównych Inspektorów MON. Z kolei gen. Tadeusz Cepak również studiował na „Woroszyłówce” (dwukrotnie: w latach 70. i 80.), zaś cała jego kariera związana była z Zarządem II Sztabu Generalnego, czyli wywiadem wojskowym, którego był nawet wiceszefem. W latach 1990-1993 kierował Zarządem Wojskowych Spraw Zagranicznych MON, po czym przeszedł do rezerwy. Do niedawna pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ (w latach 70. był dowódcą polskiej jednostki na Bliskim Wschodzie).
Generał-minister
Gdy w połowie 2000 r., po dymisji Onyszkiewicza, Komorowski – wówczas już w barwach AWS – został ministrem obrony, w resorcie było znacznie mniej wojskowych, a więcej cywilów. Tym niemniej o dwóch generałach z pewnością warto wspomnieć. Niedługo po awansie Komorowskiego prezydent Aleksander Kwaśniewski powołał nowego szefa Sztabu Generalnego WP. Został nim gen. Czesław Piątas, w latach 70. student Akademii Wojsk Pancernych Sił Zbrojnych ZSRR, a w latach 80. – „Woroszyłówki”. Pierwszy stopień generalski otrzymał jednak już 1992 r., a pod koniec tej dekady ukończył podyplomowe studia w Narodowym Uniwersytecie Obrony USA w Waszyngtonie, po czym został zastępcą szefa Sztabu Generalnego WP. Warto wspomnieć, że najwyższą funkcję wojskową pełnił nie tylko przy ministrze Komorowskim, ale i przy jego następcy Jerzym Szmajdzińskim z SLD. Odszedł zaś do rezerwy na własną prośbę na początku 2006 r., gdy nowym prezydentem został Lech Kaczyński. Ale to nie koniec jego drogi zawodowej: oto bowiem od stycznia 2008 r. jest pierwszym wiceministrem obrony u boku Bogdana Klicha z PO.
SKL w WSI
Druga ważna postać w polskiej armii z czasów ministra Komorowskiego to gen. Tadeusz Rusak, szef Wojskowych Służb Informacyjnych w latach 1997-2001. Jego droga na to stanowisko była nietypowa: w latach 80. był wykładowcą w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Chemicznych w Krakowie, gdzie doszedł do stopnia podpułkownika, ale w 1990 r. na własną prośbę odszedł z wojska, by zostać… szefem krakowskiej Delegatury UOP. A ponieważ głównym „kadrowym” UOP był wówczas Jan Rokita, Rusak powszechnie uchodził za protegowanego krakowskiego posła. Ta protekcja zaprowadziła też Rusaka na fotel szefa WSI. Po zwycięstwie AWS Rokita, jeden z liderów Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, stał się bowiem ważną postacią obozu rządowego, zaś jego partyjny kolega (i jeszcze wtedy przyjaciel) Bronisław Komorowski został szefem sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Nic dziwnego, że Rusak utrzymał się w WSI przez całą kadencję parlamentu, w dodatku otrzymując w 2000 r. stopień generalski, zaś Komorowski do dziś jest zażartym obrońcą „dobrego imienia” wojskowych służb, które mu wówczas podlegały.
Powrót profesora
Trzy dni po katastrofie smoleńskiej, w której zginął m.in. Aleksander Szczygło, marszałek Sejmu powołał nowego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Został nim gen. Stanisław Koziej, niewątpliwie jeden z najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie obronności, od 20 lat noszący tytuł profesora (generałem został dopiero 3 lata później, choć w armii służy od 1962 r.). Informując o swojej decyzji, Komorowski podkreślił, że nominacja dla Kozieja to ukłon wobec opozycji, gdyż był on wiceministrem obrony w rządzie PiS. To jednak nie jest cała prawda. Generał nie miał – i nie ma – żadnych związków z partią Jarosława Kaczyńskiego, natomiast zastępcą ministra Radosława Sikorskiego był niespełna 9 miesięcy, bo już w lipcu 2006 r. podał się do dymisji, którą tłumaczył brakiem akceptacji dla koncepcji zmian w dowodzeniu armią, jakie przygotował. Marszałek nie wspomniał natomiast, że Koziej jest przede wszystkim jego dobrym znajomym, i to od bardzo dawna: w latach 1993-2001 generał był wicedyrektorem i dyrektorem Departamentu Systemu Obronnego MON, a przy tym bliskim współpracownikiem ministra Komorowskiego.
Moskwa – Waszyngton - Bruksela
7 maja marszałek Sejmu powołał też nowego szefa Sztabu Generalnego. Następcą gen. Franciszka Gągora (mianowanego na tę funkcję przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego) został gen. Mieczysław Cieniuch, który – podobnie jak poprzednik – odbył podyplomowe studia na Narodowym Uniwersytecie Obrony USA w Waszyngtonie, ale w przeciwieństwie do Gągora wcześniej studiował także w Moskwie: w 1982 r. ukończył z wyróżnieniem Akademię Wojsk Pancernych ZSRR, a 10 lat później – również w wyróżnieniem – Akademię Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Od 1998 r. Cieniuch zajmował ważne stanowiska w Sztabie Generalnym WP, zaś w 2003 r. prezydent Kwaśniewski wyznaczył go na wiceszefa SG przy gen. Piątasie. W 2006 r. generał został polskim przedstawicielem wojskowym przy Komitetach Wojskowych NATO i UE w Brukseli. Po powrocie do kraju w 2009 r. otrzymał funkcję radcy ministra Klicha.
Pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski zapewne będzie chciał też powołać następców innych ważnych dowódców wojskowych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. W najbliższym czasie możemy zatem spodziewać się dalszych awansów generałów o podobnych życiorysach.
Paweł Siergiejczyk