"NP" nr 29 Zapert: "Mikrofon i ekran"
Najpierw PO-litycy bezceremonialnie odwołali nieaprobowaną przez siebie Krajową Radę Radiofonii i Telewizji i momentalnie rozpoczęli w parlamencie przygotowywać ustawę umożliwiającą odejście obecnych władz PR i TVP. Żegnając się z laską - marszałkowską rzecz jasna - Bronisław Komorowski desygnował do KRRiT swoich własnych – to chyba najwłaściwszy termin - kandydatów. Jana Dworaka, którego nazwisko zdaje się wskazywać, w jakim kierunku dryfować będą publiczne media oraz Krzysztofa Lufta – aktora z wykształcenie, równie bezbarwnego na scenie teatralnej, jak i politycznej, ale za to grającego zgodnie z reżyserskimi prerogatywami.
Powyższe nominacje zaskoczyły partyjnych kamratów prezydenta elekta. (Czy dowodzi to pierwszych tarć w obozie III RP? Oby.) Nowy marszałek Sejmu - Grzegorz Schetyna niczego o nich nie wiedział, co - patrząc na jego kompetencje - specjalnie nie dziwi. Dla Tuska skład tandemu też był ponoć niespodzianką. Inaczej niż dla niżej podpisanego, bo przecież niemal trzyletnie rządy PO przekonały, że jej prominentni funkcjonariusze nierzadko kierują się moralnością Kalego z powieści “W pustyni i w puszczy”. Różnica polega jedynie na tym, że ciemnoskórego bohatera prozy Henryka Sienkiewicza radowała myśl o kradzieży krowy, a oni walczą o kolejne łupy przy pomocy Wołka. A ponieważ media elektroniczne są w dzisiejszym świecie kluczem do sukcesu w polityce, toteż platformiarze za wszelką cenę usiłują je kontrolować. Prywatnych nie muszą - te zawsze im czapkują, publiczne - z racji obiektywizmu są dla nich solą w oku. I POplecznicy Komorowskiego mają odwrócić ten stan rzeczy. Sprawić, aby przed mikrofonem i na szklanym ekranie zabrakło miejsca dla red. red: Lichockiej, Janeckiego, Masłonia, Reszczyńskiego, Semki, Szaniawskiego, Warzechy, Ziemkiewicza, zaś na antenę nie wróciły programy kształtujące wiedzę, estetykę i kulturą (jak choćby “Scena faktu”, “Errata do biografii” czy “Czytajmy”). Wydaje się więc, że ramówkę radiowo-telewizyjną w niedalekim czasie zdominuje deje vu w III RP, a prezes Romuald Orzeł jeszcze tej jesieni odfrunie z gabinetu przy ulicy Jana Pawła Woronicza. Ale - prawdę powiedziawszy - ja go żałować nie będę.
Tomasz Zbigniew Zapert
Artykuł ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" nr 29 (768) z 20 lipca 2010 r.