Środa, Październik 10, 2012
   
Rozmiar czcionki

Szukaj w Naszej Polsce

Za co Żydzi powinni przeprosić Polaków: Dzieje grzechów (15)

Polska

Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
Dziewiętnastowieczny in-
telektualista żydowski
Karl Emil Franzos napisał: Każdy kraj ma takich Żydów, na jakich zasługuje. Zastosowanie tego powiedzenia byłoby szczególnie niesprawiedliwe w stosunku do dzisiejszej Polski i Polaków. My naprawdę nie zasługujemy na takich Żydów, jak Urban, Geremek, Michnik czy Warszawski. My naprawdę nie zasługujemy na to, że wbrew gromko lansowanym twierdzeniom o polskim “antysemityzmie bez Żydów” faktycznie mamy antypolonizm prawie bez Żydów-polonofilów. Bez takich Polaków-patriotów żydowskiego pochodzenia jak Feldman, Askenazy, Julian Unszlicht, Hirszfeld, Grydzewski czy Hemar. Począwszy od czerwca 1989 roku doszło w Polsce do niebywałego umocnienia lobby filosemickiego w kluczowych dziedzinach życia politycznego, gospodarczego i mediów. Często tworzą je “czerwone” i “różowe” dzieci żydowskich komunistów z fanatyzmem stalinizujących Polskę po 1944 roku. Teraz pozują na “europejczyków”, trudzących się wprowadzaniem rzekomo “niedojrzałych” i “nacjonalistycznych” Polaków do tego, by stali się godni wejścia do Europy. Są to najczęściej synowie i córki dawnych “internacjonalistów”, którzy po wojnie tak zawzięcie wprowadzali nas do Azji, budując w Polsce zręby komunistycznego totalitaryzmu.

Klika “okrągłego stołu”
Niewiele osób zdaje sobie w pełni sprawę z roli, odegranej przez lobby tzw. europejczyków - głównie wpływowych polityków i publicystów żydowskiego pochodzenia - w zniszczeniu wiosną 1989 roku szans na prawdziwą demokrację w Polsce i rozwój kraju. To właśnie ta grupa w imię własnych egoistycznych celów najbardziej przyczyniła się do oszukania Narodu Polskiego w czasie “okrągłego stołu” i tzw. Magdalenki, a następnie narzuciła politykę “grubej kreski” i plan Sorosa-Sachsa-Balcerowicza. “Okrągły stół” był bardzo zręcznym zabiegiem wymanewrowania niepodległościowych, narodowych i chrześcijańskich nurtów “Solidarności” z rzeczywistego wpływu na kształt Polski. Sukcesowi tych manipulacji sprzyjały wieloletnie zażyłości między “stołownikami” z obu stron stołu: “czerwonymi” i “różowymi”, najczęściej również byłymi “czerwonymi”.
Opinia publiczna w Polsce prawie nic nie wiedziała i dotąd niewiele wie o tym, jak bliskie były kontakty pomiędzy ludźmi z tzw. opozycji laickiej a czołowymi postaciami z otoczenia gen. Jaruzelskiego i premiera Rakowskiego. Ile osób wiedziało na przykład o starej komitywie między Urbanem a Michnikiem? Nieopatrznie napisał o tym Jacek Kuroń w książce Wiara i wina (Warszawa 1989, s. 274). Wspominał tam, jak to Urban załatwił Adasiowi Michnikowi pod pseudonimem felieton w jednym z tygodników. Jak to Michnik wraz z Urbanem umacniali przyjaźń w koktajl barku w Bristolu, popijając “harcerzyki” (to jest “wyborową” z grejpfrutem). Ujawniony później przez Jacka Kurskiego w telewizyjnym Refleksie szokujący dla milionów telewidzów fakt, że Michnik jechał z Urbanem jego samochodem na wspólną popijawę imieninową do “Olka” Kwaśniewskiego nie był więc początkiem nowej przyjaźni, lecz kontynuacją wieloletniej bliskiej zażyłości redaktorów naczelnych “Wyborczej” i “Nie”. W czasie Magdalenki obie grupy Jaruzelskiego i Rakowskiego, i Geremka i Michnika połączył wspólny strach przed oddaniem podstawowych decyzji w ręce polskiego narodu, posądzanego przez nich o nacjonalizm, szowinizm i klerykalizm. Jarosław Kaczyński pisał nie bez racji: Lęk przed odrzuceniem całego układu peerelowskiego i przed pokazaniem przez Polaków strasznej twarzy ciemnogrodu, ksenofobii i nacjonalizmu był podstawą myślenia elity “okrągłego stołu”, wywodzącej się z opozycji wewnątrzsystemowej (...).
Wspólny strach sprzyjał tym silniejszemu scementowaniu interesów “Europejczyków” z obu stron. Początkowo nie wtajemniczony w funkcjonowanie nowej sitwy partyjny prominent Stanisław Ciosek nie mógł ukryć swego zaskoczenia siłą kształtującego się żydowskiego lobby. I nawet zwierzył się na ten temat księdzu Alojzemu Orszulikowi w rozmowie z 17 marca 1989, komentując przedziwne zbliżenie między ministrem Urbanem a Michnikiem i to, że: Zauważa się tworzenie swoistego lobby żydowskiego, które żywo interesuje się pracami “okrągłego stołu” (...) (cyt. za P.Raina: Rozmowy z władzami PRL. Arcybiskup Dąbrowski, Warszawa 1995, t.2, s. 440). Szybko odsunięty na bok po czerwcu 1990 r. autentyczny reformator partyjny Tadeusz Fiszbach uskarżał się w rozmowie z marszałkiem Sejmu kontraktowego Mikołajem Kozakiewiczem, że na 57 uczestników “okrągłego stołu” aż 47 było Żydami (według M.Kozakiewicz: Byłem marszałkiem kontraktowego..., Warszawa 1991, s. 131). Przeważająca część żydowskiego lobby spośród dawnej laickiej opozycji była równie silnie, jak czołowe postacie z kręgów komunistycznych zainteresowana w zastopowaniu autentycznej dekomunizacji i prawdziwego rozliczenia. Z bardzo różnych powodów. By przypomnieć choćby casus Adama Michnika mającego w rodzinie komunistycznego zbrodniarza - Stefana Michnika. Wszystko to prowadziło do coraz lepszej magdalenkowej komitywy liderów tzw. opozycji laickiej z przywódcami PZPR-u. Jarosław Kaczyński wspominając zachowanie Adama Michnika i jego kompanów z lewicowej elity “Solidarności” przy “okrągłym stole” pisał: Część osób, o których już mówiliśmy, w odrażający sposób fraternizowała się z komunistami: piła mnóstwo wódki, opowiadała tłuste dowcipy, przymilała się i poklepywała. Nader wymowne pod tym względem są zdjęcia w książce gen. Kiszczaka: Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko, zwłaszcza zdjęcie Michnika na rauszu, radośnie wychylającego kolejnego kielicha w towarzystwie Aleksandra Kwaśniewskiego et consortes.

Jakaś cholerna lewica
Jeden z czołowych liderów lewicy OKP, obecny lider Unii Pracy Ryszard Bugaj powiedział w grudniu 1990 roku podczas dyskusji w Pałacu Staszica: (...) Nie zapomnę, jak podczas “okrągłego stołu” minister Wilczek powiedział nam: No, panowie, spodziewałem się, że po waszej stronie spotkam ludzi uczciwej prawicy, a tu okazuje się, że to jakaś cholerna lewica jest (...). W tym tak zaskakującym dla ministra Wilczka zdominowaniu przez lewicę reprezentacji “Solidarności” przy “okrągłym stole” należy szukać klucza do zrozumienia całej późniejszej historii. Już wtedy bowiem zaznaczyła się całkowita dominacja “różowych” (tj. “europejczyków” z lewicy laickiej), głównie ludzi, którzy tak, jak profesor Bronisław Geremek byli przez wiele lat członkami PZPR. Krzysztof Wyszkowski, współzałożyciel wolnych związków zawodowych, uczestnik strajków w Stoczni Gdańskiej w 1980 i 1988 r., w wywiadzie dla paryskiej “Kultury” z lipca 1989 r. stwierdził wręcz - że “okrągły stół” był właściwie teatrem odgrywanym na użytek publiczny, podczas gdy najważniejsze decyzje rozstrzygano w dużo węższym gronie w rządowym ośrodku wczasowym w Magdalence pod Warszawą. Według Wyszkowskiego: (...) Nasza strona działała na zasadzie: zrobić coś dla niemądrego, niedojrzałego narodu, ale warunkiem powodzenia działań jest to, żeby naród się nie wtrącał. Ponieważ jednak on nie potrafi się nie wtrącać, gdy coś wie, więc lepiej, by nic nie wiedział. Według starej tezy: dla Polaków można czasem coś zrobić, z Polakami nigdy (...). Świadomie pominięto w głównych rozmowach “okrągłego stołu” czołowych opozycyjnych działaczy nurtu niepodległościowego (np. Jan Olszewski uczestniczył jedynie w obradach podzespołu do spraw reformy prawa i sądów). Spychano w cień przedstawicieli autentycznych formacji chrześcijańskich. Starano się na przykład maksymalnie ograniczyć udział niedyspozycyjnego wobec opozycyjnej lewicy Władysława Siły-Nowickiego. Został on potraktowany wręcz obraźliwie przez Andrzeja Wielowieyskiego. Wyszkowski we wspomnianej paryskiej “Kulturze” z lipca 1989 r. jednoznacznie wyraził, kto podejmował decyzje w imieniu opozycji przy “okrągłym stole”: (...) Najważniejszy był Geremek. O wszystkim decydowali Michnik, Kuroń i Geremek, w pewnej fazie Mazowiecki. Ta grupa używała za zasłonę to Frasyniuka, to Bujaka, to Gila (przy ich akceptacji), którzy politycznie nie mieli nic do powiedzenia. Charakterystycznym skutkiem tej dominacji dysydentów, byłych komunistów, stał się przypadek z harcerzami Rzeczypospolitej. Kiedy dyskutowano tę kwestię, Kuroń powiedział, że ma dobre i złe doświadczenie z harcerstwem, że rozbijał je kiedyś jako komunista, tworząc czerwone harcerstwo - i nauczony tym doświadczeniem jest przeciwny dzieleniu (...). Władza podchwyciła tę kwestię, zapytała, czy może wypowiedź Kuronia potraktować jako opinię strony opozycyjno-solidarnościowej. Na to Geremek powiedział, że w każdym razie można uznać, że nasza strona jest przeciwna dzieleniu młodzieży - i oczywiście harcerstwo Rzeczypospolitej padło.
To dobry przykład skutków dominującej roli ludzi niereprezentatywnych dla związku i społeczeństwa. Ci ludzie zmienili poglądy, ale nie zmienili metod uprawiania polityki. Te, które stosują, są bolszewickie. Ten nastrój koalicji lewicy, kiedy Geremek oświadcza, że ma nadzieję, iż słowo odzyska swój blask. Wspólna władzy i obawa przed zagrożeniem populistyczno-nacjonalistycznym, przed zdziczałym społeczeństwem, które czyha tylko, by ten kraj rozwalić, była oburzająca (...).
By zrozumieć, jak doszło do takiego, a nie innego stanu reprezentacji opozycji przy “okrągłym stole” w 1989, trzeba przypomnieć kilka zbyt mało znanych, a przecież podstawowych faktów. Przede wszystkim to, jak bardzo zmienił się charakter “Solidarności” i jej władz w okresie od 1980 do 1989 roku. “Solidarność” w początkach swego tworzenia miała jednoznacznie narodowy i religijny charakter (dość przypomnieć zdjęcia ukazujące pełne skupienia twarze stoczniowców podczas codziennych mszy w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. W miarę rozwoju ”Solidarności” w 1981 roku jeszcze bardziej umacniały się w niej pozycje nastawionych na jednoznaczną obronę polskiego patriotyzmu i polskich interesów narodowych “prawdziwych Polaków”. Nieprzypadkowo Bronisław Geremek fatalnie przegrał w wyborach do władz Krajówki “Solidarności” na Zjeździe w 1981 roku, a Michnik nie miał żadnych szans na zdobycie większych wpływów w “S” w tym okresie. Po wprowadzeniu stanu wojennego skład “Solidarności” i jej władz podziemnych zaczął ulegać bardzo ważnym zmianom. W latach 1981-1989 opuściło Polskę 800 tysięcy głównie młodych ludzi, najczęściej tych najbardziej radykalnych i bezkompromisowych. Reżim robił, co mógł, by takich właśnie ludzi zniechęcić do dalszego pobytu w Polsce i szykanami nakłonić do emigracji. Szczególnie osłabiona przez te wymuszone wyjazdy została np. “Solidarność” na Śląsku. W osłabionej przez emigrację “Solidarności” tym silniejsze wpływy zaczęli nagle zyskiwać poprzednio dużo mniej liczący się doradcy z lewicowych kręgów inteligenckich typu Geremka. “Europejczykom” z opozycji laickiej sprzyjał fakt, że to oni, dzięki zmonopolizowaniu dostaw pieniędzy z Zachodu (przede wszystkim dla “Mazowsza”, kierowanego przez Bujaka, zmonopolizowali podziemne wydawnictwa związkowe i ich kolportaż. I oczywiście wykorzystali to do odpowiedniego nagłaśniania “swoich”, w czym bardzo pomagała im od dawna zdominowana przez żydowskich “europejczyków” polska sekcja Radia Wolnej Europy i polska Sekcja BBC (kierowana przez kompana Michnika z marca 1968 Aleksandra Smolara). Peter Schweitzer w książce Victory czyli zwycięstwo. Tajna historia świata lat osiemdziesiątych, CIA i “Solidarność” (Warszawa 1994) pisze wiele i szczegółowo o rozmiarach pomocy zachodniej dla solidarnościowego podziemia, i o tym, kto na niej najbardziej skorzystał spośród ludzi podziemia, akcentuje znaczenie w tej pomocy siatki Mosadu w Polsce (por. s. 102-103 wspomnianej książki etc.). Umocnieniu pozycji tzw. europejczyków w reprezentacji “Solidarności” służyły również systematyczne działania ekipy Jaruzelskiego i Rakowskiego w latach 1988-1989, które doprowadziły do zorganizowania “okrągłego stołu” z dopuszczeniem doń tylko jednej części - lewicowej opozycji.

Zmanipulowana “drużyna Wałęsy”
Bardzo ważnym krokiem na drodze do zdominowania opozycji przez “europejczyków” z tzw. lewicy laickiej było sformowanie odpowiedniego składu wyborczego “drużyny” Lecha Wałęsy. W tej sprawie od  początku zderzyły się dwie koncepcje. Grupa na czele z Geremkiem i Michnikiem opowiadała się za jedną listą, dobraną głównie w oparciu o działaczy “Solidarności” wchodzących do Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, w którym wówczas wiedli prym ludzie z dawnej KOR-owskiej lewicy. Rzecznicy drugiej koncepcji postulowali uzupełnienie listy o przedstawicieli innych ugrupowań opozycyjnych, głównie opcji centroprawicowej i prawicowej. Chodziło tu m.in. o Chrześcijańską Demokrację z Władysławem Siła-Nowickim i Wiesławem Chrzanowskim, środowisko “Głosu” Macierewicza, gdański Ruch Młodej Polski, krakowskie Towarzystwo Przemysłowe, Klub “Dziekanię”. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja grupy doradców L.Wałęsy z lewicy laickiej (Geremek, Michnik, Kuroń, Wujec). Przeforsowali ideę pójścia do wyborów głównie w oparciu o siły opozycji zdominowane przez dawnych KOR-owców, kosztem rzeczywistej reprezentacji szerokiej gamy nurtów opozycji (warto przypomnieć, że wśród działaczy opozycji, którzy zaprotestowali przeciw jednostronności takiej listy i odmówili na znak protestu kandydowania z niej do Sejmu, znaleźli się wówczas nawet Tadeusz Mazowiecki i Aleksander Hall!!!).
Powołana przez Komitet Obywatelski komisja ustalająca listę kandydatów do “drużyny Wałęsy” odegrała rolę superweryfikatora w stosunku do decyzji lokalnych komitetów obywatelskich. Pierwsze skrzypce ponownie grał tu Bronisław Geremek i inni “europejczycy”. Energicznie pousuwano z list lokalnych niewygodnych dla “europejczyków” kandydatów, nawet choćby byli popierani przez lokalne komitety obywatelskie. Największemu zdziesiątkowaniu, na skutek nacisków centralnego “superweryfikatora”, uległa reprezentacja chrześcijańskiej demokracji. Odrzucono między innymi kandydatury takich osób, jak Władysław Siła-Nowicki, prof. Ryszard Bender czy Janusz Zabłocki (tego ostatniego odrzucono centralnie w Warszawie pomimo niemal jednogłośnego zaakceptowania jego kandydatury do Sejmu przez lokalny Komitet Obywatelski w Suwałkach). Miejsce odrzucanych przedstawicieli prawicy i centroprawicy zajmowali na ogół ludzie o poglądach zdecydowanie lewicowych. Jak wspominał później Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla “Tygodnika Polskiego”, Lech Wałęsa w rzeczywistości tylko podpisywał propozycje Geremka (...) dominującym jednak kryterium była lewicowa przeszłość. Lewicowa “selekcja do drużyny Wałęsy” uniemożliwiła wejście do parlamentu wielu doświadczonych opozycyjnych polityków, którzy mogliby wzbogacić obrady prawdziwie niezależnymi sądami. Zamiast nich weszło do Sejmu niemało postaci bezbarwnych, nie mających żadnych poglądów. Część z nich nigdy po wyborze nie “splamiła się” wystąpieniem parlamentarnym, zachowując dostojne milczenie (vide np. aktor-senator Andrzej Szczepkowski). Tym łatwiej za to można było nimi odgórnie manipulować w imię dominującego klanu “europejczyków”.

Jak oszukano Naród
w 1989 roku
“Europejczycy” spod znaku Geremka i Michnika ponoszą gros odpowiedzialności za uratowanie czerwonych towarzyszy z ambarasu, w jakim znaleźli się oni po katastrofie wyborczej 4 czerwca 1989 roku. Władze OKP zgodziły się na ratowanie komunistycznych władz po fiasku listy krajowej w wyborach i milcząco zaakceptowały naruszającą prawo nowelizację ordynacji wyborczej, co umożliwiło wybór dodatkowych 33 posłów koalicyjnych. Potem zaczęło się przygotowywanie opinii publicznej do akceptacji prezydentury Jaruzelskiego. 14 lipca 1989 r. “Gazeta Wyborcza” delikatnie sugerowała czytelnikom w artykule K.Leskiego i W.Sowińskiego: Szala zdaje się ostatnio ponownie przechylać na korzyść gen. Jaruzelskiego. Nieoficjalnie słyszy się często, że nie ma żadnej alternatywy (...).
Następnie kierownictwo OKP pomogło przepchnąć jednym głosem, czy raczej półgłosem, prezydenturę Jaruzelskiego.
Na przełomie lipca i sierpnia 1989 roku Bronisław Geremek i jego współpracownicy na czele z Adamem Michnikiem snuli już plany stworzenia rządu opartego na koalicji “Solidarności” z tzw. reformatorami z PZPR. Na czele rządu miał stanąć oczywiście Geremek. Sprawę ujawnił po raz pierwszy Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla londyńskiego “Tygodnika Polskiego” w 1990 r., stwierdzając, że Geremek wraz z Michnikiem pojechali nawet specjalnie do Rzymu, aby uzyskać papieskie błogosławieństwo dla sojuszu z PZPR. Ojciec Święty przyjął ich jednak bardzo chłodno, i cała misja w Rzymie spaliła na panewce. Sprawę na miejscu w Polsce ostatecznie pogrzebało zaś wystąpienie Wałęsy na rzecz koalicji “Solidarności” z ZSL i SD. Mało się dziś pamięta, do jakiego stopnia myśl takiej koalicji, a zwłaszcza odsunięcia PZPR, została oprotestowana w kierowniczych gremiach OKP. Na posiedzeniu OKP z 16 sierpnia 1989 zapanował prawdziwy rejwach. Z hałaśliwymi protestami-jeremiadami występowali kolejni “europejczycy”, od Michnika po Bujaka, Szczypiorskiego i Małachowskiego. Michnik nie mógł w ogóle zrozumieć, jak można pomijać PZPR przy tworzeniu rządu, i ostrzegał: Ja się boję, Lechu, że partia zepchnięta do opozycji dostanie nagle kopyta i ruszy do przodu. I dlatego ja chcę się spytać... czy ty Lechu widzisz taki pomysł, żeby tych partyjnych tak samo w to włączyć jakoś. Zbigniew Bujak, wówczas szef RKW Mazowsze ostro krytykując decyzję Wałęsy o stworzeniu koalicji z SD i ZSL ujawnił, że opozycyjna lewica była już przecież bliska zrealizowania konkurencyjnego projektu koalicji rządowej z obozem “reformatorskim” z PZPR.
A taka koalicja, jego zdaniem, dawałaby większą szansę wydźwignięcia kraju z kryzysu (por. “Tygodnik Rolników-Solidarność” z 19 września 1989).
“Europejczycy” z lewicy OKP głosili, że w ogóle nie ma żadnych szans próba rządzenia bez udziału PZPR, a równocześnie wykluczali jakąkolwiek możliwość znalezienia potencjalnych sprzymierzeńców dla radykalnych zmian wśród części rzeczywiście reformatorskich posłów z PZPR, przeciwstawiających się antynarodowej linii M.F.Rakowskiego. Pouczająca pod tym względem jest lektura starych numerów “Gazety Wyborczej”. Ot, choćby numeru z 23 sierpnia 1989. Dowiadujemy się tam, że około 20 posłów z PZPR miało w pewnej chwili już szczerze dość buńczucznych pohukiwań Rakowskiego, postanowili wystąpić z klubu PZPR i stworzyć niezależny klub poselski. Zdawałoby się, że taka sytuacja powinna maksymalnie ucieszyć OKP - można było tylko przyklasnąć rozłamowi wśród komunistów i skorzystać z niego dla poszerzenia obozu rzeczywistych zwolenników zmian. A tymczasem według “GW” z 23 sierpnia 1989: (...) W nocy ze środy na czwartek odszczepieńców zaczęli namawiać do zmiany decyzji niektórzy posłowie OKP. Nowa koalicja ZSL, SD, OKP jest jeszcze krucha - mówiono - i może to naruszyć cały układ (...).
W co tu grano naprawdę?

Mdlejący “nasz premier”
Niedługo potem doszło do wmówienia społeczeństwu jednego z największych oszustw owych czasów - twierdzenia o “naszym rządzie” Tadeusza Mazowieckiego, któremu należy podporządkować się bez żadnych dyskusji i wątpliwości. W rzeczywistości “nasz rząd” składał się głównie z różnej maści europejczyków”, w przeważającej części aktualnych i byłych komunistów. Na jego czele stał Tadeusz Mazowiecki, splamiony brutalnym atakiem prasowym na biskupa kieleckiego Kaczmarka w czasie jego procesu w 1953 roku, działacz, o którym Kisiel pisał w swym słynnym Alfabecie: Zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło. Aktualni członkowie PZPR poza kierowaniem czterema ważnymi resortami na czele z MSW i MON, wyraźnie zdominowali - co w 1989 roku starano się przemilczeć - kluczowe stanowiska sekretarzy i podsekretarzy stanu we wszystkich resortach. Według danych ze stycznia 1990 roku do PZPR należało 44 sekretarzy i podsekretarzy stanu, do PSL “Odrodzenie” - 8, do SD - 3 przy 31 bezpartyjnych. Michnikowska “Gazeta Wyborcza” rozpisywała się wciąż, jak to Polska przoduje w Europie Środkowej we wszystkich zmianach życia, a tymczasem spokojnie pozwalano na niszczenie tysięcy dokumentów niezbędnych do ujawnienia esbeckich i ubeckich zbrodni. W dyplomacji - w odróżnieniu od Czechosłowacji po 1989 roku - wciąż dominowała stara nomenklatura. Polska z “naszym rządem” skrajnie spóźniła się w stosunku do innych krajów nawet ze skreśleniem zapisu o przewodniej roli partii komunistycznej. Trzeba było kolejnych decyzji w tej sprawie: Węgier (październik 1989), Czechosłowacji (29 listopada) i NRD (1 grudnia), aby i u nas wreszcie w miesiąc później (!) zdecydować się na likwidację osławionego zapisu. Z pierwszymi prawdziwie wolnymi wyborami poczekano aż do jesieni 1991, by zrobić je jako ostatnie z państw postkomunistycznych Europy Środkowej (w blisko półtora roku po Rumunii, która miała wolne wybory w kwietniu 1990 roku). Nic dziwnego, że Jan Kaczmarek śpiewał z taką goryczą w piosence Sulejówek w maju 1990 r.:

Sąsiedzi nasi rwą do przodu
jakoś to składniej idzie im,
a my jak żółw, jak paw narodów,
wśród maruderów wiedziem prym.

“Europejczycy” z OKP noszą pełną odpowiedzialność za zmarnowanie istniejącej w latach 1989-1990 wielkiej szansy poszerzenia składu obozu reform o autentycznych reformatorów z SD i ZSL (PSL) przy równoczesnym wyeliminowaniu antyreformatorskiej części aparatu tych partii. Trzeba było wtedy tylko, by OKP konsekwentnie wspierał ludzi typu Romana Bartoszcze i Teresy Liszcz w PSL i Tadeusza Bienia z SD. Zamiast tego Geremek i Michnik robili wszystko, co tylko możliwe dla traktowania skrajnie po macoszemu zarówno całej partii chłopskiej, jak całej SD, forsowania polityki antychłopskiej i antyrzemieślniczej, co wzmacniało tylko siłę starego aparatu ZSL (PSL) i SD i podważało pozycję autentycznych reformatorów (faktyczne źródła upadku Bartoszcze w PSL etc.). Śmiertelnym grzechem SD i ZSL a później PSL, w oczach Geremka i Michnika był fakt, że w tych partiach, a w szczególności w partii chłopskiej, było niewielu “europejczyków” żydowskiego pochodzenia. ZSL (późniejsze PSL) jako partia chłopska skupiało masy ludzi wierzących i nastawionych patriotycznie. W SD było silne patriotyczne rzemiosło i wiele patriotycznie nastawionej inteligencji. Nic dziwnego, że możliwość poszerzenia obozu reform o takie środowiska wywoływała paniczny wręcz strach u Geremka i Michnika mniemających , że to doprowadzi do umocnienia polskiej ksenofobii i “nacjonalizmu” i rozmycia prawdziwie “europejskiego” programu OKP. Tak bojący się “nacjonałów” z partii chłopskiej i SD Geremek i Michnik et consortes od początku stawiali bez zastrzeżeń na dogadanie się z PZPR-owskimi wypróbowanymi “reformatorami” -”europejczykami” typu Rakowskiego i Kwaśniewskiego. Ci “cywilizowani” “europejczycy” mieli być w oczach Geremka i Michnika przeciwwagą dla narodowych “oszołomów” z “Solidarności”.
Mało się dziś pamięta, jak bardzo hołubił Kwaśniewskiego Adam Michnik w najgorszej dla PZPR, a potem SdRP, sytuacji w latach 1989-1990. Między innymi to Michnik zorganizował transmitowaną przez telewizję wielką debatę z Kwaśniewskim, która dowartościowywała przegranego towarzysza. Kwaśniewski nigdy mu tego “dobrego uczynku” nie zapomniał, i 21 czerwca 1991 w swoisty sposób podsumował efekty długotrwałego flirtu politycznego z Michnikiem. Odpowiadając w ankiecie “Gazety Wyborczej” na kogo głosowałby, gdyby miał głosować na inną partię, Kwaśniewski stwierdził: W pierwszej kolejności głosowałbym na Adama Michnika, ale tylko wówczas, gdyby założył coś własnego. To, co Michnik myśli i jak myśli, odpowiada mi najbardziej - jako obywatelowi i jako politykowi. W “Gazecie Wyborczej” z 25 października 1989 r. Michnik napisał: Sukces polityki reform wymaga od Polaków sojuszu wszystkich sił reformatorskich, tych z “Solidarności” i tych z PZPR. W pozytywnym ułożeniu stosunków Polski z ZSRR skrzydło reformatorskie z PZPR, tacy ludzie jak gen. Wojciech Jaruzelski czy pierwszy sekretarz KC Mieczysław Rakowski mogą odegrać zasadniczą rolę.

Czystek nie powinno być
Swoistą sensacją stała się wypowiedź Geremka dla “Rzeczypospolitej” z 28-29 października 1989 r., w której zaakcentował: (...) Bez względu na to, w jakiej sytuacji znajdzie się partia, “Solidarność” nie zamierza wstępować w konfrontację z nią. “Solidarność” jest zainteresowana w tym, by PZPR nie zniknęła z areny politycznej. Dziś za rządów SLD widzimy skutki tego “zainteresowania”. W wywiadzie dla “Tygodnika Kulturalnego” 29 października 1989 r. Geremek zaakcentował fakt piastowania ogromnej części, bo prawie miliona stanowisk kierowniczych przez ludzi z PZPR: (...) Czystek nie powinno być, bo to jest praktyka starego systemu, natomiast musi być stosowanie kryterium kompetencji. Sądzę, że w ramach tego miliona stanowisk, ogromną część stanowią ludzie kompetentni, którzy potrafią działać skutecznie (...).
I rzeczywiście zadziałali bardzo skutecznie w ostatnich paru latach, korzystając z działań tych, którzy hamowali autentyczne zmiany w Polsce i rozbijali “Solidarność” od wewnątrz.
Jerzy Robert Nowak
NASZA POLSKA NR 27/1996

W poprzednim odcinku przestawieniu uległa data publikacji rozmowy D.Passenta z Jerzym Kosińskim (Życie dziękuję ci za Kosińskiego). Prawidłowo powinno być: „Polityka” 30.05.1987. Przepraszamy.

Polcecane linki

  • Instytut Pamięci Narodowej
  • strona poświęcona gen. "Nilowi"
  • portal Wolna Polska
  • Tygodnik "GŁOS"
  • strona Krzysztofa Wyszkowskiego

Artykuły ponadczasowe

Listy poparcia i petycje

Polecamy/zapraszamy

Logowanie